Witam,

| paranormalnym, zadziwiającym zbiegiem okoliczności: woda najczęściej
| zamarza w 0 C, zaś najczęściej wrze przy 100 C. Przypadek? Wykluczone!
| Musi jakiś spisek.

| Jasne! Moim zdaniem sa to zbyt okragle liczby (0 i 100) aby to byl
| przypadek! :))
| Ewidentnie widac, ze prawa fizyczne zostaly specjalnie zaprojektowane
| przez Architekta (neokreacjonizm sie klania), aby wyszly okragle liczby
| :)))

To nie tak. Po prostu ewolucja nas tak uksztaltowala, ze wyroslo nam 10
palcow u rak. Jestesmy ewolucyjnie przystosowani do badania wlasnosci
fizycznych wody.


Wydaje mi sie, ze jednak Architekt tez byl m*10^n-palczasty :)

Chcesz wiecej dowodow? Dinozaury nie mialy 10 palcow i wyginely!


Ale rekiny palcow nie mialy i zyja :) Zolwie tez :))

Dlatego, ze
nie mogly badac wlasnosci wody, co utrudnilo rozwoj termodynamiki, co z
kolei uniemozliwilo stworzenie w pore programu badania kosmosu i obrony
przeciwmeteorytowej.


Cos w tym jest, ze tylko m*10^n-palczasci pomysleli o ochronie
przeciwmeteorytowej ;)
Bede nad tym medytowal :)


· 



Info o filmie:
familijny/przygodowy, USA, 2005, 94 min

Opis:
Dziesięcioletni Max zatraca się w świecie własnej fantazji, do której ucieka przed codziennymi problemami z rodzicami, szkolnymi łobuzami i zupełnie pozbawionymi rozrywki kolejnymi wakacjami. Kiedy jednak Max odkrywa, że niesamowite postaci, pełne zwrotów akcji przygody i tajne moce powstałe w jego marzeniach, mogą być dużo bardziej realne, niż można byłoby to sobie wyobrazić, jego życie nabiera zawrotnego tempa. Teraz, Max musi wyruszyć z misją na Planetę Drool, gdzie Rekin - chłopak wychowywany przez rekiny - i Lava - wulkaniczna młoda dama ziejąca ogniem i lawą - żyją w niezwykłym świecie, w którym Pociąg Myśli może zawieźć cię do Krainy Mleka i Ciasteczek.

Info o pliku:
Rozdzielczość: 176x144 i 240x320px
Rozmiar: ~86MB / ~176MB
Dubbing PL

Linki:
176x144
Aby pobrać ten plik musisz być zalogowany lub zarejestrować sie!! (rejestracja umozliwia przegladanie zawartosci umieszczonej w tagu [code])

320x240
Aby pobrać ten plik musisz być zalogowany lub zarejestrować sie!! (rejestracja umozliwia przegladanie zawartosci umieszczonej w tagu [code])

"Według ekologów, w ostatnim dziesięcioleciu średnia długość ciała tych ryb zmniejszyła się o dwa metry - z siedmiu do pięciu metrów.

Tendencja ta niepokoi ekologów, zwłaszcza że przypuszczają, iż rekiny stają się dojrzałe płciowo i zdolne do reprodukcji dopiero gdy osiągną ok. 6-7 metrów długości. Rekiny wielorybie (Rhincodon typus) żywią się drobnymi morskimi skorupiakami, które filtrują z wody. Mogą żyć do 150 lat i osiągać długość nawet do 20 metrów. Dojrzałość płciową osiągają jednak dopiero w wieku ok. 30 lat.

Życie rekinów wielorybich wciąż kryje przed naukowcami wiele tajemnic. Najbardziej zagadkowe są kwestie rozmnażania i chowania młodych. Samice i samce tych ryb żyją bowiem w odseparowanych społecznościach, które jednak muszą się jakoś spotykać. Niezwykle rzadko zdarzało się też dotąd zaobserwować małe rekiny.

Rekiny są cennym łupem dla rybaków, gdyż ich mięso jest przysmakiem w niektórych restauracjach, chrząstkę zaś wykorzystuje się w tradycyjnej medycynie chińskiej."

źródło onet.pl

zawsze można mieć jak krokodyl<tudzież inne zwierze- zoologia to nie moja mocna strona> dwa rzędy zębów

nie wiem czy krokodyle mają 2 rzędy, ale rekiny na pewno ;)) a co do Nobla to masz mój głos

Niech żyją słodycze i wszystko inne co kaloryczne i z dużą zawartością cukru!!!

· 

Może po prostu będą polować ludzie od 2 milionów lat temu tak robią i do dziś żyją. A zwierzęta sobie poradzą, jaka mutacja słoni będzie i mamy już kawał mięsa w postaci mamuta. Jak mamy mamuta to już będzie cos co będzie polować na mamuta czyli zmutowanego wilka, psa czy co tam sobie MG wymyśli (on jest chory wiec nigdy nic nie wiadomo). Przypuśćmy ze morza nie zamarzną to możemy polować na foki, a jeżeli mamy foki to mamy, jakie rekiny albo inne badziewie z wielką ilości zębów (znowu chory umysł MG). Tak wiedz ludzie nie muszą koniecznie wpierdzielac warzywyek czy owoców, ale będą pić tran i przegryzać to mięsem z wyrośniętego słonia. A w ramach gumy do żucia będzie skóra z misia polarnego moczona w denaturacie.

Ponad połowa wszystkich gatunków rekinów pływających w oceanach jest zagrożona wyginięciem. Równie źle wygląda sytuacja wielu gatunków spokrewnionych z nimi - raj i mant - ostrzegają specjaliści z organizacji IUCN.

Winne wszystkiemu jest przełowienie, co w połączeniu z tym, że rekiny, raje i manty rozmnażają się stosunkowo wolno, sprawia, że populacja tych ryb gwałtownie spada - piszą badacze w specjalnym raporcie.

Rekiny i ich kuzyni żyją głównie w górnych wodach oceanów. W ten sposób znajdują się w zasięgu działania flot rybackich. Często giną przypadkiem, ale coraz częściej zdarza się, że stają się celem świadomego ataku. Z powodu zmniejszania się populacji tuńczyków i marlinów wielu rybaków wypływających np. z turystami proponuje swoim klientom polowanie na rekina. Naukowcy z IUCN uważają, że połowy rekinów powinny być na całym świecie ściśle limitowane.

Źródło: Gazeta Wyborcza


Źródło

1
Wladze miasta wspolnie z dr. zoo Radoslawem Ratajszczakiem chcialyby stworzyc we Wroclawiu oceanarium.Zamieszkaja w nim tysiace ryb i innych gatunkow zwierzat,ktore bedzie mozna ogladac,spacerujac ponadkilometrowymi korytarzami pod i nad woda.Na poczatku beda ekspozycje poswiecone plazom Egiptu.W nich ujrzymy zycie rafy koralowej.oczywiscie bedzie to podgladanie jej od srodka dzieki szklanym tunelom,ktorymi przemieszczac sie maja zwiedzajacy.potem Nil,a w nim plywajace hipopotamy.Nastepna ekspozycja pokazywac ma rosliny i zwierzeta Wielkich Jezior Afrykanskich.Zwlaszcza ryby,ktorych w tych jeziorach zyja miliony.Po jeziorach przejdziemy do poludniowych wybrzezy Czarnego Ladu.A tam czekac na nas beda uchatki,czyli kotiki afrykanskie,pingwiny i rekiny.A na koniec krokodyle i inne gatunki zamieszkujace rzeke Kongo.Koszt przedsiewziecia to okolo 60-80 mln zl.Na utrzymanie bylyby przeznaczone m.in.pieniadze za ktore utrzymuje sie ogrodowe akwarium(zostaloby zlikwidowane).-Lece robic uprawnienia pletwonurka-Roj43

Sądzę że konie z własnej woli dla przyjemności ( w stanie dzikim) nie pływają. Jeżeli pływaja to dlatego że musza z różnych przyczyn. Moga taplać sie w blocku lub w płytkiej wodzie ale nie sądze żeby pływały dla samego plywania. Rekiny tro raczej w morzu a tam to juz konie nie pływaja . Chociaz jest wyspa gdzie konie żyja ale nie słyszalam żeby pływaly tam dla przyjemności. Kajmany to sa raczej bagna i rozumne stado tam nie wchodzi nawet nie wiem czy sa na tym terenie. Krokodyle to afryka i dzikich koni nie ma chyba ze licząc wędrujące zebry kt óre przyepływaja rzeki migrując ale to zupełnie inna bajka. Anakonda to dżungla i na stepach gdzie zyja konie nie wystepuje, chyba że ja tam jakis turtysta zostawi ( ale nie wiem czy w obcych niesprzyjających jej warunkach przezyje).

Uważam że z tym muciem intymnych części nie nalezy przesadzać, konie poradzą sobie same bez naszej pomocy i chemii. Bylabym jedynie za sprawdzaniem i odkażaniem osobników kryjących ale to tylko ze względu na przenoszenie różnych chorób ( konieczne byłoby sprawdzanie aktualnych badań tak klaczy jak i ogiera) w dzisiejszych czasach przenoszone moga być choroby zakaźne których obecnie można uniknąć, jak i przenoszenie chorób dziedicznych. Kiedys takiej mozliwości badania nie było, może i choroby były ale nikt tego nie sprawdzał.

W Santo Domingo pod mostem na rzece Ozama zlowiono stukilogramowego rekina.
Ryba zostala od razu pocwiartowana i sprzedana ... Funt rekina (okolo pol kilo) kosztuje 90 peso.
Rzecz jest niespotykana bo rekiny zyja w slonej wodzie a rzeka nalezy do slodkowodnych.
Zrodlo:
http://www.diariolibre.com/noticias_det.php?id=192661


Pytanie do szanownego grona, a ścislej do dietetykow: czy ludzkie mięso jest
zdrowe?


Rekiny jedza i zyja. ;)

                 Delfino


ooo... jak widać zinteresowanie krowami morskimi wzrosło ostatnio... Cool

Sandi to sie będzie gęsto tłumaczył jak tylko wróci... delfiny, rekiny, słonie, krowy, syreny... cóż Wink

ok. trochę danych o tajemniczym zwierzu, którego Sandi zobaczył...

(będziemy posługiwać się nazwami pochodzacymi z języka ang. - z polskimi to różnie bywa... Wink )

Krowa morska - to rząd Syreny, dzielący się dalej na dwie rodziny

1. Trichechidae - manat
Rodzinę można łatwo rozpoznać po okrągłym ogonie - coś w stylu wielgachnej łopaty...
2.Dugongidae - dugong
Ta Rodzina ma ogon przypominający ogon delfina

Zarówno jedne jak i drugie mają... ręce Wink (przednie kończyny) mają staw ramieniowy i nadgarstkowy - są bardzo chwytne...

