Czytasz posty wyszukane dla zapytania: Geografia wyborcza Wybory sam
·
Gość portalu: bmirek@o2.pl napisał(a):
> Mikiłaja Kopernika w Toruniu (miasto) i rozmaite szkolenia m.in w Wiedniu > (miasto w Austrii) i Paryżu ( miasto we Francji) :-) > ad.10 nie odwiedzam > Mam nadzieję , że na czas wyborów wróci Pan do Bydgoszczy i zagłosuje na mnie.. > . > pozdrawiam K.Dombrowicz , 26 08 2002
dziwne wydaje sie,ze tak wyjasniasz - gdzie jest takie miasto jak WIEDEN lub PARYZ. Swiadczy to o tym,ze uwazasz WYBORCOW za bardzo ciemnych i slabych z geografii ?
Szkoda,ze Ty wiesz ,ze te "miasta leza tam ".Bo WYBORCY napewno juz wiedza wiecej od Ciebie- ze sa to METROPOLIE w EUROPIE,ze sa to rowniez STOLICE.
WIEDEN i PARYZ ? - i to trzeba wyjasniac - wjakich panstwach sa te miasta ?
oj, oj - cos malo bystry jestes.Nie wrozy to nic dobrego przed WYBORAMI.
pozdrawiam radca
|
Tarchomin Jestem mieszkanką Tarchomina niestety z konieczności. Jeśli masz inny wybór to skorzystaj. Jazda do Centrum jest w wielu przypadkach makabrą. Jeszcze gorzej wygląda powrót. Ja na szczęście pracuję teraz w Legionowie więc podróż dom- praca bardzo mi odpowiada. Ale dojazd do Centrum jest coraz gorszy bo ludzi (samochodów) przybywa, a dróg nie. Most północny nadal jest tylko w planach, i na Twoim miejscu nie sugerowałabym się nim przy wyborze miejsca zamieszkania. Natomiast jesli chodzi o zapachy z Polfy, to na Tarchomin zalatuje naprawdę nie często (w tych szerokościach geograficznych przeważają wiatry zachodnie), a na Nowodwory to chyba nigdy. Do Czajki też za daleko od osiedli.
|
Poniższy fragment Kryzys przyszedł nocą. Według instrukcji obwodowe komisje do godz. 13 w sobotę 26 października miały "sprawdzić stanowisko komputerowe pakietem antywirusowym, pobrać aplikację wyborczą i przeprowadzić test poprawności nazwy użytkownika i hasła operatora", "pobrać geografię wyborczą i sprawdzić skuteczność haseł przewodniczącego OKW", "sprawdzić, czy jest wystarczająca ilość papieru oraz toneru/atramentu do drukarki" i "zgłosić e- mailem lub telefonicznie do swojego koordynatora stan gotowości". pokazuje, gdzie może leżeć przyczyna niepowodzenia komputerowego systemu. Proponuję zestawić dane: 1. która komisja (tzn. wszyscy jej członkowie pobrali wynagrodzenie za swoję pracę? 2. kto wykonał opisane we fragmencie sprawdzając3e system operacje we właściwym terminie? Może onaczej trzeba zorganizować następne wybory, a pierwsza okazja może okazać się "akcesyjne referendum".
|
sytuacja ekonomiczno-polityczna chile jest nieco podobna do polskiej. tak samo jak i w polsce wybory sa wygrywane na zmiane przez liberalo- kapitalistow no i socjalo-komunistow. ostatnie wybory wygrane byly przez tych drugich. w czasie akcji wyborczej naobiecywali bzdur a i nawet starali sie sadzic generala pinocheta ze morderstwa dokonane za jego rzadow. no i jak to jest w przaktyce wybory minely i tak samo sady i obietnice. socjalisci jak to socjalisci zpieprzyli gospodarke i niezabardzo wiedza kogo za to winic - moze marsjan - podobnie jak NASA!!!
pytanie sie nasowa: dlaczego jest tak latwo nami ludzmi manipulowac!?!? po kiego nam edukacja, doktoraty, uniwersytety skoro nie umiemy nawet logicznie myslec!!! po co nam fizyka, chemia, geografia itd itd jesli nawet nie jestesmy odroznic propagandy od prawdy, skoro nie umiemy sami sie zastanowic i miec wlasne zdania???
|
Gość portalu: jr napisał(a):
> sytuacja ekonomiczno-polityczna chile jest nieco podobna do polskiej. > tak samo jak i w polsce wybory sa wygrywane na zmiane przez liberalo- > kapitalistow no i socjalo-komunistow. > ostatnie wybory wygrane byly przez tych drugich. w czasie akcji wyborczej > naobiecywali bzdur a i nawet starali sie sadzic generala pinocheta ze > morderstwa dokonane za jego rzadow. no i jak to jest w przaktyce wybory minely > i tak samo sady i obietnice. socjalisci jak to socjalisci zpieprzyli gospodarke > i niezabardzo wiedza kogo za to winic - moze marsjan - podobnie jak NASA!!!
To jest wlasnie jedyne uderzajace podobienstwo z Polska.
> pytanie sie nasowa: dlaczego jest tak latwo nami ludzmi manipulowac!?!? po > kiego nam edukacja, doktoraty, uniwersytety skoro nie umiemy nawet logicznie > myslec!!!
To juz filozofia. Zawsze byli madrzy i madrzejsi,a roznice beda sie jeszcze zwiekszac wraz ze zroznicowaniem dochodow.
> po co nam fizyka,
Sam sie nad tym zastanawialem,bo pozniej i tak nieudacznie probuja sie przeksztalcic w ekonomistow.
> chemia, geografia itd itd jesli nawet nie jestesmy > odroznic propagandy od prawdy, skoro nie umiemy sami sie zastanowic i miec > wlasne zdania???
Wszyscy maja swoje zdanie,z tym ze wiekszosc jest w bledzie.
|
Teraz się z Tobą zgodzę Gość portalu: Stefan napisał(a):
> manipulowanie w wielu krajach przy tzw. ,,geografii wyborczej''.
To jednak co innego niż błędy w liczeniu. Nie zapominaj, że nie pisałem o warunkach wystarczających
> Dlatego, bo państwo nas chroni przed fałszerstwami wyborczymi. > > Urzędnicy państwowi i politycy? Chyba żartujesz. Najważniejszą zaletą > demokracji jest, że czasem potrafi nas uchronić przed niektórymi ich zakusami. > Demokracja jest dobra dla ludzi małych, takich jak ja, a nie dla polityków > państwowych.
Ale tu Cię nie rozumiem
> Armię trzymałbym jak najdalej od całego systemu.
Ja też, przynajmniej dopóki cudza armia nie chce nam odebrać prawa do wyborów.
|
Myślę,że prawidłowym poidejsciem byułoby zniesienie matury w ogóle. Bo coż ona w sumie daje? Kryterium powinien byc poziom wiedzy kandydata na studia! Na medycynę- rozszerzony program z biologii i chemii np. , na prawo- z polskiego i historii, na fizyke- matma i fizyka itp. Moim zdaniem kazdy maturzyst, na rok przed ukończeniem edukacji powinien zdeklarowa sie gdzie ma zmiar zdawac egzaminy i to właśnie szkoła średnia powinna mu pomóc w należytum przygotowaniu sie do nich. No bo coż zrobic, kiedy kandydatowi np na studia medyczne zaczyna nagle bruździc pani z geografii? I to na kilka tyg prze zakonczeniem szkoly? Toc to absurd! O tym kto i gdzie bedzie studiowal powiny decydowac egzaminy wstępne, a nie giertychowskie gierki. A tak swoja droga. Amnestia obieła 50 000 abiturientów, do tego ich rodziny, sympatie, rodziny sympatii- wcale nie zgorszy elektorat przed czekajacymi nas wyborami samorządowymi. Więc życzę udanych wyborów!
|
ajkaj napisała:
> Każdy news jest wykorzystany by kopać, dowalać, ubliżać, feeeeeeeee! > A jakby tak odrobinę szacunku do prezydenta wybranego w wolnym kraju, w wolnych > wyborach? A jakby tak uszanować wybór, wolę głosującej większości? > I wy chcecie mieć szcunek? Jak to zamierzacie zrobić, opluwaniem? > To nie w tym kraju, może bardziej na wschód spróbujcie, może w Afryce
To Afryka jest na wschód?! To już Kaczorom udało się zamieszać nawet w geografii???!!!
|
Wczoraj brałam udział (jako juror) w finale konkursu Wolszczan'2007. Prawie dziesięć lat temu dziennikarze tutejszej edycji Gazety Wyborczej doszli do wniosku, że istnieją różnorodne olimpiady tematyczne, a nie ma konkursu, który oceniałby całość wiedzy i osobowości uczniów. Tak powstał Wolszczan (nazwisko astronoma, który związany jest z naszym miastem). Młodzież licealna, po przejściu przez egzamin testowy oceniana jest w kilku kategoriach. Musi przejść przez pracownie: przyrodniczą (biologia, chemia, geografia), nauk ścisłych (matematyka, fizyka, astronomia), humanistyczną i językową (język angielski lub niemiecki, ale sa osoby, które biegle znają 4 czy 5 języków obcych). Oprócz tego uczniowie muszą dokonać autoprezentacji (nie mylić z autolustracją ). W skład komisji wchodzą, w większości, pracownicy wyższych uczelni, którzy przygotowują też pytania. Nagroda jest wspaniała. Wszyscy laureaci (25 osób) otrzymują książki (kilka słowników, atlasów, encyklopedii), a najlepsza trójka ma prawo wyboru indeksu jednej z pięciu uczelni, których pracownicy biorą udział w pracach komisji. Zwycięzca otrzymuje też trzy tysiące złotych. Już drugi rok z rzędu została wybrana akademia medyczna Miło jest wiedzieć, że młodzi są wszechstronnie uzdolnienie. W tym roku, niestety, mniej było osób bardzo inteligentnych, ze swadą i swobodą prowadzących z nami rozmowę na prawie równym poziomie. Więcej widziałam spiętych, zestresowanych, bezczelna-aroganckich. Ze smutkiem stwierdziłam, że taka postawę prezentowały częściej dziewczyny, niż chłopcy. Na szczęście były o pojedyncze przypadki.
|
wlasna partia:))? why not! owszem, zaloze partie, ale dopiero przy nastepnych wyborach. Z gory dzieki za chec glosowania na moja brzydka plec zenska . Do najblizszych wyborow mi sie nie uda z przyczyn geograficznych. Ale na razie promuje, zeby jak NAJWIECEJ madrych, uczciwych kobiet wybrac do sejmu, bo tylko poprzez parytet bedziemy w stanie uleczyc nasz chory kraj i swiat. Czy wiecie, ze Afryke ratuja dzis tylko kobiety, ktore machnely rekami na lokalnych mezczyzn.
keralskie pozdrowienia dla Bengala PS. Bengal i Bihar to najbardziej patrarchalne stany w Indii i najbardziej zacofane, a tradycyjnie matriarchalna Kerala byla dotad najwyzej rozwinietym stanem w aspekcie "Human Development Index". Zostala niestety zniszczona przez korpoglobalizacje, dzieki ktorej globalne banki i korporacje wywlaszczyly ludzi z publicznego majatku i ludzie stracili srodki do zycia.
|
> Tow takim razie tzw. Ziemie Odzyskane też nie są polskie? Stalin dał je > przeciez polskim komunistom.
Ale trudno jest mowic o terenach geograficznych jako o komunistycznych czy hitlerowskich. A o wladzach juz tak. I jeszcze uscisle: nie jestem zwolennikiem nazywania obozow tworzonych przez hitlerowcow niemieckimi (chyba, ze w rewanzu za rozpowszechnianie bzdur jakoby Auschwitz bylo obozem polskim), niemniej jest to bardziej uprawnione niz nazywanie obozow na Slasku polskimi. Nalezy przy tym wziasc pod uwage ogromny stopien uzaleznienia polskich komunistow od Moskwy w tamtym okresie.
> Komunistyczna Polska była państwem polskim. III RP jest jej spadkobierczynią w > stopniu większym niz RFN III Rzeszy (ciągłość prawna). Obozy, o których mowa > podlegały polskiemu ministerstwu.
Nie mozna uznac komunistycznej Polski za suwerenne panstwo polskie, takoz III RP jest raczej spadkobierczynia II RP, takze w sensie nazewnictwa. Przypomne, ze Konstytucja kwietniowa nie zostala uchylona i do konca okresu PRL funkcjonowal na podstawie tejze Rzad Polski na Wychodztwie.
> Hitlerowcy doszli do władzy drogą demokratycznych wyborów, ale nie zapowiadali > przed wyborami tworzenia systemu KZ, trudno więc obarczać wyborców > odpowiedzialnością za rozwój wypadków.
Zgoda, ale nalezy dopowiedziec, ze rezim Hitlera cieszyl sie spolecznym poparciem takze podczas wojny.
To tak, jakby Kaczyński zaczął zamykać > homoseksualistów a przeciwnicy PiS zaczęli rzoliczać jego elektorat.
|
Strona www.pkw.gov.pl beznadziejna.Badziewie!!!! Podczas wyborów parlamentarnych i prezydenckich na bieżąco pojawiały się statystyki, wyniki i geografia wyborcza.
Czy obecna OBSTRUKCJA serwisu to działania specjalne, zeby rozmyć efekt podziału Polski wzdłuż granic dawnych zaborów? A jest on ewidentny!
|
ja się wybieram na UJ. marzę o dziennych, lecz wiara w siebie to nie wszystko. na stronie UJ, jak i na przykład w Wyborczej jest napisane, że brany pod uwagę jest język polski na poziomie rozszerzonym + do wyboru wos/historia/geografia, również rozszerzone. o językach nie wspominają, czyli się nie liczą. rok temu było 12 osób na miejsce. w tym roku jestem pewien, że będzie inaczej.. albo lepiej, albo gorzej. zobaczymy.
jak nie dzienne, to zaoczne. chociaż perspektywa opłacania studiów (2500 za semestr) + utrzymanie się w Krakowie, strasznie mnie przeraża.
boję się, ugh.
|
joa66 napisała:
> tak, zmienia to sytuację w wyborze przedmiotów zdawanych na maturze, > przyszłych studiów. > > Natomiast gimnazjalista stoi cały czas wobec tego samego problemu -
> wybór profilu, i.e. przedmiotów nauczanych na rozszerzonym poziomie.
Tak.
Tylko że teraz ten wybór jest wyborem na 100%-decydujesz o 3 przedmiotach rozszerzonych i de facto decydujesz o jednej uczelni i kilku wydziałach. Kiedyś była możliwość aby poprzez "dobranie" dodatkowych przedmiotów rozszerzonych (np geografii do matematyki i fizyki), zwiększać sobie spektrum szkół (nie tylko Politechnika ale i SGH, i prawo na UW), wydziałów które można było brać pod uwagę.