Zwierzaki te mają ciekawi przystosowane oko do podglądactwa w słonej wodzie - specjalny gruczoł stale spłukuje wodę słoną, tworzac na powierzchni gałki ocznej specyficzną warstwę zabezpieczającą

...hehe najlepsze są zębory... stale im rosną i to od tyłu, do przodu - trochę tak jak u słoni... te najbardziej z przodu wypadają, wypychane kolejnymi czekającymi w kolejce...

Zamieszkują litoral - nie spotyka się ich w strefie wód otwartych...

W 1930 roku samotny Dugong przepłynał... kanał Sueski i zanalazł się w Palestynie...

Piękne Syreny są bardzo żarłoczne - dziennie potrafią wsunąć 40 kg trawy morskiej...

Najczesciej żyją w parach: mąż i żona, albo matka i córka...

...są bardzo nieśmiałe Embarassed Embarassed

Jako, że to straszne, ale i sprytne grubasy - wykorzystują pływy morskie do poruszania się...

Współcześnie żyją tylko dwie rodziny z rzędu Syren (patrz pkt 1 i 2 Cool) - szacuje się, że w Morzu Czerwonym żyje ok. 4 tys. tych z pkt 2 Wink - osobniki te rzadko, ale spotyka się w rejonie Pacyfiku Zachodniego (zdarzają się na północnych wybrzeżach Austarlii).

Na Florydzie można spotkać zwierza pt. Trichechus manatus. Taki Trichechus jest "urzadzeniem" Wink bardzo uniwersalnym - żyje w słodkiej i słonej wodzie... a dorasta do ponad 4 metrów... (szukać go mozna w zasadzie na całym wschodnim wybrzeżu Ameryki: od Brazylii do Florydy)

W XVIIIw. żył jeszcze straszniejszy zwierz: nazywał się Hydrodamalis gigas - czyli Krowa morska Stellera.
Ta krówka dorastała do... 8 metrów długości! - niestety wymarła całkowicie, a ówczesni poszukiwacze krów mogli ją spotkać w Morzu Beringa

Zwierz którego spotkał Sandi to Dugong Dugon dorasta do 3 metrów długości i potrafi ważyć 400kg - w rejonie Marsa Alam stale spotyka się tego samego osobnika...
oto on (niestety nie mamy lepszych zdjęc... Sad )

Wszystkie opisane wyżej zwierzaki uznane są za gatunki wymierające... Sad

Żyją Tzn. Termitowaty i Waldek. I proszę obowiązkowo wleźć do Bałtyku uważając na rekiny.

Na środku Oceanu Tetydy znajdowała się skalista wysepka na ,której żyły zwierzęta nie zbadane jeszcze przez naukę .Małe latające gady ,które nalezły do grupy pterozaurów ,były spuścizną po niedawno minionym świesie.Świecie w, którym żył między innymi Sielezaurus Opolensis .Ocean stopniowo się rozrastał
zalewał lądy jeden po drugim .Te ,,podwodne lądy "przejmowały w posiadanie ichtiozaury ora ich odwieczni wrogowie rekiny i plezjozaury. Jednak czym bardziej podążamy na południe znajdujemy coraz więcej skalistych wysepek.Wydają się opuszczone ale w gruncie rzeczy mieszkają tu stworzenia w ,które niektórzy nie wierzą ,inni boją się wypowiadać a jeszcz inni chowają swe znaleziska w pudłach oznaczonych
,,Ściśle tajne" . Są jednak tacy ,którzy zgłębiają wiedzę o niznanym i podejmują samotne mozolne badania.
W tym miejscu można to porównać z poszukiwaniem Saskłacza czy wielkiej Stopy w Himalajach albo potwora z Loch Nes w Szkocji .
,,Igła " bo tak brzmi nazwa naszego bohatera należy do ,,nieznanego" nauce gatunku pterozaura Ptejornis Polonae Sp. Grupy tych zwierzą t żyją tu już od pokoleń . ........................
Cdn..
Dane
Ptejornis jest blisko spokrewniony z Pteinozaurem znalezionym w Alpach
Jest jednak od niego 2 krotnie mniejszy.
Waga:
Przypuszczalnie wróbla
Rozpiętość skrzydeł :20 cm
Pożywienie : Małe ryby (okresowo również owady)
Zapis kopalny:
Mała czaszka
-Przypuszczalnie młodego osobnika 5 mm(szpilkowane zęby)

-Krąg młodego osobnika 1 mm
Osobniki dorosłe
2 Kręgi wielkości 2-3 mm

-Korpus około 5cm z jednym skrzydłem( pozostał na skałkach do wyciągnięcia jeśli mi się uda)
-2 Kręgi szyne(do wyciągnięcia na skałkach
-\-\- )
Ichtiozaur - młody osobnik
Do wyciągnięcia na skałkach
Dł 15 cm
Czaszka jest ,płetwa grzbietowa jest ,ogona niestety brak.

Wrocław zbuduje jedyne na świecie afrikarium

Patryk W. Młynek 2007-11-20, ostatnia aktualizacja 2007-11-20 20:01

Miasto ogłosiło konkurs na projekt oceanarium we wrocławskim ogrodzie zoologicznym. - Będzie to pierwsze na świecie oceanarium tematyczne poświęcone tylko i wyłącznie Afryce - zapowiada Radosław Ratajszczak, dyrektor Miejskiego Ogrodu Zoologicznego we Wrocławiu.
Nowe afrikarium ma powstać w niezabytkowej części zoo na powierzchni około 19 tys. mkw. Sam obiekt będzie nie większy niż 12 tys. mkw. Ma on się znajdować częściowo pod ziemią.

- Koncepcja tematycznego oceanarium poświęconego tylko Afryce jest moim pomysłem - mówi Ratajszczak. - W Afryce występuje bardzo dużo ciekawych gatunków, niespotykanych nigdzie indziej. Nie zdecydowaliśmy się też np. na americarium, bo nie występują tam tak duże i interesujące zwierzęta, jak na kontynencie afrykańskim.

Zwiedzający będą mogli podziwiać ekspozycję m.in. z Morza Czerwonego z fragmentem rafy koralowej, a także wielkich akwenów. Brzegi basenów będą imitować wybrzeża afrykańskich rzek i jezior.

- Afryka jest unikatowa pod względem rzek. Dwie z nich, Nil i Kongo, są miejscami zamieszkiwanymi przez ogromną liczbę zwierząt, które żyją tylko tam. Podobnie jak afrykańskie jeziora Malawi i Tanganika. Są one tyglami ewolucji, czyli takimi miejscami, w których żyją określone gatunki niewystępujące nigdzie indziej na świecie. W naszym afrikarium zwiedzający będą mogli je zobaczyć.

W afrikarium, z tunelu poprowadzonego pod wodą, będzie można oglądać rekiny, hipopotamy, a także uchatki i afrykańskie pingwiny w otoczeniu naturalnej roślinności. W ekspozycji rzeki Kongo będzie można chodzić obok krokodyli i tropikalnej flory równikowej. Korytarzem w formie wnętrza wraku statku osadzonego na skałach odwiedzający będą mogli przejść na platformy widokowe. W pobliżu znajdzie się też restauracja na 150 osób, z której będzie można obserwować zwierzęta.

Afrikarium będzie mogło zwiedzać jednocześnie 1500 osób. Jego budowa ma kosztować nie więcej niż 120 mln zł. Miasto sfinansuje 30 proc. inwestycji, resztę przekaże Unia Europejska. Do 21 marca 2008 roku architekci mają czas na przesłanie gotowych projektów. Nagroda dla najlepszego wynosi 35 tys. zł. Ratajszczak: - W ciągu dwóch tygodni od tej daty ogłosimy wyniki. Wtedy zacznie się procedura przetargowa, potem budowa obiektu. Planujemy, że pierwsi odwiedzający przyjdą do nas na przełomie 2011 i 2012 roku.

Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław

http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,4690860.html

całkiem całkiem fotomontaż

Pewnie, ze tak. Przecierz kazdy wie, ze rekiny nie zyja pod mostami.

Jak śledzić pingwiny?

Problem śledzenia tysięcy niemal identycznych pingwinów jest coraz bliższy rozwiązania. Badacze z Wielkiej Brytanii opracowali system biometryczny, który analizuje umaszczenie ptaków i pozwala analizować ich poczynania.

Naukowcy z Bristol University są przekonani, że ich system rozpoznawania pingwinów pozwoli więcej dowiedzieć się o tych ptakach, a może nawet rozwikłać zagadkę, ile one żyją. Ten sam system może pomóc śledzić inne gatunki, np. gepardy czy rekiny - podaje portal BBC.

- Do tej pory śledzenie pingwinów było możliwe tylko dzięki metalowym obrączkom z numerem - przekonuje prof. fizyki Peter Barham. Aby je odczytać, trzeba było pingwiny łapać. Jest to niewygodne ze względu na liczebność populacji pingwinów.

Wynalazek naukowców pozwala na komputerowe wykrywanie charakterystycznych elementów umaszczenia ptaków. W przypadku dorosłych pingwinów afrykańskich są to czarne plamki na piersi o najprawdopodobniej niepowtarzalnym układzie.

- Postawiliśmy aparat fotograficzny w miejscu, gdzie spacerowały pingwiny. Każda fotografia trafiała do komputera - wyjaśnił Barham. Analizowano 20-tysięczną populację pingwinów afrykańskich na wyspie Rodden u wybrzeży Republiki Południowej Afryki.

System rozpoznawał każdego ptaka po plamkach i zapisywał jego numer, czas oraz miejsce. - Oznacza to, że możemy śledzić pingwiny na wolności w czasie rzeczywistym - podkreśla Barham.

- Nasza technologia pozwoli biologom śledzić wiele gatunków w tani, szybki i automatyczny sposób - przekonuje.

Źródło

Jeżeli jest takie konkretne, to dlaczego zamknięto (w ogóle albo dopiero
teraz) napisy.pl (wątpliwości czy tłumaczenie filmów to przestępstwo - tu
są zdania podzielone


Moim zdaniem nie. Skoro rozpowszechnai sienapisy - własną wersjęścieżki
językowej to ona powinna podlegać ochronei rpaw autorskich, a nei łamie
innych. Czy jeśli zaśpiewam karaoke i będę rozpowszechniał, ale bez muzyki,
to znaczy że naruszyłem prawa autorskei oryginalnego wykonawcy? Przecież
będzie jasno napsiane śpiewa Andrzej Dabrowski, a nie Bono. Najwyżej można
zastanawiać się nad uzyciem tekstu piosenki, ale czy ktoś ściga kluby
karaoke? Albo zespoły które interpretują piosenki innych wykonawców?

| tzreba dać narzędzia, powołać komórki i dac jasne przepisy i wykładnie,
| co jest a co nei jest przekroczeniem prawa.

A kto to ma dawać. Łatwo powiedzieć, właśnie sądy są od interpretacji a
nie urzędnicy czy funkcjonariusze. Tak działa państwo praworządne.
Druga instytucja to ustawodawca, tyle że tego nie interesują przypadki
zwykłych ludzi (kwestia opodatkowania licencji była w zawieszeniu dwa
lata, a to była prosta decyzja podatkujemy lub nie, i na oba warianty była
zgoda)
A ty chcesz aby ktoś wiarygodnie i na bieżąco  podejmował osądy?


To że mamy rządządzych do d... to nie znaczy że zwalnia się ich z
odpowiedzialności za to co i jak robią. Ucznia też nie zwalnia się z
kartkówki bo ejst mało zdolny i pewnie materiał za trudny dla niego - uczeń
ma sienauczyć i każdy ma te same wymagania. (dodam, zanim nauczyciele się
oburzą, że czasem na ocenę ma wpływ zaangażowanie, oraz tzw. postępy w
nauce, ale nikt nei zwalnai z nauczenia się partii materiału bo uczeń "mneij
zdolny").

| Na ulica jak dam komuś w zęby to wiadomo złamałem prawo, ale w
A jak tylko oddałeś to kto


Ten kto pierwszy uderzył - prawo jest jasne. Nie ma mowy o sprowokowaniu -
obelgi można skarżyć, a nei od razu bić.

Proszę nie udowadniaj na podstawie kilku przypadków poprawności całego
systemu. Indukcja nawet w teorii nie zawsze jest poprawna, a w życiu jej
skuteczność równa jest demagogii. O ile wiem to takie przypadki są
wyłapywane i karane. Niech zaczną sprawdzanie od urzędów, ale wtedy
musieliby sami płacić.


To jest problem, bo wydział policji do ścigania przestępstw komputerowych
sam "chodził na piratach".
Potem sąd miał problem, bo z punktu widzenia prawa dowody zdobyte z
naruszeniem prawa tracą moc i jak tu karać ludzi mających nielegalne
oprogramowanie, skoro to czy jest legalne ustalano neilegalnym
oprogramowaniem:)

I znowu drobny problem. Właśnie przyjęto zasadę że każda wartość ma swego
właściciela i urzędy się czepiają darmowego oprogramowania.


Dokładnie, a czepiajasię nawet zapłaconego bez płyty.

 tak ogólnie to mam wrażenie że prawo chętnie łapie porządnych obywateli,
którym się nieco noga podwinęła , natomiast jest bezradne wobec osób
świadomie działającym wbrew prawu.


Raczej łapią płotki, bo rekiny dalej żerują. Czy tak trudno pójść na giełdę
i znaleźć ludzi którzy sprzedją pirackie oprogramwoanie i z tego żyją? Wg.
policji prościej jest udawać listonosza, wypytywac sąsiadów, dowiadywać
sięod operatorów osiedlowej sieci komputerowej i na tej podstawie ustalić że
na pewno ktoś ma komputer, a potem iśc do prokuratora i zawiadomić o
podejrzeniu występowania zjawisk posiadajacych znamiona czynu zabronionego
(bo skoro masz komputer to kradniesz!!!)  i z nakazem władować się komuś do
mieszkania i sprawdzić czy nei ma pirackich płyt. Znacznei latwiej niż pojść
na giełde (nie trzeba nakazu) i zapytac Pana na stoisku czy te płyty są
legalne...

Andrzej Dąbrowski


Hej,
ciekawy temat dla osob nurkujących, jak tez dla tych których "lepsza połowa" nie nura...może sobie pooglądać z powierzchni

Post Doroty i Wojtka:
Oto kilka słów na temat bardzo popularnego w rejonie Hurghady miejsca, a właściwie miejsc, nie tylko nurkowych...

-Wyspy Giftun (Park Narodowy), to drugie pod względem wielkości wyspy na Morzu Czerwonym - wyprzedza je tylko wyspa Shedwan (pomiędzy tą wyspą a Synajem położone jest wrakowisko Abu Nuhas i nieco dalej wrak Thistlegorm.

-Wyspy te, są trzecimi najwyższymi wyspami na M.Czerwonym po wspomnianej wyspie Shedwan i dalekim Zabargadzie.

-Powierzchnia wyspy Duży Giftun to 14km kw., szerokość dochodzi do 3km, a długość do blisko 5km. Długość lini brzegowej to ponad 24km.

-Pod powierzchnią wody spotykamy tu dwa niezwykle ważne eco-systemy: koralowy i trawę morską.

-W rejonie wysp występuje aż 196 typów korali twardych, które reprezentują 80% różnorodnych gatunków żyjących w M.Czerwonym.

-W omawianym rejonie żyją aż 794 gatunki ryb, co stanowi 65% gatunków występujących w M.Czerwonym.

-Wszystkie z sześciu gatunków traw morskich wystepujących w M.Czerwonym - można znaleźć w rejonie wysp Giftun.

-Na Giftunie żyją dwa zagrożone gatunki ptaków: rybołów i mewa białooka.

-Pięć wystepujących w M.Czerwonym żółwi, zamieszkuje rejon Giftunu.

-Na Giftunie mają swoje gniazda żółwie "Hawksbill" (nie wiemy jak się ten żółw nazywa po polsku...)

-Od wielu lat w rejonie wysp, spotyka się rekiny wielorybie.

-Wyspy Giftun, tak naprawdę składają sie z trzech, a nie jak powszechnie się uważa dwóch wysp: Mały i Duży Giftun oraz położona na zachód od Dużego Giftunu wysepka Abu Monkar (Abu Minkar). Szacuje się, że wiek tych wysp to 33 miliony lat.

-Przyglądając się uważnie pionowym ścianom Giftunów - można zaobserwować wiele warstw geologicznych - ich skomplikowane wzajemne położenie, ma świadczyć o charakterze powstawania wysp - które pojawiły się w wyniku silnych ruchów tektonicznych.

-Miejsca nurkowe w rejonie Wysp - to 31% nurkowisk w rejonie Hurghady.

-Oficjalne statystyki mówią o 187512 gościach, którzy odwiedzili rejon Wysp w 2003 roku. W tym samym roku rejon całego Morza Czerwonego odwiedziło 593459 gości (jest to ilość osób, która w jakikolwiek sposób włączyła w swój pobyt w Egipcie wypoczynek nad M.Czerwonym.

-W latach 2001-2003 wyspy "wygenerowały" dochód w wysokości 5mln L.E. , które to pieniądze zasiliły kasę Funduszu Ochrony Środowiska.

-Działalność w rejonie Wysp spowodowała w tym czasie dochód w wysokości 107mln dolarów amerykańskich, które wpłynęły do kas "Gubernatorstwa" M.Czerwonego.

...a tak całkiem z boku:
z naszych obserwacji wynika, że co roku rośnie ilość osób, która na wiele sposobów niszczy życie w rejonie Wysp - najbardziej niebezpieczni dla Parku Narodowego są pływający po powierzchni i... nurkowie.

 Zdziwiony, zaraz Ci odpowiem, tylko przełknę tego kotleta schabowego... Już. Nie wiem, czemu inni ludzie jedzą mięso. Ja jem dlatego, że jest smaczniejsze od trawy. Nawet ci, którzy są wegetarianami, jedzą kotlety sojowe, hamburgery warzywne i bezmięsne hot dogi, potwierdzając w ten sposób ten fakt. Dziecko, które nie jadłoby mięsa, będzie miało poważne problemy ze zdrowiem. W USA sądy skazywały już rodziców za znęcanie się nad dziećmi, w taki sposób, że karmiły je tylko roślinkami. Dzieci miały duże problemy ze zdrowiem i nie rozwijały się prawidłowo.

Demony w świniach... Żydzi nie mogli jeść wieprzowiny, było to niezgodne z prawem. Dlaczego więc hodowali świnie? Mleka to nie daje, wełny też... Czyżby łamali prawo? Była to lekcja dana przez Jezusa, przypomnienie, że wieprzowina jest zakazana. Nawiasem mówiąc, gdyby wprowadzić Twoje przekonania w życie, skazalibyśmy biedne świnki na wymarcie. Może kilka ogrodów zoologicznych by miało po parce... ale co to za życie? Nawet dla świni? Nikt by ich nie hodował dla zabawy, a na wolności by nie przeżyły roku.

Niezbywalne prawo do życia dla zwierząt? Hehehe... a co zrobić z tymi zwierzątkami, co sałaty się nie chwycą? Te lwy, tygrysy rekiny i inne sowy? Przecież one też zabijają, żeby przeżyć... albo musielibyśmy je wytępić, albo musimy się pogodzić z faktem, że jedne zwierzęta żyją dzięki innym zwierzętom.

A co Bóg na to wszystko? Zobaczmy:

Rdz 9,2-3: Wszelkie zaś zwierzę na ziemi i wszelkie ptactwo powietrzne niechaj się was boi i lęka. Wszystko, co się porusza na ziemi i wszystkie ryby morskie zostały oddane wam we władanie. Wszystko, co się porusza i żyje, jest przeznaczone dla was na pokarm, tak jak rośliny zielone, daję wam wszystko.

Wj 12,8: I tej samej nocy spożyją mięso pieczone w ogniu, spożyją je z chlebem niekwaszonym i gorzkimi ziołami.

Kpł 8,31: Potem powiedział Mojżesz do Aarona i do jego synów: Ugotujcie mięso przy wejściu do Namiotu Spotkania. Tam jedzcie je z chlebem, który jest w koszu ofiary wprowadzenia w czynności kapłańskie. Tak mi nakazano w słowach: Aaron i jego synowie będą je jedli.

Dz 11,7-10: Usłyszałem też głos, który mówił do mnie: "Zabijaj, Piotrze, i jedz!" Odpowiedziałem: "O nie, Panie, bo nigdy nie wziąłem do ust niczego skażonego lub nieczystego" Ale głos z nieba odezwał się po raz drugi: "Nie nazywaj nieczystym tego, co Bóg oczyścił".

Przykłady można mnożyć. Jak sam widzisz, zakaz zabijania zwierząt byłby nielogiczny, czy to patrząc na to w sposób naturalny, czy też przez pryzmat nakazów Pańskich. Co do znaczenia posiłku z Księgi Wyjścia i przyczyny oznaczenia drzwi krwią, przeczytaj tekst pt. "Czwarty Kielich" pomoże Ci to zrozumieć. Zresztą sam pomyśl... jakby Bóg nie chciał, żebyśmy jedli zwierzęta, nie zrobiłby ich z mięsa ;). Pozdrawiam.

23 stycznia 2005 godz.:3:38 host:216.127.78.98

Oceanarium we Wrocławiu?