Jeśli ktoś chce zostać lekarzem, musi zdecydować w gimnazjum-jeśli po drodze zmieni zdanie, to jego szanse na zdanie matury i dostanie się do innej szkoły (np Politechniki) są minimalne. To jest dla mnie absurd. Czemu ta decyzja w gimnazjum jest tak brzemienna w skutkach ? Przecież 15 latek nie moze tak "ostatecnie" decydować o swojej przyszłości. To nie fair wobec tych młodych ludzi, oni powinni mieć jeszcze szansę na różne wybory, np właśnie poprzez ambitne zdawanie matury z wielu przedmiotów. Co to komu szkodziło ?
|
Zdjęcia Czytelników - tydzień drugi ja wiem, że ktoś, kto opracowuje i umieszcza na stronie zdjęcia nadesłane do konkursu, nie musi myśleć. Choć powinien. Nie musi znać ustawy o ochronie danych osobowych i może narażać jedną z autorek zdjęć na nieprzyjemności, ujawniając jej pełne dane teleadresowe. Cóż. pominę milczeniem fakt, że można nadsyłać jedno zdjęcie, a umieszcza się kilka fotek nadesłanych przez te same osoby. Nie trzeba też znać specjalnie geografii. Można na przykład do konkursu zatytułowanego ZACHWYTY NAD MAŁOPOLSKĄ dopuścić takie oto zdjęcie: miasta.gazeta.pl/krakow/5,46621,6816364,Zdjecia_Czytelnikow___tydzien_drugi.html?i=59cytuję podpis: "Zdjecie zostalo wykonane podczas czerwcowego wyjazdu nad morze... przedstawia ono molo sopockie troche z innej perspektywy. Katarzyna Krzykalska" Brawo ! Dawniej się mówiło, ze jak ktoś jest głupi, bezmyślny i nic nie umie zrobić, to idzie pracować do policji (milicji). A dziś taki osioł ma wybór ! Może też znaleźć pracę w redakcji WYBORCZEJ !
|
Wybory pokazały stary podział na Polskę A i B Gratuluję panu profesorowi znajomości geografii. Jeśli Wisła dzieli Polskę na A i B, to dlaczego PiS wygrał w obwodzie wyborczym obejmującym Małopolskę i Świętokrzyskie, gdzie ponad połowa obwodu jest po prawomyślnej stronie (czyli tam gdzie ma by Polska A)?? A takie Mazowsze, które poparło PiS, też nie leży li tylko na lewobrzeżu Wisły. Po prostu profesor mówi stare gadki, które nijak nie mają odniesienia do rzeczywistości. A co do niby popierania PO w miastach, a na wsi PiS, to jakoś Podkarpacie znów się wyróżnia, bowiem powiat łańcucki poparł PiS (prawie 60%), a powiat leski i sanocki PO (odpowiednio 50 i 59%). A niby biedne Bieszczady winny głosować na PiS, a regiony blisko miast na PO!! A tu psikus.
|
> Ja się domagam, żeby w ramach przyjętej w laickim > państwie zasady rozdziału kościoła od państwa tek kościół był od > tego państwa rozdzielony. Domagam się tego, żeby moje sumienie nie > było zmuszane do wyznawania czegoś, w co nie wierzę i czego nie > akceptuję. Domagam się tego, żeby > nie musieć w laickiej szkole dokonywać wyboru pomiędzy złem a > etyką tylko dlatego, że ktoś uznał religię za konieczną w szkołach. > Zauważ, że wolność sumienia daje wolność od religii - żaden > niewierzący nie wytoczył nikomu wojny z powodu wiary ani nikogo > nie spalił na stosie z powodu cudzych wierzeń. To robili tylko > wierzący...
Wnioskując na podstawie liczb w nicku, Ty osobiście nie musisz się już chyba martwić, że Cię w szkole religią postraszą?
Mam wrażenie, że nieco naciągasz pojęcia - wolność sumienia to _nie jest_ wolność od religii. To jedynie możliwość rezygnacji z niej. Możliwość. Ergo - niech sobie każdy odpowiednią dla niego wolność wybiera. Powinieneś zauważyć, że przymusu, przynajmniej wg. przepisów, w wyborze szkolnej religii nie ma. A etyka - też Ci nie odpowiada (tu wracamy do kwestii, czy rzeczywiście zaliczasz się do grona osób, których ten wybór w ogóle dotyczy)? Cóż, przedmioty nauczane w szkołach chyba nie podlegają wyborowi przez ogół obywateli. Buntuj się przeciw geografii.
|
Sondaże się rozjechały? Nie tak bardzo GW: "PBS DGA (dla "Gazety") przedstawia prognozę wyników wyborów. W uproszczeniu: poparcie dla partii, tak jak w wyborach, sumuje się do 100 proc. Wyborców niezdecydowanych "przyznaje się" więc proporcjonalnie każdej z partii.
GfK Polonia (dla "Rz"), podaje natomiast odsetek niezdecydowanych. Dlatego w tych badaniach partie mają prawie zawsze niższe notowania niż w "Gazecie"."
"Sondażu nie ma bez mediów
Uzdrowienie rynku blokuje jeszcze jeden bardzo istotny mechanizm. W ubiegłorocznych wyborach wyniki najbardziej zbliżone do prawdziwych uzyskało po raz kolejny (co zostało potwierdzone w analizie przygotowanej przez Centrum im. Smitha) konsorcjum Polska Grupa Badawcza. Mimo to sondaże PGB są zdecydowanie słabiej nagłaśniane przez media niż badania firm skompromitowanych. Branża stara się dyskredytować prowadzone przez PGB badania w miejscach publicznych (tzw. metoda „on street”), mimo że dają one lepsze efekty od pozostałych. Ale w praktyce liczą się właśnie te sondaże, które istnieją w mediach. A większość głównych mediów stoi po stronie tych, którzy nie podzielają poglądów PiS o potrzebie rozbijania „układu”.
Poszczególne redakcje blisko współpracują z reguły z wybranym ośrodkiem. Geografia rozkłada się tu następująco: PBS współpracuje blisko z „Gazetą Wyborczą” i TVN. „Rzeczpospolita” korzysta z badań GfK. „Dziennik” i „Fakt” oraz TVP korzystają z badań OBOP. „Życie Warszawy” blisko współpracuje z Pentorem."
|
Kaczynski musi mowic o Niemcach bo o Parlamencie UE do ktorego beda wybory nie wie nic!
Ani Kaczynski ani Kaminski, ktory prowadzl konwencje w Rzeszowie, nie wiedza nawet jakie partie naleza do tej samej frakcji co PiS w Parlamencie Europejskim!
Kaczynski w swoim wystapieniu oswiadczyl, ze obecnosc PiS we frakcji Unia na Rzecz Narodow Europy pozwoli "zabiegac o interes narodowy".
"Ten klub nie tylko będzie dawał nam swobodę. On będzie w niemałym stopniu zmieniał geografię polityczną PE. " - twierdzil Kaczynski.
Oswiadczyl tez, ze: " W UEN oprócz PiS znajdują się m.in. brytyjscy konserwatyści i deputowani czeskiego ODS".
We frakcji Unii na Rzecz Narodow Europy NIE MA ANI JEDNEGO BRYTYJCZYKA!!!
Nie ma tez w tej frakcji ANI JEDNEGO CZECHA!!!
Kaminski, ktory wystepowal PO Kaczynskim nie sprostowal tej bzdury! On tez nie wie nic o frakcji do ktorej ewentualnie wraz z PiS-em bedzie nalezal.
Do frakcji naleza poslowie 6-ciu panstw a poslow w niej zasiada 44 ( slownie: czterdziestu czterech)
Prawdziwa potega! To jest frakcja ktora ma zmieniac "geografie polityczna" Parlamentu UE?
Pomijajac juz to, ze Kaczynski bezczelnie klamie, duzo wazniejsze jest pytanie: Ktora frakcja ma wieksza sile przebicia?
Frakcja do ktorej nalezy PO liczy sobie 268-miu poslow.
Poslowie z SLD i UP naleza do drugiej co do wielkosci frakcji, PSE, ktora liczy sobie 217 poslow.
PiS JUZ NALEZY do frakcji Unia na Rzecz Narodow Europy.W tej, wlasnie, konczacej sie kadencji.
Duzo zrobili dla Polski?
Ocena nalezy do nas czyli do wyborcow.
|
Faktycznie super :-) " Poszczególne redakcje blisko współpracują z reguły z wybranym ośrodkiem. Geografia rozkłada się tu następująco: PBS współpracuje blisko z "Gazetą Wyborczą" i TVN."
Rewelacja - szczególnie w zestawieniu z tym tekstem :
" Szczególnie mocno "pomyliły się" sondaże przed II turą wyborów prezydenckich. Zwycięstwo Kaczyńskiego przewidziała tylko PGB . Jednak w przedwyborczy piątek sondaż tej grupy, dający 0,4 proc. przewagi kandydatowi PiS, został przez większość mediów zignorowany albo był cytowany jako swoista ciekawostka, w tle innych badań, wskazujących na kilkuprocentową przewagę Tuska."
www.pgb.org.pl/INFO/info_2005_22.pdf+PBS+jest+wiarygodny+kaczy%C5%84ski&hl=pl&ct=clnk&cd=12&gl=pl
Po wygranych wyborach Kaczyński uznaje PBS za jedyny wiarygodny osrodek, natomiast po przegranej PiS w 2007 PBS natychmisat zostaje ogłoszone ... członkiem "układu" :-)))
Jakież to charkterystyczne dla was, pisowcy :-)
|
Sondazy nie ma poki co.
I sytuacja jest niestabilna. Bo durna lewica gra w wyolbrzymianie wakacji Sarka.
Wybory deputowanych sa poza tym bardzo lokalne. W okregu wyborczym sie zna albo nie deputowanego. Niektorzy deputowani czegos dokonali inni nie.
Partia tez wazna. W drugiej kolejnosci.
Wybory do parlamentu nic wspolnego nie maja z prezydenckimi. Wlasnie z tego "lokalnego" wzgledu.
W koncu jest wazna geografia okregow wyborczych. Tak zrobiona, ze w niektorych okregach wynik jest z gory znany.
No to teraz jak wygrac?
Byc obecnym w okragu. Miec dokonania w okregu. Miec poprcie centralne.
Dlatego tez raczej przewidywalbym zwyciestwo UMP.
Ale mam troche malo elemnetow do wydawania opinii.
PF
|
LiD - małżeństwo przed ostrym zakrętem w lewo Coś tu nie gra w naszej politycznej geografii, żeby w tak ogromnym kraju nie było liczącej się lewicy? W ostatnich wyborach wielu ludzi o lewicowych poglądach zagłosowało na PO, żeby mieć gwarancję wykopania Kaczorów. Chyba nie ma już zagrożenia powrotem PiS do władzy i następne wybory pokażą ilu ludzi w Polsce chce głosować na lewicę. Ja to zrobię, chyba, że Napieralski (moim zdaniem zachorował na przerost ambicji i nie wierzę w jego szczere intencje) rozwali LiD i do władzy wrócą Czarzasty, Miller, Oleksy etc. Wtedy na pewno na nich nie zagłosuję. Takie zjadliwe opinie o Geremku to klasyczny antysemityzm, niestety bardzo powszechny wśród "prawdziwych" SLD-owców. Olejniczak jeszcze nie ma "jaj" charyzmatycznego przywódcy, ale dla mnie to jedyny gwarant, że lewica ma szansę na odrodzenie. Jak dotąd to tylko w inauguracyjnym wystąpieniu w obecnym Sejmie Szmajdziński odważnie powiedział, czego chce lewica. M.in. żeby decyzje polityczne nie zapadały w zakrystii. Od tamtej pory nic już na ten temat nie usłyszałem. A warto wreszcie byłoby zdefiniować polską współczesną lewicę. Tylko, na Boga! nie mówcie, że Lewica=SLD
|
Gość portalu: tyu napisał(a):
> Pomysł wyborów większościowych (nawert dwuturowych) w tym kontekście wydaje mi > się trochę pomysłem z innej bajki. Jednoturowy - zapewnia władzę tym, którzy > mają WZGLĘDNĄ większość głosów (np.labourzyści 37%, konserwatyści 35%) i/lub > korzystną tzw. geografię polityczną (w skrajnym przypadku - powtórka z rozrywki
> w stylu wyborów Bush-Gore: więcej głosów - w całych Stanach! - uzyskał Gore, > ale prezydentem jest Bush). Dwuturowy - często prowadzi do dziwnych układów i > jeszcze dziwniejszych wyników - vide niedawne wybory samorządowe we Francji). > Też nie oddaje woli wyborców (zakładając, że taka istnieje.)
No milo podyskutowac.
Nie wiem czy dobrze zrozumialem Twoj wywod (argumenty dot. Francji i Stanow sa mgliste), ale: argumentu o wyzszosci systemu jednoturowego nad dwuturowym po prostu nie da sie utrzymac, bo moze on prowadzic do sytuacji, w ktorej z zarejestrowanych np. 14 kandydatow w okregu jedn. wybrany zostanie ten, ktory uzyskal najwieksza liczbe np 8 proc glosow. taki wlasnie system falszuje wole woborcow! w systemie dwuturowym ex definicione osoba wybrana MUSI reprezentowac ponad polowe glosujacych. CO do koalicji itd - wszystko zalezy od oceny wyborcow.
|
Kazdy piecze swa pieczen... JOrl - wolnosciowiec - bunt wasali
George - ekonomista - chce wygrac wybory porzez dewaluacj ..., oooops, to taki zart...
Przecinek - zarabia (i slusznie)
Maciej - niezbyt zorientowany, jak zwykle, musi wysluchac biznesowej kablowki, ale przygotowal prognozy na kazda ewentualnosc - wzrosnie lub spadnie
Alan - ostatni pocisk (stopy) okazal sie byc jednak trzecim od konca. Zostala jeszcze deprecjacja waluty (nie mylic z dewaluacja!) i umiejetnosc mowienia, tak, by nic nie powiedziec. Nie wiem, czy wystarczy.
Komentator - nie lepszy z geografii od jr, znowu myli polkule
Tymczasem, zapomina sie, ze dolar wrocil po prostu do normalnego kursu i ja w tym nic niezwyklego nie widze. Jak zwykle, w takich wypadkach, wywola to pewnie troche zamieszania, w EU wzrosnie troche bezrobocie, spadnie produkcja, co przyspieszy pewnie reformy. W USA - przez chwile bedzie latwiej. Zasadnicze problemy obydwu gospodarek pozostana jednak te same.