Katarzyna Lubiniecka 2007-04-12, ostatnia aktualizacja 2007-04-12 19:43

Władze miasta wspólnie z dyrektorem wrocławskiego zoo Radosławem Ratajszczakiem chciałyby stworzyć we Wrocławiu oceanarium.
Byłoby to pierwsze tak duże i nowoczesne oceanarium w krajach byłego bloku komunistycznego. Kilkanaście zbiorników słono- i słodkowodnych wypełnią miliony litrów wody. Zamieszkają w nich tysiące ryb i innych gatunków zwierząt, które będzie można oglądać, spacerując ponadkilometrowymi korytarzami pod i nad wodą.

- Na razie jesteśmy na etapie wstępnego badania tematu - mówi Rafał Guzowski, dyrektor departamentu infrastruktury i gospodarki Urzędu Miejskiego we Wrocławiu.

Koncepcję naukową obiektu stworzył dyrektor Ratajszczak. Motywem przewodnim ma być hasło "Życiodajne wody Afryki". - Zwiedzając oceanarium, odbędziemy podróż po całej Afryce - opowiada dyrektor zoo. - Na początku będą ekspozycje poświęcone plażom Egiptu. W nich ujrzymy życie rafy koralowej. Oczywiście będzie to podglądanie jej od środka dzięki szklanym tunelom, którymi przemieszczać się mają zwiedzający.

Potem Nil, a w nim pływające hipopotamy. - To będzie niezapomniane przeżycie - zapewnia dyrektor. - Te na lądzie ciężkie i mało sprawne zwierzęta w wodzie pływają z wielką gracją.

Następna ekspozycja pokazywać ma rośliny i zwierzęta Wielkich Jezior Afrykańskich. Zwłaszcza ryby, których w tych jeziorach żyją miliony.

Po jeziorach przejdziemy do południowych wybrzeży Czarnego Lądu. A tam czekać na nas będą uchatki, czyli kotiki afrykańskie, pingwiny i rekiny. A na koniec krokodyle i inne gatunki zamieszkujące rzekę Kongo.

- Oceanarium tak pomyślanego nie ma w całej Europie - przekonuje dyrektor Ratajszczak. Najbliższe podobne placówki są w Holandii. - Na przykład w Rotterdamie jest prezentowana ekspozycja pomyślana jako przegląd gatunków zamieszkujących regiony od północy do południa wzdłuż kontynentów - mówi dyrektor.

Holenderskie obiekty oglądali już pracownicy urzędu miasta, którzy będą opracowywać projekt oceanarium we Wrocławiu. - Na razie nie wiemy jeszcze, czy miałby to być obiekt miejski, czy na zasadzie partnerstwa prywatno-publicznego, podobnie jak w aquaparku - mówi dyrektor Guzowski. - Nie wiemy nawet, czy miałby działać w ramach zoo czy jako oddzielny obiekt. W maju chcielibyśmy nasze propozycje przekazać prezydentowi Wrocławia Rafałowi Dutkiewiczowi. Mamy nadzieję, że mu się spodobają.

Koszt przedsięwzięcia dyrektor Guzowski szacuje na 60-80 mln zł. Na utrzymanie byłyby przeznaczane m.in. pieniądze, za które dziś utrzymuje się ogrodowe akwarium (zostałoby zlikwidowane).

Oceanarium powstać ma na terenie zoo albo na fragmencie terenu po dawnym stadionie Ślęzy. Teraz należy on do prywatnego inwestora, ale miasto wciąż ma nadzieję na jego odzyskanie.

Pierwszy projekt oceanarium we wrocławskim zoo zgłosił rok temu Jarosław Zajączkowski, weterynarz, płetwonurek oraz niedoszły szef wrocławskiego ogrodu. Jednak jego koncepcja nie była tak dopracowana i szczegółowa, jak obecna.

Gazeta Wyborcza

Trochę Afryki nad Odrą

Już za cztery lata zostanie otwarte we wrocławskim zoo najnowocześniejsze oceanarium w Polsce
Rekiny nad głową i pod nogami. Trzeba uważać, żeby nie kopnąć w nos krokodyla nilowego. Pingwiny i foki. Ryby oglądane z wnętrza rozbitego u wybrzeży Namibii statku...

To nie czwarta – afrykańska – część „Piratów z Karaibów”, ale afrykarium, które będzie można zwiedzać we wrocławskim ogrodzie zoologicznym już za cztery lata. Zajmie prawie półtora hektara na środku ogrodu. Nie będzie to zwykłe oceanarium ze zwierzętami występującymi w słodkich i słonych wodach Afryki i u jej wybrzeży. Będzie też można zobaczyć inne stworzenia, które żyją na Czarnym Lądzie.

Jest wiele oceanariów na świecie, ale takiej koncepcji jeszcze nikt nie stworzył – podkreśla Radosław Ratajszczak, dyrektor wrocławskiego zoo. I opowiada: będzie rafa koralowa, taka jak w Morzu Czerwonym. Rekiny z Kanału Mozambickiego, pingwiny i foki uchatki, które też żyją u wybrzeży Afryki.
Ogromne, kolorowe ryby z jezior Tanganika i Malawi będzie można oglądać po wejściu do szkieletu jednego ze statków przypominających takie, których pełno u wybrzeży Namibii. Po raz pierwszy będzie można zobaczyć pływające z syrenim wdziękiem hipopotamy. A potem fragment sawanny z jej antylopami i dżungli z gorylami. Chodzi o to, żeby zobaczyć całą Afrykę. Powinno to zająć zwiedzającym nie mniej niż dwie godziny.

Akryl na widoki

Rekiny będą przemykały nad głowami, a krokodyle leżały u stóp – zapewnia dyrektor Ratajszczak. – Wszystko dzięki tunelom akrylowym. To wstępny pomysł, ale będzie nam zależało na wybudowaniu bardzo nowoczesnej ekspozycji – twierdzi.
Czyli takiej, żeby człowiek miał złudzenie, że je podgląda w naturalnym środowisku. A nie, że odwiedza smutnych więźniów.
Afrykarium ma powstać w ciągu niecałych dwóch lat. Może kosztować nawet 30 milionów euro. Miasto zamierza starać się o pieniądze z unijnej kasy.
Co roku zoo chce budować lub modernizować nawet cztery wybiegi. Władze miasta twierdzą, że to realna wizja i nie zabraknie na to pieniędzy. Teraz w zoo trwają prace nad rozbudową ekspozycji fauny Ameryki Południowej. Likwidowane są grządki, na których rosły do tej pory warzywa dla zwierząt (teraz będą kupowane). Niebawem do kapibar, strusi nandu i guanako dołączą wilki grzywiaste, alpaki i tapiry. Po przebudowie krokodylarni wprowadzą się do niej hipopotamy karłowate, które teraz cisną się u słoni. Na zmodernizowanym wybiegu wilków pojawią się już na przełomie października i listopada niedźwiedzie. Razem z więzionym przez kilka lat misiem Mago. Żyrafy opuszczą prawą część zoo, a tam pojawią się nosorożce pancerne.
– Zamiast klatek, prętów i siatek wszędzie będą fosy i dyskretne pastuchy elektryczne – opowiada Ratajszczak. Nowoczesnego wybiegu doczekały się już lemury. Kosztował 15 tys. zł.

Stajnia krasnoludków

Za rok foki będą miały basen z filtrowaną wodą. Zwiedzający będą mogli je oglądać przez szklaną ścianę. O wyznaczonej godzinie będzie można zobaczyć, jak wyskakują z wody, karmione przez opiekuna rybami.
Oprócz nosorożców pancernych i goryli zoo sprowadzi też nowe rumaki dla wrocławskich krasnali. Będą to półtorakilogramowe azjatyckie jelenie kanczyle, nieco mniejsze od królika, więc w sam raz pod siodło dla skrzatów. •



Zoo w liczbach
5 lat
tyle powinna trwać
przebudowa zoo

33 hektary
powierzchnia
wrocławskiego ogrodu

11 hektarów
– zajmują budynki, drogi i wybiegi dla zwierząt.

132
tyle osób pracuje w zoo

2007
pod koniec tego roku powstanie parking dla autokarów po drugiej stronie Odry, naprzeciwko kładki, którą można dojść do ogrodu. Chodzi o to, by nie musiały jeździć przez pl. Grunwaldzki.
Drugi parking ma powstać na stadionie Ślęzy.

Anna Gabińska - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska

http://wroclaw.naszemiasto.pl/wydarzenia/746477.html

Miasto chce budować oceanarium

Władze miasta wspólnie z dyrektorem wrocławskiego zoo Radosławem Ratajszczakiem chciałyby stworzyć we Wrocławiu oceanarium.

Byłoby to pierwsze tak duże i nowoczesne oceanarium w krajach byłego bloku komunistycznego. Kilkanaście zbiorników słono- i słodkowodnych wypełnią miliony litrów wody. Zamieszkają w nich tysiące ryb i innych gatunków zwierząt, które będzie można oglądać, spacerując ponadkilometrowymi korytarzami pod i nad wodą.

- Na razie jesteśmy na etapie wstępnego badania tematu - mówi Rafał Guzowski, dyrektor departamentu infrastruktury i gospodarki Urzędu Miejskiego we Wrocławiu.

Koncepcję naukową obiektu stworzył dyrektor Ratajszczak. Motywem przewodnim ma być hasło "Życiodajne wody Afryki". - Zwiedzając oceanarium, odbędziemy podróż po całej Afryce - opowiada dyrektor zoo. - Na początku będą ekspozycje poświęcone plażom Egiptu. W nich ujrzymy życie rafy koralowej. Oczywiście będzie to podglądanie jej od środka dzięki szklanym tunelom, którymi przemieszczać się mają zwiedzający.

Potem Nil, a w nim pływające hipopotamy. - To będzie niezapomniane przeżycie - zapewnia dyrektor. - Te na lądzie ciężkie i mało sprawne zwierzęta w wodzie pływają z wielką gracją.

Następna ekspozycja pokazywać ma rośliny i zwierzęta Wielkich Jezior Afrykańskich. Zwłaszcza ryby, których w tych jeziorach żyją miliony.

Po jeziorach przejdziemy do południowych wybrzeży Czarnego Lądu. A tam czekać na nas będą uchatki, czyli kotiki afrykańskie, pingwiny i rekiny. A na koniec krokodyle i inne gatunki zamieszkujące rzekę Kongo.

- Oceanarium tak pomyślanego nie ma w całej Europie - przekonuje dyrektor Ratajszczak. Najbliższe podobne placówki są w Holandii. - Na przykład w Rotterdamie jest prezentowana ekspozycja pomyślana jako przegląd gatunków zamieszkujących regiony od północy do południa wzdłuż kontynentów - mówi dyrektor.

Holenderskie obiekty oglądali już pracownicy urzędu miasta, którzy będą opracowywać projekt oceanarium we Wrocławiu. - Na razie nie wiemy jeszcze, czy miałby to być obiekt miejski, czy na zasadzie partnerstwa prywatno-publicznego, podobnie jak w aquaparku - mówi dyrektor Guzowski. - Nie wiemy nawet, czy miałby działać w ramach zoo czy jako oddzielny obiekt. W maju chcielibyśmy nasze propozycje przekazać prezydentowi Wrocławia Rafałowi Dutkiewiczowi. Mamy nadzieję, że mu się spodobają.

Koszt przedsięwzięcia dyrektor Guzowski szacuje na 60-80 mln zł. Na utrzymanie byłyby przeznaczane m.in. pieniądze, za które dziś utrzymuje się ogrodowe akwarium (zostałoby zlikwidowane).

Oceanarium powstać ma na terenie zoo albo na fragmencie terenu po dawnym stadionie Ślęzy. Teraz należy on do prywatnego inwestora, ale miasto wciąż ma nadzieję na jego odzyskanie.

Pierwszy projekt oceanarium we wrocławskim zoo zgłosił rok temu Jarosław Zajączkowski, weterynarz, płetwonurek oraz niedoszły szef wrocławskiego ogrodu. Jednak jego koncepcja nie była tak dopracowana i szczegółowa, jak obecna.

http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,4055435.html

Zanurkuj razem z fokami

Ryszard Żabiński
2008-12-22 23:33:14, aktualizacja: 2008-12-22 23:33:14

Lepiej mieć mniej zwierząt, ale za to w warunkach, które jak najbardziej przypominają ich naturalne środowisko. Dzięki temu one czują się lepiej, a my mamy co oglądać. Piszemy o przyszłości wrocławskiego zoo.

Podróż po Afryce rozpoczynamy od raf koralowych Morza Czerwonego. Potem przez basen z hipopotamami (pod wodą porusza się z wielką gracją) docieramy do części zamieszkanej przez ryby ze słodkowodnych jezior Malawi i Tanganika. Dalej ścieżka poprowadzi nas w głębiny Kanału Mozambickiego, gdzie pływają rekiny, płaszczki i inne duże ryby. Będziemy je podziwiać z podwodnego, przezroczystego, akrylowego tunelu.

Wszystkie te cuda zobaczymy w pierwszym w Polsce afrykarium, które zostanie zbudowane we wrocławskim ogrodzie zoologicznym.
- Afrykarium to bardzo skomplikowane przedsięwzięcie, nikt jeszcze czegoś takiego nie budował - mówi Radosław Ratajszczak, dyrektor zoo. - Samo wykonanie projektu zajmie około roku. Musimy więc na tę inwestycję poczekać co najmniej kilka lat. Afrykarium jest krokiem w przyszłość dla zoo. Nie chodzi tu jednak o nowatorskie rozwiązania architektoniczne. Liczy się pomysł, który polega na oglądaniu zwierząt w takim środowisku, z którego pochodzą.

Zdaniem Ratajszczaka, czasy, w których zwiedzający patrzyli na znudzone zwierzęta, ziewające w pustych i za ciasnych klatkach już minęły. Teraz trzeba pokazywać starannie dobrane okazy w środowisku zbliżonym do ich naturalnego. Niektóre zmiany w tym kierunku zauważymy już w przyszłym roku - będzie można zajrzeć do miejsca, gdzie przeniosą się wszyscy przedstawiciele fauny Madagaskaru - na tej wyspie żyje wiele unikalnych gatunków, których nie spotkamy w żadnym innym miejscu na ziemi. Również zwierzęta pustynne zmienią swój dom, pojawi się też pawilon, w którym przyjrzymy się życiu nocnemu niektórych gatunków oraz fokarium - to ostatnie już na wiosnę przyszłego roku.

Fokarium stanie w tym samym miejscu, gdzie znajduje się dotychczasowy basen dla fok. Basen zostanie znacznie pogłębiony i powiększony, a jego przednią ścianę zastąpi gruba szyba. Zwiedzający będą schodzić w dół, a schodki mają być ustawione amfiteatralnie, tak, aby umożliwić obserwację z wielu miejsc tego, co dzieje się w fokarium. Budowa basenu już trwa - na czas robót jedyna we wrocławskim zoo foka została przeniesiona do basenu sąsiadującego z basenem hipopotamów.

- Ogród zoologiczny XXI wieku musi realizować takie cele: ochrona ginących gatunków, dydaktyka i badania naukowe - wylicza Radosław Ratajszczak. - Ogrody, które nie spełniają tych funkcji, nie mają dziś racji bytu.

Szefowie ogrodów XXI wieku muszą też myśleć o pieniądzach. Wrocławski ogród, podobnie jak inne w Polsce i na świecie, jest dotowany. Ale musi też zarabiać na sprzedaży biletów. Niewykluczone więc, że ich ceny niedługo wzrosną. I nie powinno to dziwić.

Teraz osoba dorosła przy wejściu do wrocławskiego ogrodu płaci 12 złotych, a dziecko 6 złotych. W prywatnych terrariach czy w safari w Polsce, gdzie zwierząt jest nieporównanie mniej, bilety kosztują: dla dorosłych 22-25 złotych, a dla dzieci - 16-20 złotych. Żeby jednak ludzie zaakceptowali wyższe ceny, muszą mieć ciekawą i stale uatrakcyjnianą ofertę.

Dlatego dla rozrywki zwiedzających, rozrywkę trzeba zapewniać także zwierzętom. Już teraz ogromną popularnością cieszy się wybieg pawianów, które żyją w dużej grupie, wspinają się na skały i drzewa, ścigają, walczą i wspólnie bawią. Jest co oglądać.

Więcej będzie się więc działo na wybiegach innych zwierząt. Oczywiście bez przesady - zmuszanie słonia, aby, niczym w cyrku, stanął na tylnych nogach to dla niego tylko i wyłącznie stres. Co innego natomiast np. schować marchewkę głęboko w pniu drzewa i patrzeć z jak niezwykłą zręcznością ten kolos dobiera się do pokarmu. Podobnie, stanie nad basenem z brudną wodą i wypatrywanie, gdzie foka wynurzy na chwilę łeb, nie ma większego sensu - szybko się nudzi.

To się zmieni, gdy powstanie fokarium - we wrocławskim zoo będzie można podglądać np. karmienie zwierząt.
- Pielęgniarz, który się nimi zajmie, będzie też opowiadać zwiedzającym o ich zwyczajach - dodaje Ratajszczak.


Dziś stoimy nad basenem z mętną wodą, czekając aż foka wynurzy z niej łeb. Za kilka lat będziemy podglądać, jak baraszkuje pod powierzchnią (Š Wizualizacja inwestora)

http://polskatimes.pl/gazetawroclawska/ ... ,id,t.html


<<pod mapą widnieje szerokie pismo kartografa: Azmar>>

Wyspy Elfów są najdalej wysuniętym na południe skrawkiem ziemii odkrytym przez Imperium. Od stałego lądu dzieli je zaledwie 740 staj, ale trudne warunki podróży i częste zmiany pogody nie przyciągają wielu statków w te okolice.
Archipelag składa się z ośmiu wysp, zamieszkałych głównie przez elfów i zwierzęta leśne, takie jak dziki, wilki i jelenie. Ponadto w wodzie poza karpiami i śledziami żyją także stworzenia, które wszędzie indziej mogłyby uchodzić za legendę. Między wyspami urządzane są polowania na węże morskie, olbrzymie kałamarnice czy podwodne monstra.
Jest to największe skupisko elfów, które w tych okolicach nazywa się "księżycowymi" lub "morskimi". Wgłąb kontynentu udają sięna małych łodziach w górę rzek.

Vhenfalas - Morze Końca.
Największa i najgłębsza część Wszechoceanu, rozciągająca się od Wschodnich Puszcz po Równinę Wschodzącego Słońca. Żyją w niej dorsze, karpy, śledzie, żółwie morskie, podwodne monstra, wieloryby, rekiny i płaszczki.
1 - Khelak ("Okrętowo").
Miasto doskonale znane orkom i nieumarłym, bowiem wszystkie oddziały elfów wyruszających na wojnę noszą jego herb - srebrny żagiel. Poza wielką stocznią można tu znaleźć wiele warsztatów łuczarzy, kowali i garbarzy. Miejscowi zajmują się także polowaniem, drwalnictwem i rybactwem.
2 - Quand Goth.
Święte miasto, dostępne jedynie dla najwyżej urodzonych Elfów. Nigdy oko śmiertelnika nie ujrzało choćby kawałka muru, ale z opowiadań i legend można wiele się domyślić. Od wieków cytadelą rządzą Elfowie z rodu Srebrnego Żagla, którzy stąd wydają rozkazy docierające na każdy kraniec kontynetu. Wewnątrz miałaby się znajdować świątynia natury i elitarna szkoła dla elfich magów. Niektórzy mówią nawet, że wszystkie najcenniejsze wyroby minionych lat leżą odłogiem w tutejszym skarbcu. Jako warownia Quand Goth jest praktycznie nie do zdobycia.
3 - Ethel Io (Centralna wyspa).
Największa w archipelagu, w całości porośnięta gęstym lasem bukowym. Na północy wznosi się największa latarnia morska na kontynecie, widoczna aż ze szczytów Gór Węglowych, a na południowym-wschodzie piętrzą się niskie góry, z potężnie rozbudowaną siecią jaskiń. Mieszkają w nich trolle. W samym centrum wyspy, a zarazem archipelagu, zbudowane jest Święte Miasto.
4 - Lothis Io (Wyspa Księżyca).
Skrawek lądu w kształcie nowiu, porośnięty lasem dębowym. Mieszczą się na nim ruiny dawnej stolicy Imperium, przed wielkim trzęsieniem, które znacznie zmieniło podział krain i mórz. Możliwe, że głęboko pod ziemią zakopane są tu niezłe bogactwa.
5 - Qos Ioe (Południowa ziemia).
...z Górami Nieboskłonu. Tylko elfowie wiedzą, co leży za nią. Żeglugę dalej utrudniają góry lodowe i potwory morskie.
6 - Pekkta.
Wyspa porośnięta gęstą puszczą, na zachodnim wybrzeżu elfowie zbudowali miasto. Niektórzy z czubków drzew potrafią ujrzeć z tego miejsca Wschodnie Puszcze.
7 - Hyawa Io (Wyspa-Przystań).
Północna część archipelagu, zamieszkują ją również ludzie, którzy uratowali się z tonących okrętów. Raj dla myśliwych...
8 - Kyand Io ("Ścięta wyspa").
Wyspa na wpół porośnięta puszczą, główny ośrodek szkoleń elfich wojowników.
9 - Yk'noss (Piaszczysta dżungla).
Miasto składające się z kilku chat rybackich i domów myśliwych, pod względem liczebności drugie z miast elfów.[/list]

MAŁGORZATA

Pochodzenie:
Pochodzenie: greckie
Znaczenie imienia: "perła"
Liczba dla imienia: 6
Znak zodiaku: Rak
Planeta: Księżyc
Imieniny obchodzi:
18 Stycznia, 22 Lutego, 16 Maja, 10 Czerwca, 13 Lipca, 20 Lipca, 30 Sierpnia, 17 Października, 16 Listopada, 23 Grudnia

Imię Małgorzata pochodzi od słowa *margarita*, które po łacinie i po grecku znaczyło "perła". Słowo to zresztą, wraz z samymi klejnotami, przybyło w starożytności z Persji, gdyż w Zatoce Perskiej od dawien dawna poławiano perły.