Ciekawa sprawa... przed wyborami w EU (Niemcy, Francja) euro spadlo. To samo ze Szwecja i SEK. Teraz zas, nadchodza wybory w USA... i co mamy?
Przypadek?
Pozdrowienia F.
|
Do jul.s i nie tylko apropos tuska-ważne! Witam, pisze odnosnie wątku "dlaczego nie zaglosuję na tuska".
> ...nie można dyskutować nad zdaniem wyrwanym z kontekstu dyskusji -o czym była > mowa ???
Więc żeby zdanie Tuska "polskosc to nienormalnosc" nie bylo wyrwane z kontekstu, sprobuję w miare rzetelnie ten kontekst ukazac.
Przytoczę wypowiedz Tuska zamieszczoną w misięczniku "Znak" w roku 1987. (nr 11-12 strona 190). (Tusk wziął wtedy udzial w ankiecie "Czym jest Polska?")
"... husarie i ułani, powstańcy i marszałakowie, majaczą Dzikie Pola i Jasna Góra, dziejowe misje, polskie miesiące, zwycięstwa i klęski. Zwycięstwa? Jak wyzwolic się z tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od narodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych urojeń? Polskość to nienormalność - takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie niezmiernie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze, wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnie ochoty dźwigać... Piękniejsza od Polski jest ucieczka od Polski na tej ziemi, konkretnej, przegranej, brudnej i biednej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia, prowadzi w kraine mitu. Sama jest mitem."
Komentarz chyba zbyteczny?
Może zbytniego wyboru nie ma w najblizszych wyborach, ale osobiscie sadze ze urzędu prezydenta Rzeczypospolitej nie powinna sprawować osoba z taką wizją Polski i polskości. Takie jest moje zdanie, kazdy ma swoje. Nie chce mi sie prowadzic zajadłej dyskusji, ani nikogo do niczego nie mam zamiaru zmuszac. Odpowiadam na pytanie julka o czym byla mowa :) A przy okazji pozdrawiam serdecznie- julka i wszystkich innych :) smagliszka
|
Ja: > Gdyby te doskonałości [...] doku: > Poprawny wynik dodawania czy dzielenia to dla Ciebie doskonałość? Liczenie > głosów jest tak zorganizowane, że wyniki są sprawdzane i weryfikowane. To nie > takie trudne, aby ustrzec się od błędów.
Od błędów łatwo, ale trudniej od złej woli graczy politycznych. Zamachy na sposób liczenia głosów istniały i będą istnieć, trzeba z tym jakoś żyć. Ale masz rację, że to nie jest główne zagrożenie dla porządku demokratycznego. Trochę inaczej zrozumiałem Twoją pierwszą wypowiedź.
doku: > Jescze nie słyszałem o wypadku, żeby w jakiejś np. Holandii czy Kanadzie > ogłosili wyniki wyborów, wybrali nowy rząd, a potem ktoś by wykrył, że > popełniono błąd podczas liczenia głosów i zupełnie inna koalicja wygrała. Te > systemy działają naprawdę bezbłędnie.
Najbliższe takiemu przypadkowi, co przychodzi mi do głowy, to kazus Busha. Udało mu się kruczkiem prawnym zablokować przeliczenie głosów na Florydzie i dlatego nigdy się nie dowiemy, czy te wybory wygrał. Drugie to wieczne manipulowanie w wielu krajach przy tzw. ,,geografii wyborczej''. We Francji jak któraś partia uzyska odpowiednią większość w parlamencie, to zaraz zmienia granice okręgów wyborczych. Nasze spory o d'Hondta i St.Legue'a wpisują się w długą i piękną tradycję. O Holandii i Kanadzie za mało wiem.
doku: > Bezbłędne obliczanie głosów jest konieczne. Bez tego rząd byłby wybierany > przez błąd w rachunkach, a nie przez wyborców. To by już nie była demokracja.
Nadal demokracja. Przestałaby być demokracją dopiero wtedy, gdyby wprowadzone w ten sposób przekłamania były bardzo grube. Demokracja ateńska była demokracją, chociaż błędy w liczeniu musiały tam być na porządku dziennym.
Drobne i bezkierunkowe niedoskonałości sposobu obliczania nie są groźne. Nawet na wadliwych elemwentach daje się zbudować w miarę niezawodny układ. Groźne dla demokracji są ,,błędy'' systematyczne, zawsze w tą samą stronę.
Idealna równowaga pomiędzy kandydatami, taka jak ostatnio między Bushem i Gorem, zdarza się na tyle rzadko, że nie warto do niej dostosowywać całego systemu
|
silesius.funkulo napisał:
> > Tow takim razie tzw. Ziemie Odzyskane też nie są polskie? Stalin dał je > > przeciez polskim komunistom. > > Ale trudno jest mowic o terenach geograficznych jako o komunistycznych czy > hitlerowskich. A o wladzach juz tak. I jeszcze uscisle: nie jestem zwolennikiem > > nazywania obozow tworzonych przez hitlerowcow niemieckimi (chyba, ze w rewanzu > za rozpowszechnianie bzdur jakoby Auschwitz bylo obozem polskim), niemniej jest > > to bardziej uprawnione niz nazywanie obozow na Slasku polskimi. Nalezy przy tym > > wziasc pod uwage ogromny stopien uzaleznienia polskich komunistow od Moskwy w > tamtym okresie. > > > Komunistyczna Polska była państwem polskim. III RP jest jej spadkobierczy > nią > w > > stopniu większym niz RFN III Rzeszy (ciągłość prawna). Obozy, o których m > owa > > podlegały polskiemu ministerstwu. > > Nie mozna uznac komunistycznej Polski za suwerenne panstwo polskie, takoz III > RP jest raczej spadkobierczynia II RP, takze w sensie nazewnictwa. Przypomne, > ze Konstytucja kwietniowa nie zostala uchylona i do konca okresu PRL > funkcjonowal na podstawie tejze Rzad Polski na Wychodztwie.
Ale III RP jest kontynuacją PRL, a nie II RP. Nie unieważniono komunistycznego prawa. Nie uznano w 1989 legalności rządu londyńskiego.
> > > Hitlerowcy doszli do władzy drogą demokratycznych wyborów, ale nie > zapowiadali > > przed wyborami tworzenia systemu KZ, trudno więc obarczać wyborców > > odpowiedzialnością za rozwój wypadków. > > Zgoda, ale nalezy dopowiedziec, ze rezim Hitlera cieszyl sie spolecznym > poparciem takze podczas wojny.
Nie oznacza to, że popierano akurat sposób rozwiązywania kwestii żydowskiej. O tym co działo się w obozach wiedziała jedynie mniejszość. Wielu zapewne nie chciało wiedzieć, ale większość nie mogła. Ostetczne rozwiązanie objęte było klauzulą tajności.
Ogólnie zgadzam się, że określania "polski", "niemiecki" są naciągane. Skoro jednak mówi się powszechnie "niemieckie obozy", to trudno mieć pretensje o "polskie obozy". Zwaszcza, że można dowodzić, że większośc Polaków akceptowaa ostre traktowanie Niemców (Ślązaków wsadzano do obozów jako Niemców).
|
Gość portalu: buaahaahahahaha napisał(a):
> Tych analiz (HO, BA, WRS) jest masa. Ty znasz jedna.
Owszem, jedną, obejmującą całość zjawiska i zrobioną na jakimś tam uniwerku (już nie pamiętam). Po to się robi takie analizy, aby nie trzeba było przekopywać się przez sterty danych za każdym razem.
Gratuluje > poznania tematu, na ktory tak ochoczo zabierasz glos;)
Pomimo że brak mi aż takiego chamskiego tupetu i nie uważam siebie za eksperta w tej dziedzinie nie sądzę, aby moja wiedza ustępowała Twojej (delikatnie mówiąc).
> "Sadzisz, ze wiecej"? A cos poza "sadzeniem"? Jakis dowod?
Dowód jest. Przytoczę go? Nie. Nie dlatego, że nie ma, tylko dlatego, że mi się w tej chwili akurat nie chce kopać po necie.
> Poza tym, skoro uwazasz, ze sie nie porozumiemy - to nic nie stoi na > przeszkodzie, abys nie rozmawial ze mna. Uwierz, plakac nie bede.
Oczywiście że nie ;-) Ja tą rozmowę traktuję w kategorii ciekawostki antropologicznej raczej niż liczę że się czegoś od Ciebie nauczę... > A tak powaznie: osoby, ktore naciagnely podatnika na studia w > RP, a nastepnie "wybraly lepsza przyszlosc" w charakterze > pracownikow fizycznych, stracily pieniadze podatnikow, oraz czas.
Jeżeli sądzisz że jedynym zyskiem ze studiów jest to, że można je wykorzystać zawodowo, to masz nieco wąskie horyzonty. Ja nie przepracowałem dnia jako astronom ani fizyk, a uważam, że to była wspaniała przygoda. Wiele się nauczyłem - nie tylko wiedzy, ale i sposobów myślenia...
> prostu. Zastanow sie, jaki procent Brytyjczykow z wyzszym > wyksztalceniem chce pracowac w TEGO TYPU zawodach...?:)
Sądząc po ilości brytyjskich kierowców z wyższym wykształceniem z którymi miałem okazję pracować (bankowośc, zarządzanie, geografia, nauczycielstwo, ekonomia) jest ich o wiele więcej niż Ty byś był skłonny przypuszczać. > > > P.S. Mozna wybieracv studia kierujac sie swymi zainteresowaniami, > moda, "kasowoscia" kierunku... naprawde sadzisz, ze osoba kierujaca > sie wylacznie wlasnym zainteresowaniem (np.: Indianistyka) jest > wiecej warta od tej, ktora poszla "na prawo", z powodow > koniunkturalnych? Czyli: jedna jest cacy, a druga be? To ma byc - > chyba - zart??
NIe, dlaczego? Napisałem tylko że koniukturalizm nie jest jedynym czynnikiem przy wyborze studiów. To jest wybór na życie. Choc nie ukrywam, uważam, że prawnik z pasją będzie lepszym prawnikiem niż prawnik dla pieniędzy...
|
Bez przesady z tym "najczęściej się psującym". Już od pierwszego zdania widać brak obiektywizmu. Akurat w raporcie dekry 2010 w kategorii 50 - 100 i 100 - 150 tys. km przebiegu jest na trzecim miejscu, a Mazda wcale nie jest wyżej. Z kolei w raportach TUV, gdzie rankingi są ułożone wg wieku aut Mazda dla aut 2-3 letnich ma 3,2% poważnych usterek, a Passat 5,5%. Trzeba jedynie wziąć pod uwagę, że statystycznie Passaty robią ok. 2 razy większe przebiegi niż Mazdy. Po części to wynika z tego, ze na zachodzie duży odsetek Passatów to auta służbowe (w przeciwieństwie do Mazdy 6), które z przyczyn oczywistych mają większe przebiegi, a ponadto takie auta firmowe statystycznie są gorzej traktowane przez ich użytkowników. Załóżmy nawet, że Mazdy generalnie są mniej awaryjne, ale wg mnie różnica jest tak skromna, że w ogóle można tą kwestie pominąć w wyborze auta. Chyba, że już naprawdę nie mamy co do garnka włożyć i liczy się każde 10 zł wydane na części i serwis... Druga sprawa to geografia. Naprawdę nie ma się co dziwić Polakom i w ogóle Europejczykom, że wolą zdecydowanie Passaty niż auta z Azji. Kilkanaście tysięcy sprzedanych Mazd 6 ma się nijak do 250.000 szt. sprzedanych Passatów w 2008r. Tak jak w Japonii europejskie koncerny mają słabe pozycje na listach sprzedaży, tak japońskie w Europie. Wygląda na to, że trzeba mieć pretensje do wszystkich kupujących Passaty, nie tylko Polaków, że się mylą i nie wiedzą co robią. Zresztą, najlepiej obrazić się od razu za te dziwaczne wybory decydentów na cały świat...
P.S. Miałem okazję jechać Mazdą 6 kombi wersja BOSE (czy coś w tym stylu) 2.0 td. Podzielam opinię tutaj przytoczoną, że silnik jest z innej epoki i chyba zaprojektowany jeszcze przez Flinstonów.
|
grand_bleu napisała: > Co sadzę na ten temat [refundacji] napisałam tutaj ... > forum.gazeta.pl/forum/w,28,97178018,97224701,Re_In_vitro.html?wv.x=2> a kołderka jest krótka, bardzo przepraszam:) Odpisałem poniżej :) Co do kołderki... to nic nie szkodzi ;) Dodam do tego, co napisałem odpowiadając na Twój zalinkowany post jeszcze jeden argument. Jeśli obowiązuje becikowe, 1000 zł na każde urodzone dziecko, które najpewniej, w żaden sposób nie wpływa na decyzje rodzicielskie, to jak bronić braku wsparcia pomocy parom bezpłodnym? > > > > > Jest kwestia tego, że dzieci w Polsce jest za mało i to też > będzie > > > > miało skutki ekonomiczne. > > > > > > Za mało? Czyli ile jest i jaka liczba by Cię zadowoliła? > > > > > > > > > W Polsce mamy 1.4 urodzeń na kobietę. To oznacza kontrakcję > populacji w > > przyszłości i starzenie się społeczeństwa, a to oznacza, że w > przyszłości będą > > bardzo wysokie obciążenia pracujących z tytułu emerytur i opieki > medycznej. > > Ludzie zapracowani, będą mieli coraz mniej czasu i chęci na > dzieci ... koło się zamyka. > 100 ml zł na rok = 1 zł na miesiąc na pracującego. Raz na miesiąc rodzina nie kupi Wyborczej ;) > > > Popatrz na to, jak wygląda polska demografia, na to zwężenie na > dole. > > > > www.wiking.edu.pl/upload/geografia/images/Polska_piramida2.JPG> > Widzę ... że nie ma równego wzrostu populacji ... i że najwiecej > dzieci rodziło się w trudnych czasach PRLu, z metoda in vitro te > narodziny chyba nie miały nic wspólnego? > Nie, ale tej demografii, po części, Polska zawdzięcza dobre perspektywy gospodarcze. Jeśli rozważamy kwestię z punktu widzenia ekonomii, to dla mnie, w obecnej sytuacji, każde dziecko, które przychodzi na świat w normalnej rodzinie, poprawia długoterminowe perspektywy gospodarcze kraju. Mając do wyboru, inwestować lub nie, zainwestowałbym :) > > > Fakt! Za to dnie są w sam raz :))) > > wieczory takoż:))) > Jak myślisz, ten dzisiejszy się chyba już zaczął? ;)
|
Kryminalny elektorat PO dal glos Były “Obcinacz Palcow”, za co wpadł w IV Rzeczypospolitej a ktorego "Consigliere"UBmafii) tow. Ćwiąkalski (w PZPR od 1972 do 1981 a potem według dokumentów IPN został zarejestrowany jako kandydat na tajnego współpracownika Służby Bezpieczeństwa) wypuscił z paki za zdyscyplinowane głosowanie na PO, a dzisiaj członek Mlodych Demokratow wykonujacy bezmyslnie instrukcje Schetyny (…kilka razy dziennie odwiedzic portal i dodac do kilku topowych artykołow swoj komentarz…nie wdawanie sie w dyskusje…efekt bedzie naprawde zauwazalny….Prosze jednak w tym informowaniu o nalezyta dyskrecje. www.dziennik.pl/polityka/article213016/Tajna_instrukcja_PO_Przejac_internet_.html?service=printTajna instrukcja PO: Przejąć internet! www.dziennik.pl/polityka/article213016/Tajna_instrukcja_PO_Przejac_internet_.html?service=print) almagus napluł: > Obskurski–Polak jest głupi.Jest ciemny i kupi! > W eNBePe betoniarz. > Co decyzja blamaż. > Złotówka szczyt, góra. > Wymienią jak da nura? > PiSdęt szczytuje. M: czy ty pisales te rzygowiny Tuskowi ? Donald Tusk : "Polskość to nienormalność Polskość wywołuje u mnie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze, wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnie ochoty dźwigać... " ZNAK w nr 11-12 z 1987 roku str. 190 NO ALE JAK KRETYNI CO UWIERZYLI W "CUDA" OBUDZA SIE Z REKA W NOCNIKU TO CZY WAS WYSTARCZY DLA TUSKA BY PRZEKROCZYC PROG WYBORCZY ? Wybory w więzieniach: PO 76,2 proc., PiS 2,8 proc.2007-10-23 14:32 www.wprost.pl/ar/116286/Wybory-w-wiezieniach-PO-762-proc-PiS-28-proc/76,2 proc. osadzonych w aresztach i zakładach karnych w całym kraju zagłosowało na PO, a 7,6 proc. na LiD; PiS z wynikiem 2,8 proc. znalazło się pod progiem wyborczym - podała rzeczniczka Centralnego Zarządu Służby Więziennej Luiza Sałapa.