Perły zawsze były przedmiotami magicznymi: w kształcie idealnej kuli lub kropli jak łza, obdarzone tajemniczym blaskiem, wyławiane w groźnych głębinach mórz, gdzie czaiły się rekiny, ośmiornice i inne potwory... Perły były symbolem tego, co najcenniejsze. Jezus w znanej przypowieści przyrównywał swoje nauki do drogocennej perły. Drugi z wielkich założycieli religii, Budda, sam był przez swoich wyznawców nazywany "perłą w kwiecie lotosu", *Mani Padme*. Spośród wielu klejnotów perła jest tym najbardziej kobiecym. Nie jest twarda i ostra jak diament, rubin, kryształ górski, przeciwnie, okrągła, łagodna w dotyku. Powstaje w głębi morza, a więc w żeńskim żywiole wody. Rodzi ją żywa istota, małż perłopław. Swoją postacią perła przypomina Księżyc - planetarnego patrona wód i tego, co żeńskie.

Można się spodziewać, że imię o takim pochodzeniu najlepiej będzie odpowiadało paniom o bardzo kobiecej naturze. Aby to sprawdzić, obliczmy liczbę imienia. Wynosi ona sześć. Szóstka jest liczbą ludzi zrównoważonych, spokojnych, umiejących się przystosować do otoczenia i żyjących w zgodzie i harmonii z naturą. Są wśród szóstek domatorzy i miłośnicy cichego szczęścia w ciepłym kąciku. Czyżby taka była również Małgorzata?

Kobiety podległe wpływom szóstki umieją cierpliwie czekać na swoje przeznaczenie - zupełnie tak, jak perły na dnie morza na swoich poławiaczy. Małgorzaty, jako prawdziwe szóstki, żyją w swoich "intymnych małych światach". Lubią krąg rodziny i najbliższych przyjaciół. Umieją czerpać radość z codziennych kontaktów z ludźmi, z rozmów o wspólnych sprawach, o tym, co się dzieje w najbliższym otoczeniu. Dobrze się znają na kobiecej stronie życia, na wszelkich umiejętnościach właściwym kobietom. Z zamiłowaniem stroją się, malują, przyrządzają sałatki i robią konfitury. Kobiece magazyny są drukowane jakby specjalnie dla nich. Są dobrymi żonami, matkami i paniami domu. Aby jednak Małgorzata w pełni stała się sobą, potrzebuje swojego męskiego dopełnienia, swojego odkrywcy. Dopiero u boku kogoś takiego ujawni wszystkie wrodzone zalety ducha.

Imię Małgorzata najbardziej jest zgodne ze znakiem Raka, jako że ten znak zodiaku, podległy Księżycowi, jest najściślej związany z życiem rodzinnym, z domowym ciepłem oraz z naturalnymi życiowymi rolami kobiet. I znak Raka, i idealna Małgorzata podobnie patrzą na świat. Z pozostałych znaków dla Małgorzaty odpowiednie są te, w których wpływy Księżyca są silne, a więc związany z naturą Byk, zgodna i harmonijna Waga, wrażliwe, uczuciowe Ryby oraz towarzyskie Bliźnięta. Jeżeli imię Małgorzata nadamy dziewczynkom z tych nieco "twardszych" znaków, jak Panna, Lew, Koziorożec lub Wodnik, to pod wpływem swojego imienia harmonijnie rozwiną kobiecą stronę swojego charakteru: będą łagodniejsze i spokojniejsze. Dużej ostrożności wymagają znaki Barana, Skorpiona i Strzelca, gdyż ich energia może rozsadzić "mały świat" Małgorzaty

Trzeba wyzbyć się nie tylko wieczności, bo ją ciągle trzeba poprawiać, ale też długowieczności. Też trzeba dać sobie spokój z ochroną życia poczętego i starczego.
:

Każda cywilizacja ma swój mit o nieśmiertelności. Ale jest tu problem ,nie wystarczy przedłuzyć tylko życie, ale jednocześnie musielibyśmy dodać zywotności naszemu ciału. Inaczej stalibysmy się społeczeństwem zniedołęzniałych starców wymagajacych ciągłej opieki.
Szukając eliksiru młodości zauważono że wśród ssaków istnieje pewna prawidłowość, otóz dojrzałe osobniki osiągaja okreslone graniczne wymiary ciała. Ale są takie gatunki zwierząt dla których nie istnieje ustalona graniczna wielkość organizmu; rekiny, homary , aligatory. Ich organizmy sa w pewnym stopniu nieśmiertelne, procesy starzenia albo nie istnieja , albo sa bardzo spowolnione. Oczywiście to, że nie spotykamy 200 letnich rekinów , czy aligatorów wynika z zagrożeń srodowiska w którym zyją, nawet w ZOO istnieją zewnętrzne zagrożenia typu chorób. Ale organizmy póki co rosna. Skoro jedne organizmy mogą , a drugie nie to oczywiste jest że musi istnieć gen starzenia. Ewolucja nas załatwiła.
Kiedyś pisałem o przyszłości Wszechświata o II zasadzie termodynamiki
o wzroście entropii (nieuporządkowania" w izolowanych układach.
Co do Wszechświata, to oznaczało wypalenie sie gwiazd, spadek temperatury do zera bezwzględnego i mielibysmy Wszechświat umarłych gwiazd , czarnych dziur i zimnych chmur gazu. A jak to przełozyć na nasz organizm. Otóż w naszych ciałach wzrost entropii to utrata informacji. Wiemy że nasze komórki kiedy dzielą się, lub narażone są na działanie niekorzystnych warunków zewnętrznych, powstają wtedy w DNA drobne błędy kumulujace się aż do stanu gdy komórka traci zdolność do samonaprawy oraz normalnego funkcjonowania.A więc starość może być postrzegana jako utrata zdolności naprawiania uszkodzeń na poziomie molekularnym. Wazną koncepcją teorii starości jest teoria utleniania. Tak taki proces utleniania jak rdzewienie żelaza. Z jednej strony utlenianie jest procesem niezbednym dla organizmu . Jest on źródłem energii naszego ciała.Oddychając poprzez pecherzyki płucne wprowadzamy do wszystkich komórek tlen gdzie w reakcji z róznymi zwiazkami powstaje ATP - nośnik energii potrzebnej do pracy mięśni i ruchów ciała. Ale z drugiej strony niekontrolowany proces utleniania wytwarza wolne rodniki które uszkadzają komórki.Co prawda wolne rodniki żyja krótko ale są bardzo agresywne wprost rozrywaja białka , RNA komórek niszcząc ich funkcjonowanie. To jest jednen z punktów widzenia procesu starzenia organizmu.Ale problem jest bardziej skomplikowany. Powyżej wymieniłem okoliczność stymulujacą proces starzenia organizmu.
Ale okazuje się że istnieje bardziej ogólny mechanizm działania. Otóż komórki naszego organizmu mają wbudowany mechanizm samozagłady.W "normalnie działającym" organiźmie działa ten mechanizm wtedy kiedy działać powinien. Jeżeli mechanizm ten działa zbyt sprawnie wtedy nasze komórki umieraja zbyt szybko , wtedy zapadamy na rózne choroby np. osteoporoza , czy artretyzm . Jeżeli mechanizm działa zbyt wolno mozemy zachorowac np. na jedną z postaci raka.
Śmierć komórek jest niezbędną do naszego zycia.Proszę przypomnieć sobie jak wygląda dłoń czy stopa płodu w łonie matki , otóż coś na kształt płetwy. W pewnym momencie czasu część komórek dostaje rozkaz popełnienia samobójstwa w czterech równiutkich rzędach i oto mamy palce a nie płetwy.Taki proces zaprogramowanej śmierci komórek nazywa się apoptozą.

Cytat: A od kiedy miasta Mezopotamii albo Asyrii zasługują na pełne miano miasta? O ile wiem, nie było tam niczego, co moglibyśmy porównywać z budownictwem municypalnym późnośredniowiecznych miast lokacyjnych, tylko po prostu siedziby władców.
Miasta Mezopotamii to trochę inna bajka, choćby dlatego, że istniała tam administracja, urzędnicy, pismo, klarowne prawo, system wspólnego zarządzania terenami, były one znacznie większymi założeniami etc. Dlatego też mówi się o cywilizacji. Czy istniała cywilizacja słowiańska?
Cytat: od kiedy na miano miast zasługują współcześnie lub zasługiwały do niedawna liczne miasta północnej Afryki i Sycylii, pod względem organizacji nie różniące się od starożytnego Biskupina?
Sprecyzuj proszę o jakie miasta ci chodzi - rzymskie, kartagińskie, czy może jakieś wcześniejsze osadnictwo z epoki brązu. Jeżeli chodzi o to ostatnie, to nigdy z pojęciem "miasto" się nie spotkałam.
Miasto słowiańskie nie istniało, przynajmniej do XI-XII w. Spotykałam się tylko z określeniami protomiasto, wczesne miasto, zespół osadniczy. Ty z kolei łatwo szafujesz pojęciem bardzo jednoznacznym.

Cytat: Oni je natomiast naśladowali i powielali machinalnie, po prostu dlatego, że się na nie napatrzyli.
Owszem, ale najpierw musiał te wzorce obejrzeć. Zgodzisz się chyba, że nie każdy rzemieślnik miał dostęp do produktów importowanych, czy "z wyższej półki".

Szokuje mnie twoje jednoznaczne klasyfikowanie wszystkiego, choć nie od dziś wiadomo, że każda typologia i współczesne przyporządkowanie (a już zwłaszcza takie "na czuja"), najprawdopodobniej nijak się ma do rzeczywistości. Jestem zwolenniczką zostawiania pewnego marginesu. Ty z kolei tworzysz teorie i przedstawiasz je jak prawdy objawione. Zapominasz, że archeologia to nie jest odtwarzanie dawnego świata - jedynie jego tworzenie. On powstaje przez nasz pryzmat.

Cytat: Tu jest jeszcze jedna węgorzyca, ale z kolei od góry:
http://www.naszbaltyk.pl/nekton.php

Kiepskie, małe zdjęcie. Musisz szukać lepszych grafik, żeby mnie przekonać.

Cytat: Już nie pamiętam, skąd dowiedziałem się o kosogonach.
Co nie zmienia faktu że nieco przekręcasz - kosogony żyją w Bałtyku - polują, rozmnażają się. Nie trafiają się, zdarzają, tylko właśnie żyją. Populacja to jedno, zapływanie to drugie. Kolejna kwestia, czy kosogon byłby w stanie w Bałtyku wytrzymać z racji czynników takich jak niskie zasolenie, zanieczyszczenie.