|
Zróbmy cos z oswiatą. Pilne. Kazdy kto ma jakikolwiek zwiazek z oswiata widzi, że cos tu nie gra. Główne niedomagania obecnego systemu oswiaty są moim zdaniem nastepujące.
1. System oswiaty z praktycznie jedną ścieżką edukacyjną: szkoła podstawowa, gimnazjum, liceum, studia powinien bezwzglednie byc rozszerzony o inne, równoległe ścieżki. Przede wszystkim szkolnictwo zawodowe na różnych poziomach. Rezygnacja ze szkół zawodowych i techników była kolosalnym błedem. Pozwoliła co prawda zaoszczędzic trochę grosza, lecz spowodowała spustoszenie w wielu zawodach. Nie każdy dzieciak nadaje się na studia i nie kazdy musi studiować by byc dobrym fachowcem i szczęśliwie się realizować w życiu. Skutkiem ubocznym tego błedu jest pojawienie się wieczorowych i zaocznych szkół tzw. wyzszych kształcacych na marnym poziomie, własciwie dających jedynie pozory wykształcenia.
2. Wycofać się z absurdalnego rozwiązania w którym to egzamin maturalny stanowi kryterium przyjecia na studia. Wiele powodów przemawia za tym, by wrócic do egzaminów wstępnych na uczelniach. Wspomne o jednym. Matura jako kryterium przyjęcia na studia znacząco zawęża mozliwosci wyboru kierunku studiów. Przykład: młodzian chciał studiować prawo idąc za owczym pędem lub namową rodziców. Wybrał odpowiednie przedmioty na maturze, zdał maturę ale na studia się nie dostał. W starym systemie mógłby spokojnie zdawać na studia np.politechniczne w drugim naborze i zostać inzynierem. Znam wiele osób które nie dostały się na modny ierunek studiów, studiowały na innym i realizują się w życiu. Nowa matura zmniejsza mozliwość manewru, ogranicza młodziez w jej wyborach i to mim zdaniem wystarczający powód by z niej zrezygnować. Powodów jak wspomniałem jest wiele, dla mnie ten jest wystarczający.
3. Sensu istnienia gimnazjum trudno się dopatrzyć, natomiast mozna wskazać wiele argumentów przeciw. Tak wychowawczych - zebranie młodzieży w "trudnym wieku" razem, jak i dydaktycznych - wprowadzenie zbednego etapu posredniego, trwającego na tyle krótko, by uczeń nie zadomowił się w szkole a jedynie odczuł stres przejscia do nowej szkoły.
4. Zbyt mało godzin na przedmioty scisłe, co skutkuje widocznym już deficytem inzynierów i specjalistów od techniki, nie mówiąc już o takich dyscyplinach jak fizyka.
Najlepszym rozwiazaniem wydaje się powrót do 8-klasowej szkoły podstawowej i 4-letniego liceum oraz równoległych form kształcenia: szkół zawodowych i opracowanie nowych siatek godzin z większą ilością godzin z fizyki, chemii, matematyki, biologii i geografii.
Głupota nie polega na niepopełnianiu błędów ale na upartym trwaniu w błędzie.
|
To cos czego Tusk nie rozumie. lmblmb napisał:
> lwaw napisał: > > > Wreszcie mamy premiera, który godnie reprezentuje nasze państwo > > i naród. > > Co to jest "nasz naród"? O kogo chodzi? Chyba nie sugerujesz, że istnieje coś takiego jak "polski naród". Nigdzie tego nie widziałem. Widziałem w Polsce kilka > ZUPEŁNIE ODMIENNYCH grup etnicznych, mówiące innymi narzeczami, należące do innych religii, o innych tradycjach, widzeniu świata itd. Jedyne, co nas łączy to w miarę wspólny język pisany. Jeśli ktoś w to wątpi, niech zajrzy spobie na stronę Państwowej Komisji Wyborczej i popatrzy na wyniki wyborów prezydenckich lub parlamentarnych. M; czy watpisz, ze istnieje Narod Amerykanski. Sprobuj wyrazic taka opinie w jakim barze czy to w Nowym Jorku czy jakiejs zabitej dziurze a mozesz stracic kilka zebow. O tym, czym jest Narod Polski nie decyduje pomiot rusofiskich endekow jak Giertych. O przynaleznosci do naszego narodu decyduje wielowiekowa kontrybucja wielu generacji, ktore wierzyly w idealy Polskiej Wolnosci i Polskiej kultury. szef Platformy Obywatelskiej pokazal, ze ma klopoty z zrozumieniem co laczy Polskow dzis z tymi ktorzy zyli i tworzyli Polske przez wieki kiedy tak odpowiedzial na ankietę miesięcznika Znak, nr 11–12, 1987: Czym jest polskość: ” Jak wyzwolić się od tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od narodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło – ponuro – śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych urojeń? Polskość to nienormalność – takie skojarzenie nasuwa mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze, wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnie ochoty dźwigać, a zrzucić nie potrafię (nie chcę mimo wszystko?), wypaliły znamię i każą je z dumą obnosić. Więc staję się nienormalny, wypełniony do granic polskością
> Ktoś, kto pisze o polskim narodzie jeździ chyba na wycieczki do Egiptu, a nie w > Polskę. > > A propos dumy, to należy się jej pozbyć, bo was zaślepia. Należy myśleć > racjonalnie. >
|
Wiemy coś na temat rzetelności GfK Polonia: "Sondaże mogą zniszczyć lub wylansować kandydata na prezydenta, zdymisjonować ministra, a nawet skasować niewygodny telewizyjny program. Tymczasem w polskich sondażowniach rządzą ludzie z powołanego przez Wojciecha Jaruzelskiego w stanie wojennym „mundurowego” CBOS, który był orężem generalskiej junty. Dziś zasiadają we władzach OBOP, Pentora, PBS i IPSOS. Stworzyli też od podstaw GfK Polonia.
(...)
Na tydzień przed drugą turą zeszłorocznych wyborów prezydenckich [2005r] TVN poinformował za GfK Polonia, że Tusk wygrywa z Kaczyńskim różnicą 24 procent – 62 do 38. W wyborach wygrał Kaczyński, zdobywając ponad 54 proc. przy niespełna 46 proc. Tuska. Oznacza to, że GfK Polonia pomyliła się o… 32 punkty procentowe.
(...)
Sondażu nie ma bez mediów
Uzdrowienie rynku blokuje jeszcze jeden bardzo istotny mechanizm. W ubiegłorocznych wyborach wyniki najbardziej zbliżone do prawdziwych uzyskało po raz kolejny (co zostało potwierdzone w analizie przygotowanej przez Centrum im. Smitha) konsorcjum Polska Grupa Badawcza. Mimo to sondaże PGB są zdecydowanie słabiej nagłaśniane przez media niż badania firm skompromitowanych. Branża stara się dyskredytować prowadzone przez PGB badania w miejscach publicznych (tzw. metoda „on street”), mimo że dają one lepsze efekty od pozostałych. Ale w praktyce liczą się właśnie te sondaże, które istnieją w mediach. A większość głównych mediów stoi po stronie tych, którzy nie podzielają poglądów PiS o potrzebie rozbijania „układu”.
Poszczególne redakcje blisko współpracują z reguły z wybranym ośrodkiem. Geografia rozkłada się tu następująco: PBS współpracuje blisko z „Gazetą Wyborczą” i TVN. „Rzeczpospolita” korzysta z badań GfK. „Dziennik” i „Fakt” oraz TVP korzystają z badań OBOP. „Życie Warszawy” blisko współpracuje z Pentorem. Zaś badania PGB często bywają dyskryminowane (na przykład wiedzą o nich internauci Wirtualnej Polski, rzadziej Interii.pl, aż po całkowitą cenzurę na Onet.pl). Jak wspomina jeden z konsultantów PGB, gdy we władzach Polskiego Radia zasiadała wspomniana wychowanka Kwiatkowskiego Beata Jaworska, zakazywała zapraszania do studia Marcina Palade, współkierującego do niedawna PGB, i prezentowania wyników firmy. Ale PGB nie funkcjonuje nawet w programach informacyjnych TVP Wildsteina!"
Tak więc GFK Polonia już od dawna kłamie lansując Tuska. A wspierają ją w tym media - jak widać także Gazeta Wyborcza.
|
Co zatem zamiast demokracji powszechnej? Janusz Korwin-Mikke i inni wielbiciele monarchii, pewnie zakrzyknęliby: "Króla nam trzeba! On będzie wiedział co dla nas dobre!" Niestety, ja już tak zostałem skrzywiony, że wolę sam decydować o tym co dla mnie dobre. Tym zaś, którzy poparliby Juliusza Cezara i Oktawiana Augusta, pragnę nieśmiało przypomnieć, że zaraz po światłym Oktawianie nastąpił Tyberiusz, Kaligula i Neron. Nie, ja już wolę cynika Millera niż grającego na cytrze Korwina, sycącego wzrok płonącą Warszawą...
Co zatem zamiast demokracji powszechnej? Może to zabrzmi jak oksymoron, ale demokracja niepowszechna. Republika po prostu. Nie władza ludu, tylko rzecz wspólna. System, który zachowa zalety demokracji ale będzie pozbawiony, choć w części, jej wad. System, w którym wszyscy wyborcy mają równy wpływ na swój kraj, ale na status wyborcy trzeba sobie zasłużyć. Nie wystarczy się urodzić, dotrwać na jabolach osiemnastki i zawołać: mnie się należy! W jaki sposób odsiewać ziarno od plew (proli od świadomych obywateli) to kwestia dyskusji. Może należałoby wprowadzić egzamin obywatelski - ze znajmomości podstaw prawa, ekonomii, historii, geografii etc. Nie musi być trudny - chodzi o to, żeby odsiać tych, którym nie chciałoby się poświęcić kilku dni na przyswojenie ogólnych informacji, które pozwoliłyby na bardziej wyrafinowany dyskurs polityczny niż ma to miejsce obecnie (wczoraj znowu byliśmy świadkami żenującego spektaklu w Sejmie, widowska robionego dla mas). Może należałoby głosu wyborczego pozbawić grupy społeczne otrzymujące wynagrodzenie od państwa (urzędników państwowych, samorządowych, żołnierzy, policjantów) na czas pełnienia przez nich tych funkcji. Może należałoby podnieść granicę wieku czynnego i biernego prawa wyborczego, np. z 18 do 30 lat. Nie wiem, nie mam ostatecznie sprecyzowanego zdania w tych kwestiach. Wiem tylko, że musimy w jakiś sposób ograniczyć prawo wyborcze, aby wybory przestała wygrywać Lewica, raz bezbożna, raz pobożna. Żebyśmy uniknęli krachu systemu demokracji powszechnej, anarchii i autorytaryzmu. Żebyśmy zachowali to co dla nas najcenniejsze: wolność i rządy prawa, które zawsze stanowią fundament dobrobytu. A Korwin-Mikke będzie sobie grał dalej w brydża a nie na cytrze.
|
O finansach słów kilka - matmy trochę jest (u mnie: 2 semestry matematyki na 1. roku, inne matematykopodobne - statystyka, na drugim ekonometria, zastosowanie matematyki w finansach i bankowości (co później wykorzystuje się np. w zarządzaniu finansami przedsiębiorstw), ekonomia matematyczna, później to już w zależności od specjalności, na rynkach finansowych lub inżynierii finansowej szykuj się na cd. matematyki - sporo matmy, ekonometria finansowa itp., na pewno nie ma tu nauki na pamięć, trzeba być kumatym z matmy, żeby być w tym dobrym. Rachunkowość to tylko podstawy rach. plus rachunkowość finansowa - więcej, jeśli wybierzesz np. rewizję. Prawo, no tak, przez to trzeba przejść, nie ma finansistów bez podstaw prawa - encyklopedia prawa, prawo gospodarcze a potem w zależności od specjalności. Socjologia, historia (u mnie do wyboru, alternatywa - geografia), psychologia, filozofia - to też trzeba przejść. Trudno jednak wyobrazić sobie osobę z wyższym wykształceniem bez ogólnego obycia w tych dziedzinach, ale nie masz co się przejmować. Wiele przedmiotów, no cóż, nie ma szans, by wykorzystać je potem w praktyce, ale służą np. w celu wygimnastykowania umysłu. Mi to średnio pasowało, ale tak naprawdę to jak Cię coś nie interesuje, to się uczysz, byle zaliczyć na te 3, albo i z minusem ;) a koncentrujesz się na tym, co Ci potrzebne.