Cytat: Z tej strony z kolei wynika, że kosogony stały się rybami oceanicznymi głównie wskutek nieprzemyślanej działalności człowieka
Jakkolwiek, ich obszarem wyjściowym nie było Morze Północne, a tym bardziej Bałtyk.
Nie ma także informacji, czy we wczesnym średniowieczu, pojawiały się u brzegów ziem polskich, czy nie. W materiałach osteologicznych go nie ma (gdyby był, prof. Makowiecki na pewno by go przygwoździł ) - tyle wiadomo.

Artykuły bardzo interesujące. Z tym, że ja nie neguję tego, że kosogony, czy inne rekiny (wieloryby, płaszczki, ośmiornice) mogą się w Bałtyku znaleźć - neguję twoje stwierdzenie, że one tu żyją.

Otrzymałem wpis do księgi gości o jakiegoś wegetarianina. Przytoczę go tu , bo myślę, że jest wart odpowiedzi:

”Czemu niektórzy ludzie w tym chrześcijanie tolerują zabijanie zwierząt, jedzą mięso i uważają że to jest ok? Z powodu tego: "czyńcie Ziemie sobie poddaną"? Czemu Jezus zezwolił na wejście demona w świnie? Co z nimi się potem stało wszyscy wiemy. Ludzie mają niezbywalne prawo do życie - zgadzam się. Ale czemu nie zwierzęta. Po co te krwawe ofiary, krew baranka, mazanie domów krwią . Obrzydliwośc i prymitywizm. To ma byc z nakazu Boga? Być może Bóg istnieje ale nie sądze by to On kazał czynić takie rzeczy.[...]”

Zawsze mnie irytowały osoby nie potrafiące myśleć logicznie. A wegetarianie są własnie takimi ludźmi. Mówię tu o aktywistach. Jeżeli prywatnie ktoś chce sobie stosować jakąś dietę, to jego sprawa. Ale niech nie mówi mnie, co ja mam jeść. A jeżeli do tego zaczyna mi wmawiać, co Bóg uważa, nie znając Jego Słowa, Biblii, to nic dziwnego, że mnie to irytuje. I jak nie rozumie znaczenia takich gestów, jak zaznaczenie drzwi domów krwią baranków, to może wartoby było najpierw poczytać na ten temat, zanim zacznie się nazywać to „obrzydliwością i prymitywizmem”.

Odpowiedziałem już mojemu gościowi w księdze gości, teraz przytoczę tutaj tę odpowiedź:

Zdziwiony, zaraz Ci odpowiem, tylko przełknę tego kotleta schabowego... Już. Nie wiem, czemu inni ludzie jedzą mięso. Ja jem dlatego, że jest smaczniejsze od trawy. Nawet ci, którzy są wegetarianami, jedzą kotlety sojowe, hamburgery warzywne i bezmięsne hot dogi, potwierdzając w ten sposób ten fakt. Dziecko, które nie jadłoby mięsa, będzie miało poważne problemy ze zdrowiem. W USA sądy skazywały już rodziców za znęcanie się nad dziećmi w taki sposób, że karmiły je tylko roślinkami. Dzieci miały duże problemy ze zdrowiem i nie rozwijały się prawidłowo.

Demony w świniach... Żydzi nie mogli jeść wieprzowiny, było to niezgodne z prawem. Dlaczego więc hodowali świnie? Mleka to nie daje, wełny też... Czyżby łamali prawo? Była to lekcja dana przez Jezusa, przypomnienie, że wieprzowina jest zakazana. Nawiasem mówiąc, gdyby wprowadzić Twoje przekonania w życie, skazalibyśmy biedne świnki na wymarcie. Może kilka ogrodów zoologicznych by miało po parce... ale co to za życie? Nawet dla świni? Nikt by ich nie hodował dla zabawy, a na wolności by nie przeżyły roku.

Niezbywalne prawo do życia dla zwierząt? Hehehe... a co zrobić z tymi zwierzątkami, co sałaty się nie chwycą? Te lwy, tygrysy, wilki, rekiny i inne sowy? Przecież one też zabijają, żeby przeżyć... albo musielibyśmy je wytępić, albo musimy się pogodzić z faktem, że jedne zwierzęta żyją dzięki innym zwierzętom.

A co Bóg na to wszystko? Zobaczmy:

Rdz 9,2-3: Wszelkie zaś zwierzę na ziemi i wszelkie ptactwo powietrzne niechaj się was boi i lęka. Wszystko, co się porusza na ziemi i wszystkie ryby morskie zostały oddane wam we władanie. Wszystko, co się porusza i żyje, jest przeznaczone dla was na pokarm, tak jak rośliny zielone, daję wam wszystko.

Wj 12,8: I tej samej nocy spożyją mięso pieczone w ogniu, spożyją je z chlebem niekwaszonym i gorzkimi ziołami.

Kpł 8,31: Potem powiedział Mojżesz do Aarona i do jego synów: Ugotujcie mięso przy wejściu do Namiotu Spotkania. Tam jedzcie je z chlebem, który jest w koszu ofiary wprowadzenia w czynności kapłańskie. Tak mi nakazano w słowach: Aaron i jego synowie będą je jedli.

Dz 11,7-10: Usłyszałem też głos, który mówił do mnie: "Zabijaj, Piotrze, i jedz!" Odpowiedziałem: "O nie, Panie, bo nigdy nie wziąłem do ust niczego skażonego lub nieczystego" Ale głos z nieba odezwał się po raz drugi: "Nie nazywaj nieczystym tego, co Bóg oczyścił".

Przykłady można mnożyć. Jak sam widzisz, zakaz zabijania zwierząt byłby nielogiczny, czy to patrząc na to w sposób naturalny, czy też przez pryzmat nakazów Pańskich. Co do znaczenia posiłku z Księgi Wyjścia i przyczyny oznaczenia drzwi krwią, przeczytaj tekst pt. http://www.polonus.allelu....php?numer=8117 "> „Czwarty Kielich”, pomoże Ci to zrozumieć. Zresztą sam pomyśl... jakby Bóg nie chciał, żebyśmy jedli zwierzęta, nie zrobiłby ich z mięsa ;). Pozdrawiam.


Co do Ramosa, to nie myślałem o ogólnodostępnym archiwum, lecz o całkowicie odciętej społeczności. I nie notowali by niczego czego sami nie dostrzegli, a do tego zaliczyłbym, przybycie na planetę. To co by notowali, byłoby zapisane z ich punku widzenia.
" Trzynastego dnia, miesiąca pierwszego, roku dziewięćsetnego, na port Galen zaatakowała flota, pod przywódctwem Czarnego Apostoła. Mężczyzna ten stał na dziobie czarnego okrętu i patrzył na port, a jego spojrzenie otaczało ludzi strachem. Port został wzięty po dobroci. Ludzie złamani byli aurą strachu."

No i zastanawiam się czy takie częste ukazywanie się ludziom jest dobre dla naszych małych bogów. Oczywiście część z nich zgodnie z charakterem będzie to robić, ale dla innych jest to wysoce niewygodne. A nawet ci, którzy chcą się pojawiać, muszą to robić z przerwami na regenerację.

Co do Kempa, to chciałem go w pełni uśmiercić. Jego obecność zjednoczyła by wszystkich przeciw 13temu więc tylko by zepsuł zabawę... a zresztą, co to za świat gdzie możesz się tak łatwo do boga zwrócić?

Jeżeli chodzi o wyrocznie to myślałem o tym, żeby uszkodzony statek matkę zostawić na orbicie zerowej, ale bez paliwa do lotu... Ale za to z działającym stosem atomowym i wieloma urządzeniami + uszkodzonym i ostro wariującym komputerem pokładowym, uważającym, że wszyscy członkowie załogi sa martwi. To taki lekki zarys. Pomyśl co da sie z tym zrobić.

Co do magii planety, to myśle że może to być magia wciąż żyjącej tu drugiej rasy.
Ja to widzę tak: Autochtoni są rasą humanoidalną, ale o większym wzroście i wyposażoną w dodatkową parę skrzel po bokach. Lekko szarawa skóra, opływowy kształt. Magia to moc PSI, oddziaływująca na ewolucję. Potrafią przyzywać zwierzęta, ( w tym olbrzymie bestie morskie) i wykorzystywać je na swoją korzyść, plus w skutek ich hodowli zwierzęta bardzo szybko kształtują się w wybranym kierunku.

Co do apostoła to myślę, że byłby to ciekawy pomysł, ale sztuka musiałaby być niezwykle trudna, tubylcy muszą mieć jakąś broń która powoduje, że ludzie ich jeszcze nie wytłukli.

Jeżeli chodzi o ląd to myślę że największe, a przy tym wyjątkowe w swych rozmiarach, będą wyspy wielkości Nowej Zelandii czy Polski. O takie że na piechotę przejście jest wyzwaniem, ale gdyby ktoś miał samochód to jeden dzień w drodze.

25% ludności jest wyznawcami apostołów. Reszta jest wynikiem przemian genetycznych i nie muszą nawet mówić w odpowiednim języku, chociaż mogą, przejmując od napotkanych ludów zwyczaje. Oczywiście są na niższym poziomie technologicznym i stopniowo, ale opornie są włączanie do innych plemion/nacji.

Czwartym apostołem będzie Tobiasz. Uznał on, iż tak wielkie rzesze ludzi, nie mogą żyć nie znając chwały Pana (był on księdzem, który dodatkowo kiepsko zniósł katastrofę). W celu niesienia dobrej nowiny, rozpuścił on plotkę o pozostałych apostołach, co część z nich uznała za dobrą okazję, a część po dziś dzień z chęcią dopadła by Tobiasza. Tak czy inaczej, ludzie uwierzyli w apostołów i żadne próby nie są w stanie zmienić tego faktu. Oczywiście w obieg poszła także dziwna i nieco zmieniona forma chrześcijaństwa.

Jeżeli chodzi o samych apostołów to widzę ich nie jako istoty bez skazy, lecz wręcz przeciwnie, ludzi którzy po przerażających wydarzeniach, w bezmiarze kosmosu, bez szansy na ratunek, starają sobie radzić. Jedni próbują stworzyć sobie nowy dom (Remos, Makgharty), a inni wręcz przeciwnie, starają się za wszelką cenę wrócić na własną planetę (Loki, Smif).

Jeżeli chodzi o roślinność to jest ona tak jak u nas zróżnicowana, jest jednak kilka łatwo dostrzegalnych różnic. Dużo wyższa roślinność, szybszy jej wzrost i rośliny wyrastające z wody. W okolicach mielizn można natknąć się na zakorzenione na głębokości kilku metrów lasy, wysokie na kilkanaście metrów, a szerokie tak, że kilku mężczyzn musiało by je obejmować. W takich też miejscach często można natknąć się na wsie rybackie, lub siedliska piratów.