Studia moim zdaniem są bardzo ciekawe, perspektywy pracy - dobre, widzę po znajomych absolwentach, po sobie. Wbrew pozorom nie ma dużo pamięciówy - oprócz np. prawa, ale to jest przydatna wiedza, bez tego ani rusz, ajk chcesz być dobry.
Co do informatyki, nie mogę zbyt dużo powiedzieć. Po znajomych jedynie widzę, że kto jak kto, ale programiści, nawet tacy przeciętni, nie mają problemu z pracą. Studia - zależy gdzie - chociażby duża różnica jest między politechniką a uniwersytetem.
Powodzenia w wyborze.
|
Tusk:"POLSKOŚĆ TO NIENORMALNOŚĆ"-więcej w opinii
POLSKA JEST MITEM?
Tygodnik "Nasza Polska" przypomniał ostatnio wypowiedź Donalda Tuska, zamieszczoną w miesięczniku "Znak" w roku 1987 (nr 11-12, s. 190). Tusk wziął wtedy udział w ankiecie "Czym jest polskość?" rozpisanej przez wspomniany miesięcznik. Podczas najbliższych tygodni, w czasie kampanii wyborczej, usłyszymy zapewne wiele frazesów i czczych obietnic oraz zapewnień o miłości do Ojczyzny. Kiedy usłyszymy je z ust człowieka z zasadami, bądźmy ostrożni. Warto rozważyć jego wypowiedź sprzed lat: "...husarie i ułani, powstańcy i marszałkowie, majaczą Dzikie Pola i Jasna Góra, dziejowe misje, polskie miesiące, zwycięstwa i klęski. Zwycięstwa? Jak wyzwolić się z tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od narodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych urojeń? Polskość to nienormalność - takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze, wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać... Piękniejsza od Polski jest ucieczka od Polski tej na ziemi, konkretnej, przegranej, brudnej i biednej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia, prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem." Cóż, komentarz wydaje się zbyteczny. Pozostaje pytanie, raczej retoryczne - czy człowiek, który posiada taką wizję Polski i polskości, ma prawo ubiegać się o urząd prezydenta Rzeczypospolitej? AG
P.S. Wyborco-wybór należy do Ciebie, tylko uwazaj bo "człowiek z zasadami", pewnego dnia powie Ci, że Ty też jesteś MITEM!
|
I oszabelkach jeszcze, i o konikach! Zupełnie nie rozumiem czemu z uporem maniaka usiłuje się wciąż bronić tezy że tzw patriotyzm jest do czegoś potrzebny. W całym tym wywodzie najważniejszym argumentem "za' przywiązaniem do szabelek ułanów i róznej maści nieudaczników rozjechanych przez czołgi albo klękającyh po lasach nad dołami jest stwierdzenie, że prędzej bym dał lek własnej siostrze niż dziecku w Darfurze. Ok, dobra. Ale czemu z tego wywodzić że miałbym jakieś preferencje dla innych "braci rodaków". Mając do wyboru statystycznego rodaka w przepoconym podkoszulku i siostrę ciągle wybieram siostrę. A mając do wyboru anonimowego rodaka i anonimowe dziecko w Darfurze będę się kierował innymi niż narodowość kryteriami przy wyborze komu pomóc. Czemu akurat zakładać że rodak będzie mi bliższy?
Żeby być kochanym czy szanowanym trzeba sobie na to zasłużyć. Dotyczy to ludzi ale także i państw. Polska niegdy nie była matką dla swoich obywateli, raczej histeryczną macochą wymagającą skrajnych poświęceń i nie dającą nic w zamian (ani bezpieczeństwa, ani stabilności, ani bogactwa, ani też, nawet kosztem tych pierwszych, poczucia potęgi i respektu w świecie). Ot biedne, peryferyjne państwo, które przez swą historię przeputało spore terytoria dane przez Litwinów w prezencie ślubnym. Dlaczego akurat z tą grupą społeczną mam się identyfikować, jeśli mogę z moją rodziną, przyjaciółmi, albo szerzej ludźmi o podobnych poglądach, zainteresowaniach, a jeśli patrzymy na geografię czy korzenie etniczne to np. Słowianami albo Europejczykami? Dlaczego akurat mam kochac ten pszenno-buraczany kraj?
|
Tusk: "POLSKOŚC TO NIENORMALNOŚC"-więcej w opinii. POLSKA JEST MITEM?
Tygodnik "Nasza Polska" przypomniał ostatnio wypowiedź Donalda Tuska, zamieszczoną w miesięczniku "Znak" w roku 1987 (nr 11-12, s. 190). Tusk wziął wtedy udział w ankiecie "Czym jest polskość?" rozpisanej przez wspomniany miesięcznik. Podczas najbliższych tygodni, w czasie kampanii wyborczej, usłyszymy zapewne wiele frazesów i czczych obietnic oraz zapewnień o miłości do Ojczyzny. Kiedy usłyszymy je z ust człowieka z zasadami, bądźmy ostrożni. Warto rozważyć jego wypowiedź sprzed lat: "...husarie i ułani, powstańcy i marszałkowie, majaczą Dzikie Pola i Jasna Góra, dziejowe misje, polskie miesiące, zwycięstwa i klęski. Zwycięstwa? Jak wyzwolić się z tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od narodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych urojeń? Polskość to nienormalność - takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze, wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać... Piękniejsza od Polski jest ucieczka od Polski tej na ziemi, konkretnej, przegranej, brudnej i biednej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia, prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem." Cóż, komentarz wydaje się zbyteczny. Pozostaje pytanie, raczej retoryczne - czy człowiek, który posiada taką wizję Polski i polskości, ma prawo ubiegać się o urząd prezydenta Rzeczypospolitej? AG
P.S. Wyborco-wybór należy do Ciebie, tylko uwazaj bo "człowiek z zasadami", pewnego dnia powie Ci, że Ty też jesteś MITEM!
|
W całej dotychczasowej dyskusji najbliżej mi chyba do Ryszarda, choć np. bardzo spodobał mi się pomysł Konia dot. vacatio legis na zmiany w ordynacji. Indris również ma swoje racje, ale wie też, do jakiego momentu te racje popieram. Pomysł wyborów większościowych (nawert dwuturowych) w tym kontekście wydaje mi się trochę pomysłem z innej bajki. Jednoturowy - zapewnia władzę tym, którzy mają WZGLĘDNĄ większość głosów (np.labourzyści 37%, konserwatyści 35%) i/lub korzystną tzw. geografię polityczną (w skrajnym przypadku - powtórka z rozrywki w stylu wyborów Bush-Gore: więcej głosów - w całych Stanach! - uzyskał Gore, ale prezydentem jest Bush). Dwuturowy - często prowadzi do dziwnych układów i jeszcze dziwniejszych wyników - vide niedawne wybory samorządowe we Francji). Też nie oddaje woli wyborców (zakładając, że taka istnieje.) Progi uważam za "zło konieczne" - zaporę przeciw tym, którzy koniecznie chcieliby zaistnieć (a może i "pohandlować" , nie mając zbyt wiele do powiedzenia. Nie wszystkie małe partie muszą być takie, ale - gdzie drwa rąbią... Wreszcie - stabilność i skuteczność rządzenia. Pomimo sympatii do Indrisa uważam, że mogą one być - i często są - wartością samą w sobie. Trochę jak w wojsku: lepszy zły rozkaz, niż żaden. A zaletą demokracji jest to, że jeśli tych "złych rozkazów" było w mijającej kadencji za dużo, to w następnej będzie je wydawał już ktoś inny. Natomiast dyktatur, wszelkich, nie lubię równie intensywnie, jak Indris. Na pytanie Róży, po co ordynacja i w ogóle parlament? można odpowiedzieć np. tak: faktycznie - najlepszym systemem władzy jest oświecony władca absolutny - bieda tylko, że o tym, czy władca jest oświecony decyduje władca. (A jeśli nie jest, to patrz pkt 1 - jak w starym dowcipie.) Chyba nie o to chodzi? Jeśli despota Churchill stwierdził kiedyś, że demokracja jest systemem okropnym, ale niestety nie wynaleziono dotychczas lepszego, to chyba wiedział, co mówi. Pozdrowienia dla całokształtu.
|
Nie ma sposobu na natychmiastową poprawę. Można tylko pewne procesy przyspieszyć, albo opóźnić. Przede wszystkim diagnoza. Żadna grupa społeczna nie jest w stanie wyłonić z siebie reprezentacji, której przecietny poziom moralny (i nie tylko) byłby wyższy od przecietnego poziomu tej grupy. Przeciętny poziom uczciwości polityków jest więc podobny do przeciętnego poziomu uczciwości Polaków. Tylko skutki nieuczciwości są różne i zależa od pozycji społecznej. Mnie się wydaje, że pomimo pewnych wad lepsza byłaby w Polsce ordynacja większościowa w jednomantadowych okręgach wyborczych. To zawsze lepiej uzależnia polityka od wyborców. Na pewno gwarancja reelekcji jest znacznie mniejsza niż w obecnie obowiązującej ordynacji. O tym politycy wiedzą i watpię aby znalazła się kwalifikowana większość konieczna do zmiany konstytucji wśród beneficjentów obecnej ordynacji. We Włoszech po wielu aferach korupcyjnych zmieniono ordynację i przyniosło to pozytywny efekt. Oczywiście ordynacja to nie panaceum. Podczas walki o konstytucję, rządzący umiejetnie odwrócili uwagę społeczenstwa od spraw zasadniczych podrzucając tematy zastępcze typu preambuła. Rozpętała się dyskusja, w cieniu której politycy kręcili swoje lody. W konstytucji powinien być tylko zapis o powszechnych i wolnych wyborach. Ordynacja pownna być zwykłą ustawą. A tak utrawlono chory system. Trzeba wreszciw wszystko co sie da sprywatyzowac. Właściciel firmy nie skorumpuje innego włąściciela firmy, a już dyrektowa państwowej firmy tak. Inna sprawa, ze w normalnym kraju człowiek na którym ciążą zarzuty popełnienia przestępstwa nie miał by szans na wybór, a u nas widocznie to nie przeszkadza, biorąc pod uwagę wybór niektórych posłów, szczególnie leperowców. Pokusa rządów silnej ręki wydaje się być atrakcyjna. Ale to pozory. Każda dyktatura musi się posługiwać ludźmi. W warunkach ograniczonej demokracji powstają ogromne nadużycia władzy i przechodzi to w terror. Łatwo zauważyć pewne zjawisko. Kiedy jakaś partia rośnie w siłę i ma szanse zwycięstwa wyborczego, to natychmiast obrasta w kanalie. Żadne przywództwo partyjne, nawet najuczciwsze nie jest w stanie zapanować nad terenem. Gdyby była ordynacja większościowa, to nikt nie odważył by sie wystawić w okręgu łobuza, bo było by to oddanie mandatu bez walki. Wystarczy przypomnieć sobie ostatnie wybory lokalne. Wynik wyborów burmistrzów i prezydentów zupełnie odbiegał od geografii partyjnej. Oczywiście wyborcy popełniają błędy. Na przykład nieszczęsny Jurczyk w Szczecinie. Prowadzi krucjatę przeciwko biznesowi, pogrązająć miasto. Ale szanse reelekcji ma moim zdaniem znikome. Inna sprawa to niskia frekwencja wyborcza. Istnieje taka zależność im niższa frekwencja tym większe szanse mają ugrupowania skrajne. Elektorat tych ugrupowań jest zawsze zdyscyplinowany. Mając np 5% poparcie przy bardzo niskiej frekwencji można wygrać wybory. Krótko mówiąc,kto nie głosuje, ten też głosuje. Znam przypadek z małego miasta, gdzie facet postawił piwo obszczymurom, którzy przy bardzo niskiej frekwencji zrobili go radnym. Gdyby była duża frekwencja, to nie stać by go było na tyle piwa. Niszczy nas biurokracja. Ale ilość urzędników wraz z rodzinami to duża siła polityczna, mogąca przesądzić wynik wyborczy. Kto się odważy ich zredukować? Człowiek podobno zaczyna postępować racjonalnie jak już nie ma innego wyjścia. Może musi być jeszcze gorzej, aby potem było lepiej. Oligarchie będą tak długo, aż zacznie im się opłacać dobre prawo chroniące ich stan posiadania. Taką ewolucję przeszedł kapitalizm wcześniej. W Polsce to się dopiero dzieje. To jest pierwotna kumulacja kapitału. Nie znaczy to żeby z tym nie walczyć, nawet trzeba, ale są to zjawiska powszechne. Dzisiaj Nelson Rockefeller jest znanym sponsorem i filantropem. A kim był jego dziadek? Wszystko leży w naszych rękach. Fakt, że wielu ludzi odwraca się d.. od spraw publicznych jest wyjatkowo na rękę rządzącym. Doskonale ilustruje to stary dowcip zydowski. Rabin miał urodziny i gmina uchwaliła dać mu w prezencie beczkę wina. Każdy Żyd miał do beczki wlać miarkę wina. I jeden Żyd sobie pomyślał: " Jak ja jeden wleję do beczki miarkę wody to nie będzie to miało znaczenia." W rezultacie rabin otrzymał w prezencie beczkę wody M.
|
(...)Rezultat dociekań pozostaje podobny: terror spod znaku al-Qaidy możemy opisać, lecz nie sposób go zrozumieć, bo al-Qaida posiada wizję świata, która nie mieści się w kategoriach, jakimi operują ludzie ukształtowani przez idee leżące u podstaw praw człowieka. ====== ...zauwazyłeś? - posiada wizję swiata.... ====== (...) W odróżnieniu od ETA, IRA, a nawet działających wcześniej ugrupowań palestyńskich, w przypadku al-Qaidy mamy do czynienia ze zjawiskiem globalnym w sensie dosłownym i symbolicznym. Geografia zamachów już dokonanych i gróźb kierowanych pod adresem tak odległych od siebie państw jak Japonia czy Polska dowodzi, że terenem działania al-Qaidy jest cały świat. Jednak rozmach działań terrorystycznych jest tylko refleksem jej globalnej "misji". ================ Też umkneło? ================ Słynny hiszpański sędzia śledczy Baltasar Garzon, który po 11 września przez dwa lata prowadził dochodzenie w sprawie hiszpańskiej siatki al-Qaidy, pisze w końcowym raporcie: "Nadrzędnym celem al-Qaidy jest stworzenie uniwersalnego państwa islamskiego opartego na integralnie interpretowanym prawie islamskim. Sposobem osiągnięcia tego celu jest globalna, światowa święta wojna z Zachodem, który ponosić ma winę za wszystkie biedy dotykające obecnie muzułmanów". =========== Toż to jak inwazja Marsjan =========== (...)Tymczasem celem autorów zamachów bynajmniej nie jest budowanie dobrobytu i demokracji na określonym terytorium geograficznym. Celem jest uniwersalne państwo islamskie i pedagogiczne porady nie mogą znaleźć wśród terrorystów posłuchu. =========== Horror =========== Natomiast "człowiek" jest w koncepcji al-Qaidy terminem pustym. Życie ludzkie - także własne - nie ma żadnego znaczenia. Dlatego w psychice terrorysty trudno doszukać się "dramatu samobójcy", czy "psychicznej dewiacji". Ci, którzy dokonali zamachu na World Trade Center, nie byli szaleńcami ani ofiarami prania mózgu, ani nędzarzami bez perspektyw na lepsze życie. Byli ludźmi działającymi konsekwentnie, inteligentnie i z premedytacją. =========== Jeszcze są twoimi przyjaciółmi? =========== (...)To Irak miał się stać po obaleniu Saddama Husajna państwem dynamicznym ekonomicznie i nadzieją młodych ludzi całego Bliskiego Wschodu. Bogaty w ropę, nieco zlaicyzowany przez Saddama, ze stosunkowo liczną grupą ludzi wykształconych, budził nadzieje. Amerykanie zrobili w sprawie Iraku sporo błędów psychologicznych i technicznych, ale nie te błędy są przyczyną obecnego chaosu. Za brak bezpieczeństwa, wysadzane w powietrze wodociągi i rurociągi, za przerwy w dostawach prądu, za strach i nienawiść odpowiada al-Qaida. Stabilny Irak byłby dla niej klęską "marketingową". Jednak mimo zamachów i trudności 70 proc. Irakijczyków wierzy w lepszą przyszłość, a 57 proc. twierdzi, że już w tej chwili żyje im się lepiej niż przed wojną. ============= Pewnie sondaże są spreparowane ) ============= (...)Gdy po krwawych zamachach w Madrycie Jos? Luis Zapatero wygrał wybory, oświadczył, że George Bush i Tony Blair "muszą przeprowadzić samokrytykę", bo "wojna w Iraku jest katastrofą, podobnie jak katastrofą jest okupacja Iraku". Hiszpanie spełnili oczekiwania al-Qaidy. Premier Aznar przegrał wybory, a szef nowego rządu mówi i robi to, czego domagali się mordercy dwustu osób zabitych 11 marca. Twierdzenie, że zamachy w Madrycie były konsekwencją wojny w Iraku, to naiwność. Aresztowany przez Amerykanów w 2002 r., na rok przed wojną w Iraku, terrorysta al-Qaidy Zacarias Moussaoui twierdził, że jednym z jego celów jest "przywrócenie islamskiego panowania w Hiszpanii". =============== A jednak...nie jest to kwestia obietnic wyborczych tylko =============== (...)Churchill pisał w liście do Chamberlaina: "Mieliście wybór między hańbą i wojną; wybraliście hańbę, a będziecie mieli wojnę". Dziś role rozpisał bin Laden i Zachód znów traci zdolność kierowania swym losem. Wszystko wskazuje na to, że w tej grze mamy być aktorami, nic nas jednak nie zmusza, by być marionetkami. =============== jak można nie tracić zdolności do kierowania swoim losem jeżeli są w róznych krajach politycy o poglądach Blonga? A starcia sie dwóch światów i tak nie da sie uniknąć. Można to tylko trochę opóźnić.
J.
|
> Ale czy MISH nie > stanie sie bardziej realnym celem, gdy dam sobie spokoj ze scislymi i oddam > sie calkowicie swojej pasji? - bo naprawde jeszcze mogę zmienic profil, to > ostatni gwizdek.
To zapytam się tak: czy nauki ścisłe też są Twoją pasją? Tzn. czy zmieniając profil będziesz miała poczucie, że tracisz coś, co Cię interesuje, czy odetchniesz z ulgą i zabierzesz się faktycznie za to, co lubisz? Od tego uzależniłabym decyzję.
> (pytam, bo przegladajac dane uczniow MISHa na UAMie > wywnioskowalam, ze tam wszyscy po humanistycznym profilu...)
Studentów, studentów, nie uczniów :)) Kiepskie dane, sama znam (osobiście :)) kolegę, który jest z całą pewnością po mat-fizie, a jedyny chyba też nie jest :)
> - A tak bardziej prywatnie, czy moglibyscie mi powiedziec, jak to u was bylo > z zainteresowaniami - calkowicie poswiecaliscie sie i w liceum humanistyce, > byliscie jak teraz pasjonatami*?
Ja byłam przez całą moją edukację "pomieszana" i chyba taka już zostanę ;). W szkole podstawowej najlepiej poszło mi na olimpiadzie... fizycznej :). Gdyby w mojej szkoły z okazji reformy akurat przejściowo nie zlikwidowali podziału na profile, byłabym w klasie mat-fiz (a drugi wybór miałam: humanistyczny); przekonałam się o tym, jak razem z maturą zwracano moje dokumenty... bez tego nie pamiętałabym, co obstawiłam na miejscu 1 :).
Ja w ogóle jestem nie tyle humanistką, co raczej skrzyżowaniem mat/fiz/geografia/języki. Nie lubiłam biologii i chemii (ale "wyklarowało" mi się to dopiero gdzieś po pierwszej klasie liceum), nie lubiłam (i cały czas nie przepadam się!) historii. Maturę zdawałam zupełnie humanistyczną zdroworozsądkowo - bo inaczej do historii, potrzebnej na wstępnych, na pewno już bym się nie zmobilizowała. Rok później na drugi kierunek zdawałam, swoją drogą, matematykę na wstępnych ;)
> - przydala sie wam przy zdawaniu egzaminow wiedza scisla? czy na studiach sie > przydaje?
Mnie - bardzo. Często może nie tyle wiedza, co pewien sposób myślenia. Mam przede wszystkim zajęcia filologiczne i taka gramatyka opisowa, generalnie nielubiany przedmiot, przez ścisłowców lubiana jest zdecydowanie bardziej (i łatwiej im przychodzi). Do tego ogromne są pogranicza nauk ścisłych i humanistycznych, dziedziny humanistyczne wymagające metod ścisłych itd. Na różnych kierunkach humanistycznych możesz spotkać logikę, statystykę, biologiczne podstawy rozwoju...
> - miasto czy wies? na rzeczonej stronie UAM natrafilam na info, ze z 1-2-3 > osoby na ok. 20 sa ze wsi. No, wiadomo - kultury nie ma czego szukac na wsi. > A ja niestety z Pipidówy Śląskiej, a takie aspiracje - wiec czy powinnam > przeniesc sie do internatu do miasta?
Był kiedyś taki artykuł w Wyborczej o MISH-owcach ze wsi na UW - na naszym forum powinien być link do niego i komentarze. Tekst nie podobał mi się ze względu na sposób ujęcia, ale pozostaje dowodem na to, że MISH-owcy ze wsi są.
Jeśli chodzi o UAM - ja akurat jestem jedną z tych osób, które podbijają "wiejską" statystykę MISH UAM - ale musisz pamiętać, że są jeszcze osoby z małych i średnich miast. "Miasto", innymi słowy, niekoniecznie oznacza Poznań.
Jeśli masz motywację, zapał do pracy - przygotujesz się do wstępnych w każdym liceum. :)
> - stosunkowo latwo sie dostac na MISHa... jakiego? czytalam tu gdzies, ze na > UAMie.
Na UAM było stosunkowo łatwo, jak zdawałam, chyba nic się od tego czasu drastycznie nie zmieniło. Przy czym "łatwo" oznaczało mniejszą konkurencję ze strony innych kandydatów, a nie zmniejszone wymagania komisji - która bardzo często przyjmuje mniej osób niż miejsc i ogłasza drugi nabór.
Na pewno trudno jest na UW, UJ. Ale... może to, co napiszę, wyda Ci się naiwne, ale ja bym nie przejmowała się liczbą kandydatów. Przynajmniej ja nie przejmowałam się i nie było to dla mnie kryterium :). Trzeba starać się, wierzyć i próbować :)
|
przebrnalem przez tzw.program do konca i jeszcze raz,przeczytalem rozne wypowiedzi i odpowiedzi ,zajrzalem na strony internetowe pare moich uwag: to nie jest program tylko kielbasa wyborcza - dlaczego?
Oferujecie znizki w podatku gruntowym i oplatach dzierzawnych przyszlym inwestorom - tylko gdzie sa te grunty i lokale? poprosze o konkrety (nawiasem mowiac biznesmen ,ktory nie odroznia podatku dochodowego od gruntowego to kiepska rekomendacja dla programu - to z odpowiedzi na post Skutera)
Kierujecie sie naiwna wiara,ze ogloszenia w prasie miedzynarodowej i internecie sciagnie inwestorow do szczecina - to wyrzucone pieniadze,koncerny miedzynarodowe maja przygotowanych 10 mozliwych lokalizacji do wyboru na inwestycje w najblizszej przyszlosci i nie zmieniaja swoich planow na podstawie ogloszenia prasowego
Sugerujecie ,ze koszty pracy sa niskie - w porownaniu z kim??? czesi sa tansi (odpowiedzial pan komus ,ze nie maja Berlina - ja panu odpowiadam ze maja Wieden)rumuni i bulgarzy sa duzo tansi i maja blisko tzw. emerging market czyli ukraine , nie wspominajac juz o specjalnej strefie ekonomicznej szen-zeng i wynagrodzeniach pracujacych tam chinczykow
Sugerujecie ,ze istnienie portu morskiego jest atutem dla digital city wiec poprosze o konkrety,czy pan wie jakie linie kontenerowe obslugiwane sa ze szczecina? czy pan w ogole ma pojecie o koszcie przeslania kontenera z chipami z np. tajlandii do szczecina? i czy pan wie jaka jest roznica w wyslaniu go np. do pragi? no chyba ze podzespoly lub gotowe komputery maja byc przewozone masowcami i przeladowywane chwytakami do wegla
Sugerujecie,ze zapewnienie dostepu do lacza internetowego spowoduje wzrost aktywnosci gospodarczej szczecinian i chcecie wydac na to 2 mln zlotych (euro?) prosze wiec o odpowiedz na pytanie: w ilu % nie korzystanie z internetu jest sprawa braku gniazdka telefonicznego, a w ilu brakiem srodkow np. na zakup komputera, w ilu % wynika z niemozliwosci surfowania ,a w ilu z brakow w wyksztalceniu lub nieodczuwaniem takiej potrzeby
Piszecie, ze atutem jest polozenie na skrzyzowaniu szlakow transportowych wschod-zachod i polnoc-poludnie - to zwykla pomylka,brak znajomosci geografii czy swiadome wprowadzanie w blad tych bardziej niedouczonych?? szczecin lezy na uboczu w/w szlakow i dobre polaczenie ma tylko z berlinem reszta stanowi biala plame na komunikacyjnej mapie europy to wlasnie z powodu utrudnionej dystrybucji (ze wzgledu na brak drog) wyprowadzily sie ze szczecina firmy (np. norweska hydro)
jako podsumowanie: w tym programie nie ma zadnych konkretow sa tylko hasla chcielibysmy to,chcielibysmy tamto - tylko nic na temat jak i kto doceniam wasz zapal ,jako ludzie mlodzi nie macie jednak najwidoczniej wiedzy o makroekonomii i prawach rzadzacych wielkim biznesem niestety w spotkaniu z real world czeka was wielkie rozczarowanie mimo wszystko zycze powodzenia (tylko popracujcie nad konkretami,bo bez tego program jest calkowicie niewiarygodny) a w odpowiedziach na posty forumowiczow ,prosilbym o wiecej kultury nie zauwazylem bowiem,zeby ktos wyzwal was od nieukow,bezmyslnych czy wrecz idiotow
|
Studia podyplomowe w Ostrowcu
Pomogą wybrać zawód Pionierskie studia w regionie świętokrzyskim. Nauczyciele zdobywają nowe umiejętności
Fot. A. Nowak Aula Zespołu Szkół nr 3 przy Rondzie Republiki Ostrowieckiej wypełniła się słuchaczami. OSTROWIEC. W sobotę w Ostrowcu Świętokrzyskim rozpoczęły się studia podyplomowe dla nauczycieli szkół ponadpodstawowych, na kierunku szkolny doradca zawodowy. W zajęciach wzięło udział ponad trzysta osób z województw świętokrzyskiego i łódzkiego.
Do ostatniego miejsca Aula Zespołu Szkół nr 3 przy Rondzie Republiki Ostrowieckiej wypełniła się do ostatniego miejsca. Wyboru studiów gratulował słuchaczom świętokrzyski kurator oświaty Janusz Skibiński. Z wykładem inauguracyjnym o historii kształcenia akademickiego wystąpił rektor Uniwersytetu Opolskiego Marek Masnyk. - Proponujemy wam różne formy zajęć - zwróciła się do słuchaczy koordynator projektu, dr Maria Śmigielska. - Ćwiczenia będą się odbywać w grupach liczących maksymalnie dwadzieścia osób, wykłady - w grupach około stuosobowych. Proponujemy zajęcia, które dotyczące wsparcia uczniów, szkolnego doradztwa, współpracy z rodzicami. Dajemy studia na poziomie licencjackim. Będą trzy semestry. Do 12 maja musimy zakończyć zajęcia.
Dodatkowe kwalifikacje Duże zainteresowanie studiami jest już specyfiką środowiska nauczycielskiego. - Rynek pracy gwałtownie się rozwija i nauczyciele muszą dysponować specjalistyczną wiedzą - mówi naczelnik Wydziału Edukacji i Spraw Społecznych Urzędu Miasta Jan Bernard Malinowski, który przeszedł rekrutację i został studentem. - Znalazłem informację w Internecie i postanowiłem zaryzykować. Zawsze to dodatkowe kwalifikacje, które mogą się przydać w każdej sytuacji. Nauczyciel języka angielskiego w I i II LO z Sandomierza Krzysztof Gajek jest zadowolony, że może zdobyć wykształcenie na nowym kierunku. Zawsze może liczyć w przyszłości na dodatkowe godziny. Twierdzi, że jest przyzwyczajony do nauki. Nauczycielka geografii z II LO im. Joachima Chreptowicza w Ostrowcu Wiesława Kaczmarska uważa, że dodatkowe kwalifikacje być może umożliwią jej otrzymanie pełnego etatu. Jej zdaniem, doradca zawodowy w szkole jest bardzo potrzebny. W tym roku sama musiała pomagać w wyborze dalszego kształcenia córce maturzystce, więc wie jak jest to trudne dla młodzieży i rodziców. - To i mnie może się przydać - nie ukrywa jej koleżanka z tej samej szkoły, nauczycielka języka francuskiego Anna Nowicka. - Obecny rynek pracy jest bardzo trudny dla młodego człowieka.
Zajęcia w weekendy Zajęcia na studiach podyplomowych na kierunku szkolny doradca zawodowy odbywać się będą w czasie wolnym od pracy, zazwyczaj w piątki, soboty i niedziele. Większość z nich zaplanowana jest w okresie ferii zimowych. Studia odbywają się dzięki środkom otrzymanym z Europejskiego Funduszu Społecznego i budżetu państwa. Realizują je w konsorcjum dwie uczelnie - Uniwersytet Opolski oraz Wyższa Szkoła Biznesu i Przedsiębiorczości. Andrzej NOWAK nowak@echodnia.eu
|
Pierwsze efekty działalności bezrobotnego Żerom na czele - Ranking liceów ogólnokształcących miasta i powiatu Wtorek, 22 listopada 2005r. Jelenia Góra Uczniowie liceum im. Stefana Żeromskiego zdali maturę najlepiej w Jeleniej Górze i powiecie jeleniogórskim. Wyprzedziili cieplickiego Norwida. Ranking ułożyliśmy na podstawie wyników tegorocznego egzaminu maturalnego Licealiści z Żeroma mają nadzieję, że szkoła dobrze przygotuje ich do matury. W naszym rankingu zsumowaliśmy średnie wyniki procentowe z ośmiu przedmiotów. Interesowały nas język polski, angielski, matematyka, fizyka, historia, biologia, chemia i geografia zdawane na poziomie podstawowym i rozszerzonym. Zastosowaliśmy podwójne kryterium, bo 100 procent punktów z matury na poziomie podstawowym nie gwarantuje przyjęcia na studia. Czy wyniki matur w danej szkole mają wpływ na wybory uczniów? Niekoniecznie. Czasem najważniejsza jest dla nich możliwość rozwijania swoich pasji. To dlatego gimnazjalista ze Szklarskiej Poręby, Konrad Goszczyński, marzy o nauce w liceum sportowym w swoim mieście. – Gram w piłkę nożną. Po zakończeniu nauki w szkole średniej zamierzam studiować na Akademii Wychowania Fizycznego – mówi Konrad. Nową maturę w całym kraju zdało 86,5 proc. uczniów. Od wielu lat do naszej szkoły przychodzą dobrzy uczniowie z wysokimi wynikami na egzaminie gimnazjalnym. Później potwierdza się to na egzaminie maturalnym – mówi Paweł Domagała, dyrektor I LO w Jeleniej Górze. Ta szkoła zachęca gimnazjalistów różnymi zajęciami pozalekcyjnymi, w tym współpracą z Uniwersytetem Wrocławskim oraz wymianą ze szkołami Danii i Niemiec. Kandydaci do liceów przy wyborze szkoły kierują się także liczbą chętnych osób na jedno miejsce. Wiedzą, że szkoły biorą pod uwagę wyniki świadectw gimnazjalnych i testów kompetencji. – Dla nas ważny jest też udział w zajęciach pozalekcyjnych, konkursach. Zwracamy uwagę na osiągnięcia sportowe – mówi wicedyrektor Anna Ujejska z II LO im. Norwida w Jeleniej Górze. Ostatnie miejsce w rankingu (nie wzięliśmy w nim pod uwagę liceum z Karpacza, którego dyrekcja odmówiła nam informacji o wynikach matur) zajął Zespół Szkół Technicznych i Licealnych w Piechowicach. – Wyniki nauczania zależą nie tylko od zaangażowania nauczyciela i programu, który realizuje, ale przede wszystkim od samego ucznia – tłumaczy Dorota Sobczyńska, wicedyrektor szkoły w Piechowicach. • Klasyfikacja Procentowe wyniki matur pisemnych z podziałem na poziomy. Przedmioty brane pod uwagę przy obliczaniu średniej procentowej: języki polski, angielski, niemiecki, biologia, chemia, geografia, historia, matematyka. Licea, których nie ma w rankingu, nie przekazały nam wyników matur. * I LO im S. Żeromskiego w Jeleniej Górze (4 olimpijczyków) poziom podstawowy 75,92% poziom rozszerzony 57,92% * ZSO Nr 2 w Jeleniej Górze (3 olimpijczyków) poziom podstawowy 74,04% poziom rozszerzony 54,31% * Szkoła Mistrzostwa Sportowego w Szklarskiej Porębie poziom podstawowy 65,17% poziom rozszerzony 50,15% * III LO w Jeleniej Górze poziom podstawowy 64,62% poziom rozszerzony 42,93% * LO w Kowarach poziom podstawowy 54,03% poziom rozszerzony 34,36% * ZST i Licealnych w Piechowicach poziom podstawowy 44,98% poziom rozszerzony 27,36% W piątek ranking regionu Ranking liceów ogólnokształcących całego regionu jeleniogórskiego opublikujemy w najbliższym piątkowym wydaniu naszej gazety. Warto sprawdzić, które szkoły najlepiej przygotowują do matury w Bolesławcu, Zgorzelcu, Lubaniu i innych miastach. Agnieszka Winiarska (AWI) - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska www.jeleniagora.naszemiasto.pl/wydarzenia/539309.html
|
Heniu z Lecznej to jakas postac nie z tej ziemi,ale pies z nim tancowal.Wrocilem wlasnie z kosciolka,ksiadz cos tam bleble i patrze,co tu nowego. Jak zawsze Turawski,Barska, Terra biora sie za bary,ale dla mnie to OK,bo jest co poczytac,a nie tylko pleple jak u cioci Kloci na imieninach,towarzystwo wzajemnej adoracji,chyba tak gadaja elyty.Wielka rzecz Lis.Szkoda mi na jego temat kliknac nawet,zreszta juz inni za mnie zrobili to,co ja chcialbym powiedziec.Rozumiem,ze prezydentem Polski mogl byc taki Wojciechowski,taki Moscicki,taki Kwasniewski a nawet Walęsa,ale...LIS? Ludzie,w kurniku sie powinno z takim nazwiskiem siedziec i polowac na wiadomo co,ale nie w Palacu Prezydenckim.Ta rzeka wierna ,nie wiem komu wierna,choc to cos z Zeroma,jak mowi moja mamusia wziela wreszcie ksiazke do reki i sie cieszy,ze jeszcze umie dukac.Lis ja zamiast udusic omamil,gotowa leciec do urny i to nie na cmentarz ale do urny wyborczej i za tym cwaniaczkiem glosowac.Jakby ich bylo malo w polityce.Ale ja sobie mysle,ze Lis,aby startowac musialby sie do kogos przykleic,miec za soba zaplecze,no i forse. Na wybory w USA poszly miliardy dolcow,u nas pojda co najmniej setki miliony zetel.Lis moze miec i 10 tysiecy dolcow czy zetel za miesiac to i tak rady nie da,bo nie przebije sie sam jeden. Taki Pietrzak probowal i mama ryczala ze smiechu jak zobaczyla wyniki,to byl jak mowila najlepszy numer tego dowpcipnisia,ponoc kiedys kadeta ludowego wojska.A mama sie zna na tym i kloci czasem ze mna,ze ja tu udaje wiejskiego filozofa,a jestem lepszy niz niejeden magister. Haha,ale co to dzis magister,doktor czy profesor nawet? Glupich nie sieja,a papierek to tylko papierek.Mozna odróżniac glony,ale z odroznieniem partii to juz gorzej,co zreszta nie dziwi,bo mamy partioskoczkow,takich rokitnikow np.Diabel zmieni kolor byle sie znowu zahaczyc,bo sie przywyczail,ze ciagle jego mordke w telewizji pokazuja,a on sam moze sie naszczekac. A do budy! Barska i Turawski to nie do was,bez was na forum swiat bylby nudny,bardziej niz flaki z olejem.Pozdrawiam,ucze sie kultury,tu sie pozdrawiaja to ja tez moge,co mi tam.Ale Heniusia z Łecznej nie,bo on chce by Lublin byl katolicki i to mu starczy,no i Lęczna chyba tez katolicka,i to by byla cala Polska,4 chyba Rzeczpospolita,bo na tym zachodzie Polski wedlug tego typka nie glosują jak Rydzyk nakazuje,ale po swojemu,bo to cwioki z PGRow.Podkanski juz sie nie zajmuje folklorem,ale - i to jaja dopieo jest europoslem,ale Heniu i owszem. Folkrorysta,kurde.Ludzie,ten nasz narod to musi miec fisia jednak-tych,co wolali, ze do Unii niet powybieral na cieple posadki w Brukseli.Chyba po to,zeby swiat wył ze smiechu.Fakt,ze smutno,ale az taka rozrywke zafundowac? To przesada,jak zawsze nad Wisła.Bugiem,Odra i Nysami.Baltykiem i Tatrami,ale co ja tu nie belfer i geografii nie bede nikogo uczyl.Tyle mej ewangelii na dzisiaj.
|
poparcie elektoratu w JOW - wybory w RP. www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040923/publicystyka/publicystyka_a_2.htmlPlatforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość bez problemu mogłyby stworzyć po najbliższych wyborach parlamentarnych rząd większościowy. Pod jednym warunkiem - że wybory odbyłyby się w okręgach jednomandatowych. W III RP od 1991 roku wybory przeprowadzane są w okręgach wielomandatowych, ale w społeczeństwie i wśród polityków nie brakuje zwolenników zmiany prawa wyborczego. Instytut Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN przygotował prognozę, jaki byłby Sejm, gdyby w 2004 roku odbyły się wybory parlamentarne, przeprowadzone nie według obecnie obowiązującej ordynacji proporcjonalnej, lecz według ordynacji większościowej, w okręgach jednomandatowych. Według tej prognozy PO i PiS łącznie dysponowałyby 245 mandatami. Drugą partią w Sejmie, po Platformie, byłaby jednak Samoobrona, która przy 16- procentowym poparciu zdobyłaby 108 mandatów. Przemysław Śleszyński, autor prognozy, uśrednił tegoroczne wyniki badań preferencji wyborczych, zbadał rozkład głosów w okręgach oraz przepływy elektoratów między partiami. I na tej podstawie obliczył rozkład mandatów w Sejmie wyłonionym w wyborach większościowych w okręgach jednomandatowych. Trzeba mieć poparcie w całym kraju Z jego badań wynika, że wybory w okręgach jednomandatowych zdecydowanie faworyzują lidera sceny politycznej. Największe jednak jest, aby partia miała równomierne poparcie w całym kraju. Gdyby Platforma Obywatelska zebrała w wyborach 24 procent głosów, jej reprezentacja w Sejmie liczyłaby 195 osób. Prawo i Sprawiedliwość przy 16- procentowym poparciu mogłoby uzyskać 51 mandatów, ale już Liga Polskich Rodzin, przy takim samym poparciu - na 80 mandatów, a Samoobrona na 108 posłów. Według założeń Śleszyńskiego partie lewicowe, SLD, SdPl i UP, dysponując łącznie też 16-procentowym poparciem, miałyby w sumie... 14 mandatów i to pod warunkiem, że w każdym okręgu wystawiałyby tylko jednego, wspólnego kandydata. Najmniejszym ugrupowaniem parlamentarnym byłoby PSL, które wprowadziłoby do Sejmu 11 posłów, przy 8-procentowym poparciu. Skąd się wzięły tak duże różnice między ugrupowaniami o takim samymprocentowym poparciu? Zdaniem Śleszyńskiego wynikają one z przepływu elektoratów w drugiej turze wyborów oraz rozkładu poparcia w okręgach. Przykładowo Samoobronę poparłaby w drugiej turze część wyborców SLD i PSL, bo te ugrupowania przepadłyby w pierwszej turze z kretesem. 80 mandatów LPR byłoby natomiast efektem skoncentrowanego poparcia dla tej partii na obszarze wschodniej Polski. Jak by to było w 1997 i 2001 roku? Ciekawie wypada symulacja wyników wyborów z 2001 roku. Koalicja SLD - UP, na którą głosowało prawie 41 procent wyborców, zdobyła 216 mandatów. Tymczasem w okręgach jednomandatowych zdobyłaby 275 mandatów, czyli dysponowałaby bezwzględną większością i nie musiałaby wchodzić w porozumienie z PSL. Samoobrona w ogóle nie miałaby w Sejmie swoich przedstawicieli, a tymczasem w 2001 roku z list Samoobrony weszło do Sejmu 53 posłów. Z symulacji wynika, że gdyby wybory w 1997 roku odbywały się w okręgach jednomandatowych, Akcja Wyborcza Solidarność, na którą głosowało niespełna 34 procent wyborców, mogłaby liczyć na 357 mandatów, bo poparcie dla niej rozkładało się bardzo równomiernie w całym kraju. W rzeczywistości w wyborachproporcjonalnych Akcja wprowadziła do Sejmu III kadencji 201 posłów. Eliza Olczyk infografika: www.rzeczpospolita.pl/teksty/wydanie_040923/publicystyka_a_2-1.jpg
|
Gość portalu: monadina napisał(a):
> Jest jednak "malutka" różnica co relacji Dzierżyński/Polacy i liderzy > NSDAP/Niemcy. Warto by tu odnieść się do kwestii poparcia jakie miał w Polsce > sam Dzierżyński i jego opcja polityczna w ogóle, jak również co do tego w > ramach jakiego państwa działał i czy występował pod hasłami polskiego > nacjonalizmu, wyższości Polaków nad innymi itd., a w sumie też co do tego, że > Dzierżyński był jedynym Polakiem, który zaszedł tak wysoko i wsławił się takim > okrucieństwem w aparacie bolszewickim... > > Jakakolwiek próba uznania, że społeczeństwo niemieckie tamtych czasów jest w > równym stopniu odpowiedzialne czy nieodpowiedzialne za zbrodnie swojego reżimu > co Polacy za zbrodnie urodzonego w polskiej rodzinie ziemiańskiej sowieckiego > czekisty Dzierżyńskiego to czysta hochsztaplerka...
Moment, moment, tu była mowa o megazbrodniarzach, których wydał jeden i drugi naród, a nie o poparciu dla ich działań i ideologii.
> > A że nie można uzasadnić odpowiedzialności zbiorowej wszystkich Niemców w > sensie karnym, sam o tym pisałem. Pisząc jednocześnie o tym, że na Niemcach > ciąży szczególny rodzaj odpowiedzialności, z czego sami, przynajmniej w RFN i z > > oporami, ale jednak przynajmniej od epoki Brandta zaczęli sobie zdawać > sprawę...Jeżeli w ogóle były reżimy podobnie zbrodnicze jak nazistowski, a jest > > w XX w. co najwyżej kilku silnych konkurentów (np.Stalin, Mao, Pol Pot), to > trzeba by odpowiedzieć na pytania: > > - jaki inny z tych krwawych reżimów miał miejsce w kraju wysoko rozwinietym, o > wysoko wykształconym i aktywnie uczestniczącym w życiu publicznym > społeczeństwie??? > - jaki inny z tych reżimów miał miejsce w kraju o wykształconych już tradycjach > > parlamentarno-demokratycznych? > - jaki inny z tych reżimów dostał się do władzy w rezultacie demokratycznych > wyborów, choćby też nie uzyskując bezpośrednio wiekszościowego poparcia?
Komuniści po wojnie uzyskali w wyborach we Francji i we Włoszech poparcie zbliżone do wyniku NSDAP. Stało się to w sytyacji, w której komunizm miał jużna świecie spore "osiągnięcia" w eksterminowaniu klas społecznych i doprowadzaniu społeczeństw do ruiny. To, że komuniści nie przejęli w tych krajach władzy, można zawdzięczać szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, związaniu obu państw międzynarodowymi sojuszami i czujnemu oku Amerykanów. Dlaczego rozgrzeszać Francuzów i Włochów, którzy po Leninie i Stalinie, w warunkach wzrostu cywilizacyjnego umożliwionego przez kapitalizm, oddali głoś na komunistów, a potępiać Niemców, którzy w warunkach głodu i bezrobocia zawierzyli populiście, bohaterowi wojennemu Adolfowi Hitlerowi, reprezentującemu bliżej nieznaną jeszcze ideologię?
> > Dziwne, że negując - całkiem słusznie - nacjonalistyczne hasła popierające > krwawy odwet na Niemcach w ogóle, posuwa się tu do przeciwnej skrajności, w > zasadzie próbując udowodnić, mniej albo nawet czasem bardziej inteligentnie, że > > nazistowski reżim nie był w historii XX w. niczym szczególnym, np. niejeden > pewnie to uzna, że polska sanacja niczym się nie różniła.
Różniła się, co nie oznacza braku wielu podobieństw. W Niemczech w sposób najbardziej radykalny ujawniły się tendencje obecne w większości współczesnych państw europejskich.
Z czego ta głupota > wynika? Sądzę, że kilku zakompleksionych równie jak polscy nacjonaliści gości > na tym forum stara się udowodnić generalną wyższość kultury niemieckiej nad > polską;ciekawe jaka jest ich wiedza nt. niemieckiej muzyki, literatury, > filozofii, nauki istotnie licząc średnio zdecydowanie bardziej znaczących w > historii Europy niż w przypadku Polski
Istotnie, uznaję wyższość kultury niemieckiej nad polską, jednak nie "generalną", "naturalną" i przyrodzoną tej kulturze, ale wynkającą z wielu czynników geograficznych, historycznych, politycznych itp. Nie widze natomiast potrzeby udowadniania tej wyższości, a już na pewno wyciagania z niej politycznych wniosków.
|
ryko napisał:
> 1200 czyli 10x wiecej niż obecnie... niezły biznesik się szykuje... ciesz się > sponsorze z WBC
Jaki sponsorze ? Przekraczając granicę RP przestawiam się na inną mentalność i już. W cztery godziny na terytorium bundesrepubliki jestem w stanie przemieścić się się od domu do przejścia granicznego (550 km), następne cztery godziny podróży zajmuje mi odcinek Zgorzelec - Wrocław, czyli 160 km polskiej szarej rzeczywistości. Jeszcze raz, dla porównania, dużymi literami - cztery godziny jazdy zgodnej z przepisami to w: PL - 160 km, a w RFN - 550 km.
Pochwalę się, że u polskiej policji mam zero punktów, podobnie zresztą jak i u niemieckiej. To kwestia mentalności kierowców, czy też jak to słodko ujął L. Wałęsa - konie kują, a żaba nogę podstawia ...
Chodzi mi o to, że uniesieni falą uniowstąpienia polscy kierowcy zaczęli nagle uważać, że skoro najśmieszniejsza RP jest w unii, to jej drogi również unijnym standardom odpowiadają.
Uwaga bardziej ogólna: nie rozumiem, na jakiej podstawie założyłeś, że WBC to jest siedlisko złego, czyli ogólniej rzecz ujmując zbiorowisko popieraczy obecnego reżimu. Faktem jest, że w większości ludzie cieszyli się z upadku kaczyzmu-lepperyzmu, ale po dwóch latach IV RP cieszyliby się nawet, gdyby wybory wygrał Putin.
Poczytaj sobie WBC z okresu krótko przed wyborami. Tamteż wcale - choć wyczekiwana - zmiana z PiS na PO nie została przyjęta wybuchem radości. Raczej królowała dialektyka mniejszego zła, bowiem buracko-ubecko-narodowokatolicka poprzednia koalicja wymęczyła naród jak mało która przed nią.
Wracając jeszcze do troski o bezpieczeństwo ruchu drogowego: kiedy PiS rządził, troska wyrażała się tak: "Obowiązek jazdy na światłach w dzień przez cały rok to zdecydowanie więcej korzyści niż kosztów " - a prawił tak minister transportu RP, Jerzy Polaczek, 17.04.2007 roku.
Kiedy PiS jest w opozycji - proponuje zniesienie przepisu, który sam wprowadził. Na co obecna władza, ci od powiększania wolności obywateli i likwidacji bzdurnych przepisów odpowiada "nie ma mowy". Jak więc widać, panuje tu pełne poplątanie z pomieszaniem, całkowicie zgodne z tradycją. Tradycja zaś wyraża się wniesieniem przez PO w poprzedniej kadencji parlamentu poprawek do ustawy budżetowej uwzględniających postulaty wyborcze PiS. Wtedy to PiS zagłosował wbrew własnemu programowi wyborczemu, ratując z kolei budżet.
Tak więc nam, małym szaraczkom pozostaje jedynie gapienie się z rozdziawionymi gębami na harce tych przez nas wybranych dokonywane co prawda na nasze konto ale bez naszej wiedzy, albo emigracja.
Bo w Polsce nieważne jest, który kandydat co opowiada, ważne jest czy dziadek był w Wehrmachcie. A nawet jak kandydat na parlamentarzystę nakłamie, to odwołać się go nie da. Brak przepisów przecież. Od dwudziestu lat.
I się kręci, Ryko drogi, kabarecik. Nawet kiedy do głosu dochodzi partia popierania Prawa i szanowania Sprawiedliwości, to zajmuje się niszczeniem służb specjalnych (nieudanym), niszczeniem ubeków (nieudolnym i wycinkowym) bądź też spisem lektur szkolnych, jazdą na światłach w dzień czy też (spieprzonym koncertowo przez tow. ministra Zero) ściganiem kolegi wicepremiera za łapownictwo. Następuje zmiana banana i ...
Potem do koryta dobiera się PO, która zamiast autostrad stawia radary, broni bezsensownego w naszych szerokościach geograficznych przepisu przymusowej jazdy na światłach w dzień (po wprowadzeniu tego przepisu liczba zabitych na polskich drogach ... wzrosła), z A5 robi S5 (bo brak kasy), a jednocześnie pozwala na zorganizowaną kradzież 15 mld złotych rocznie z budżetu pańśtwa (mowa tu o dopłatach do KRUS).
15 mld złotych to jest 5 mld euro, prawie. Niemcy w Niemczech płacą za kilometr autostrady pomiędzy 5 i 10 mln Euro.
Za kasę od budżetu RP przez polską zorganizowaną przestępczość rolniczą wymuszaną rozbójniczo mogliby Niemcy przy zachowaniu niemieckich standardów jakości wybudować w Polsce od 500 do 1000 kilometrów autostrad rocznie, co oznacza, że zaledwie w 10 lat program budowy autostrad w Polsce mógłby zostać zakończony.
Maczu Picu woli jednak stawiać radary, jak słusznie zauważyłeś. Zapytam jedynie gdzie był Jarosław Wielki, kiedy jego własny bandzior w imieniu grupy swoich wyborców pilnował ograbiania budżetu państwa przez dwa lata ?
Dwa lata rządów PiS - dwa tysiące kilometrów autostrad poszło się jebać (czyli A2 + A4 + A1 - od granicy do granicy), bo Jarosław walczył z agentami. To trzeba być umysłowo sprawnym inaczej, żeby zastać Polskę Rywina a zostawić Polskę Macierewicza.
Tak więc zanim zaczniesz narzekać na obecną władzę przyjrzyj się zaniedbaniom poprzedniej. 2 tysiące kilometrów niewybudowancych autostrad w dwa lata - to jest bardzo solidny wynik.
No, ale udało się rozpieprzyć WSI. Choć tak nie do końca wiadomo, za co.
|
ryko napisał:
> 1200 czyli 10x wiecej niż obecnie... niezły biznesik się szykuje... ciesz się > sponsorze z WBC
Jaki sponsorze ? Przekraczając granicę RP przestawiam się na inną mentalność i już. W cztery godziny na terytorium bundesrepubliki jestem w stanie przemieścić się się od domu do przejścia granicznego (550 km), następne cztery godziny podróży zajmuje mi odcinek Zgorzelec - Wrocław, czyli 160 km polskiej szarej rzeczywistości. Jeszcze raz, dla porównania, dużymi literami - cztery godziny jazdy zgodnej z przepisami to w: PL - 160 km, a w RFN - 550 km.
Pochwalę się, że u polskiej policji mam zero punktów, podobnie zresztą jak i u niemieckiej. To kwestia mentalności kierowców, czy też jak to słodko ujął L. Wałęsa - konie kują, a żaba nogę podstawia ...
Chodzi mi o to, że uniesieni falą uniowstąpienia polscy kierowcy zaczęli nagle uważać, że skoro najśmieszniejsza RP jest w unii, to jej drogi również unijnym standardom odpowiadają.
Uwaga bardziej ogólna: nie rozumiem, na jakiej podstawie założyłeś, że WBC to jest siedlisko złego, czyli ogólniej rzecz ujmując zbiorowisko popieraczy obecnego reżimu. Faktem jest, że w większości ludzie cieszyli się z upadku kaczyzmu-lepperyzmu, ale po dwóch latach IV RP cieszyliby się nawet, gdyby wybory wygrał Putin.
Poczytaj sobie WBC z okresu krótko przed wyborami. Tamteż wcale - choć wyczekiwana - zmiana z PiS na PO nie została przyjęta wybuchem radości. Raczej królowała dialektyka mniejszego zła, bowiem buracko-ubecko-narodowokatolicka poprzednia koalicja wymęczyła naród jak mało która przed nią.
Wracając jeszcze do troski o bezpieczeństwo ruchu drogowego: kiedy PiS rządził, troska wyrażała się tak: "Obowiązek jazdy na światłach w dzień przez cały rok to zdecydowanie więcej korzyści niż kosztów " - a prawił tak minister transportu RP, Jerzy Polaczek, 17.04.2007 roku.
Kiedy PiS jest w opozycji - proponuje zniesienie przepisu, który sam wprowadził. Na co obecna władza, ci od powiększania wolności obywateli i likwidacji bzdurnych przepisów odpowiada "nie ma mowy". Jak więc widać, panuje tu pełne poplątanie z pomieszaniem, całkowicie zgodne z tradycją. Tradycja zaś wyraża się wniesieniem przez PO w poprzedniej kadencji parlamentu poprawek do ustawy budżetowej uwzględniających postulaty wyborcze PiS. Wtedy to PiS zagłosował wbrew własnemu programowi wyborczemu, ratując z kolei budżet.
Tak więc nam, małym szaraczkom pozostaje jedynie gapienie się z rozdziawionymi gębami na harce tych przez nas wybranych dokonywane co prawda na nasze konto ale bez naszej wiedzy, albo emigracja.
Bo w Polsce nieważne jest, który kandydat co opowiada, ważne jest czy dziadek był w Wehrmachcie. A nawet jak kandydat na parlamentarzystę nakłamie, to odwołać się go nie da. Brak przepisów przecież. Od dwudziestu lat.
I się kręci, Ryko drogi, kabarecik. Nawet kiedy do głosu dochodzi partia popierania Prawa i szanowania Sprawiedliwości, to zajmuje się niszczeniem służb specjalnych (nieudanym), niszczeniem ubeków (nieudolnym i wycinkowym) bądź też spisem lektur szkolnych, jazdą na światłach w dzień czy też (spieprzonym koncertowo przez tow. ministra Zero) ściganiem kolegi wicepremiera za łapownictwo. Następuje zmiana banana i ...
Potem do koryta dobiera się PO, która zamiast autostrad stawia radary, broni bezsensownego w naszych szerokościach geograficznych przepisu przymusowej jazdy na światłach w dzień (po wprowadzeniu tego przepisu liczba zabitych na polskich drogach ... wzrosła), z A5 robi S5 (bo brak kasy), a jednocześnie pozwala na zorganizowaną kradzież 15 mld złotych rocznie z budżetu pańśtwa (mowa tu o dopłatach do KRUS).
15 mld złotych to jest 5 mld euro, prawie. Niemcy w Niemczech płacą za kilometr autostrady pomiędzy 5 i 10 mln Euro.
Za kasę od budżetu RP przez polską zorganizowaną przestępczość rolniczą wymuszaną rozbójniczo mogliby Niemcy przy zachowaniu niemieckich standardów jakości wybudować w Polsce od 500 do 1000 kilometrów autostrad rocznie, co oznacza, że zaledwie w 10 lat program budowy autostrad w Polsce mógłby zostać zakończony.
Maczu Picu woli jednak stawiać radary, jak słusznie zauważyłeś. Zapytam jedynie gdzie był Jarosław Wielki, kiedy jego własny bandzior w imieniu grupy swoich wyborców pilnował ograbiania budżetu państwa przez dwa lata ?
Dwa lata rządów PiS - dwa tysiące kilometrów autostrad poszło się jebać (czyli A2 + A4 + A1 - od granicy do granicy), bo Jarosław walczył z agentami. To trzeba być umysłowo sprawnym inaczej, żeby zastać Polskę Rywina a zostawić Polskę Macierewicza.
Tak więc zanim zaczniesz narzekać na obecną władzę przyjrzyj się zaniedbaniom poprzedniej. 2 tysiące kilometrów niewybudowancych autostrad w dwa lata - to jest bardzo solidny wynik.
No, ale udało się rozpieprzyć WSI. Choć tak nie do końca wiadomo, za co.
|
|