Zwierzęta. Na lądzie żyją tylko małe stworzenia. Zbyt mało mają terenu by ewoluowało coś większego. Chyba, że była by to istota żyjąłca częściowo w wodzie, a częściowo na lądzie. Dużo więcej ptaków, o rozmiarach zadziwiających wręcz. W wodzie, bardzo dużo żywych istot. To tutaj planeta trzyma najgroźniejsze istoty. Ogromne lewiatany, rekiny wielkie jak łódź rybacka, albo nawet większe itp.

Brakuje jeszcze kilku apostołów, dokładniejszego opisu już istniejących, może jakieś propozycje nacji... chcemy żeby nacje były ściśle związane z konkretnymi apostołami?[/i]

czyli znowu cos z mojego ÓLÓBIONEGO, klimatycznego polskiego serwera L2... dawno sie tak nie usmialem... kilka podan autorstwa jednego osobnika, ktoremu (raczej) nie zalezy, by sie na serwer dostac... milej lektury

Data złożenia podania: 05/04/2009 12:05
-----------------------------------------------
No więc co do mojej przeszłości to moja mama szła po lesie gdy nagle z zaskoczenia zgwałcił ją minotaur. Mama zniosła jajko i się wyklułem ja. To częściowo tłumaczy też moja rodzinę. Oprócz mamy i taty mam jeszcze tatę, tatę, tatę, tatę, brata i 8 sióstr oraz koguta. Znajomych nie mam a ci których kiedyś miałem, teraz się do mnie nie przyznają. Urodziłem się w lesie. Choroby? Syfilis, sraczka, zapalenie macicy, rak jądra, złamanie oka z przemieszczeniem, nadciągnięcie mięśnia zębatego ucha oraz zapchanie lewej dziurki od nosa grochem. Nic poważniejszego mi się nie przytrafiło.

Data złożenia podania: 05/04/2009 12:57
-----------------------------------------------
Jestem Carni. Mojej mamy jednak nie zgwałcił minotaur - dowiedziałem się conieco o swej przeszłości. W rzeczywistości jestem synem garbatego gnoma i kulawego jednorożca, nie mam przyjaciół bo nikt mnie nie lubi a w młodości chorowałem na marskość wątroby.

Data złożenia podania: 05/04/2009 13:23
-----------------------------------------------
Jestem Carni i jestem synem łysego elfa i cherlawego krasnoluda, pochodzę zza 7 gór i zza 7 lasów, mieszkam w glinianej chatce na skraju lasu polując na wilki i jelenie, lubię dużo jeść, moje hobby to wynajdywanie ognia, w młodości poparzyłem się gdy wybuchł mi w rękach krzemień i to chyba jedyne choroby. Znajomi nie żyją tak samo jak reszta rodziny

Data złożenia podania: 05/04/2009 14:32
-----------------------------------------------
Jestem Carni. Jestem chochlikiem barbarzyńcą, walczę wielką dwuręczną piłą do drewna i przenośną armatą. Z zawodu jestem gladiatorem, a wszystkich znajomych zabiłem. Choruję na stężenie pośmiertne.

Data złożenia podania: 05/04/2009 15:27
-----------------------------------------------
Jestem Carni. Jestem synem białego smoka i zielonego renifera, czemu zawdzięczam swoją nadludzką moc. Interesuję się zabijaniem ludzi. Znajomych zabiłem. Rodzinę też. Do tej pory chorowałem na Smoczą gruźlicę, Elfią żółtaczkę i Czarodziejskie pchły i miałem tasiemca. Walczę Ciężkim Łukiem Przeciwpancernym.

Data złożenia podania: 05/04/2009 16:57
-----------------------------------------------
Jestem Carni i jestem piratem. Pływam na dziurawej łupinie, jestem synem sławnego korcarza Szczerbatego Szymona i Rudej Rochy (jego papugi). Pływam po morzach i oceanach polując na rekiny, foki i bociany oraz unikając śmierci przez pożarcie na bezludnych wyspach zaludnionych przez ludożerców. Moja historia jest smutna więc nie chciałbym się nią dzielić. Nie lubię się dzielć. Chorowałem na chorobę morską i niepohamowany pociąg do rumu. Kiedyś także zostałem pożarty przez rekiny ludojady, 2 razy się utopiłem i raz zabiła mnie kula z armaty. To chyba tyle odnośnie schorzeń.

Data złożenia podania: 05/04/2009 17:27
-----------------------------------------------
Jestem Carni i jestem Ninja z Klanu Dojrzałego Jabłka. Wychował mnie, i nauczył rzemiosła sam mistrz Sakmaydik. Trudnię się zabójstwami na zlecenie i bez zlecenia. Nie mam znajomych - mam samych wrógów. Rodziny też nie mam - zamiast tego mam zleceniodawców. Rzucam gwiazdkami ninja, macham mieczem ninja, biegam w butach ninja. Ubieram się na czarno ale nie jestem ani emo ani metalem. Moją twarz skrywa czarna maska. Znam dużo magicznych sztuczek np. umiem znikać, chodzić po ścianach i zabijać ruchem ręki.

JA BYM GO PRZYJAL NA SERWER

poprawiony tag - tymb


| Wychodzi na to, że o każdy ekosystem należy dbać.

Teoretycznie tak !

[...]
| Dlatego być może warto dbać np. również o niedźwiadki
| tralalala ;-)

Problem niedzwiadkow tralalala to cos innego. Sa to zabiegi ludzi
okreslajacych siebie mianem ekologow, ale w zasadzie bedacy
niedowartosciowanymi politykami(z przeszloscia naukowa) i na ekologii w
ogole
sie nie znajacy, a bioracy na swoj sztandar jakis zupelnie marginalny
problem
ekologiczny, choc medialnie nosny.


Tak, wiem, stąd ten smiley na końcu ;-)

Skoro np. dzis zyja w odizolowanych niszach jakies malo liczne gatunki, to
znaczy, ze tak na prawde generalnie przyroda bez nich takze sie obejdzie,
a
zabiegi ich ratowania maja raczej wymiar humanitarny czy naukowy niz
racjonalny.


Generalnie niekoniecznie. Załóżmy (pewno gdybym poszperał, to znalazłbym
stosowny przykład), że jakiś niszowy gatunek żyje tylko w jednym miejscu,
ale akurat na trasie odwiecznych wędrówek innego gatunku.  Pierwsze, co mi
przyszło do głowy, to krokodyle na trasie wędrówek gnu, ale nie jest to
przykład do końca adekwatny (są różne gatunki krokodyli, nie są najczęściej
niszowe, no i różne drapieżniki żywią się mięsem gnu). Jeżeli zabraknie
"nikomu niepotrzebnego drapieżnika" regulującego populację roślinożerców, to
te rozmnożą się do tego stopnia, że zeżrą całą trawę na sawannach do gołego
piasku. W rezultacie wyzdychają z głodu i chorób. Gnu, i stada innych
rośllinożerców. Wtedy zginie reszta drapieżników. Itd. W szybkie ustalenie
się równowagi na niskim poziomie populacji nie bardzo wierzę. Równowaga w
przyrodzie utrzymywana jest przez skomplikowaną zależność dodatnich i
ujemnych sprzężeń zwrotnych. Eliminacja ujemnego sprzężenia (drapieżniki)
wywoła efekt generatora. I ponieważ nie mamy zielonego pojęcia jaką rolę
pełni dany gatunek w zachowaniu równowagi w lokalnym ekosystemie, nie należy
IMHO tak lekko podchodzić do problemu typu "na Ziemi jest  kilka milionów
gatunków roślin i zwierząt, więc co za różnica, czy ubędzie jeden, czy
dziesięć". Bo za chwilę może być ich np. o połowę mniej na zasadzie efektu
domina.

A oprócz wymiaru naukowego i humanitarnego dodałbym jeszcze dwa:
1. Estetyczny (bajecznie kolorowy świat, bez którego ta planeta byłaby IMHO
zdecydowanie smutniejsza)
2. Medyczny (co chwila okazuje się, że jakieś roślinki produkują ciekawe
substancje przydatne w leczeniu _naszych_, ludzkich chorób, albo, że np.
rekiny nie chorują na nowotwory, poznanie przyczyny _może_ spowodować
przełom w leczeniu raka itd.)

Dla przykladu, aby od niedzwidkow nie odddalac sie zbyt daleko :) to jaki
wplyw na ziemski ekosystem bedzie mialo wyginiecie Pandy ?


Pewno żaden, ale do końca nie możemy być pewni. Tak samo, jak jeszcze nie
tak dawno nikt nie wiedział, że np. stada afrykańskich  słoni są niezbędne
do utrzymania niektórych lasów i to w trojaki sposób - raz - niszczą dorosłe
drzewa, robiąc miejsce dla leśnej młodzieży, a dwa - niektóre gatunki
afrykańskich drzew produkują nasiona, które, ehm, muszą przejść przez słonia
;-) coby mogły później wykiełkować, i trzy - nasiona te rozrzucane są przez
rzeczone słonie na dużym terenie i to w dodatku od razu posadzone razem z,
przepraszam jeżeli ktoś właśnie spożywa drugie śniadanie, kupą nawozu ;-)

W cale nie mowie, ze mamy patrzec jak ten gatunek ginie, ale takich
przykladow
jest wiecej, gdzie jakies tam gatunki po prostu nie wykazuja nalezytej
zdolnosci adaptacyjnej i sa skazane na wymarcie, czy czlowiek temu pomaga,
czy
nie, one i tak wygina.


Tego _nie_wiemy_. A już na pewno nie wiemy czy wyginęłyby, gdyby człowiek w
tym nie "pomagał". Przykład (z jakiegoś nowego serialu BBC emitowanego
aktualnie w TVP1 bodajże w niedzielę rano). Są gatunki roślin, czy zwierząt,
których cała populacja zajmuje powiedzmy 0,5 km2 lasu. I one sobie tam
mieszkają od... no właśnie - od stu lat, czy od dziesięciu tysięcy? Jeżeli
zostawimy je w spokoju, to może pomieszkają tam sobie przez następne sto
lat, albo sto tysięcy i albo w końcu wyginą, albo dadzą początek nowym
gatunkom, albo pojawi się jakiś nowy czynnik w ich lokalnym ekosystemie i
nastąpi ich gwałtowna ekspansja. Jaka będzie ich przyszłość _nie_wiemy_.
Chyba, że wyrżniemy ten kawałek lasu, bo pod spodem jest cholernie ważne
złoże rudy miedzi, które i tak wyczerpie się po pięciu latach (a miedzi i
tak jest od cholery na rynku). Wtedy przyszłość tego gatunku określi nie
nieprzewidywalna Przyroda, ale my, ludzie w sposób w 100% pewny. I
twierdzenie, że - "no, wyginęły, bo nie przystosowały się do nowych
warunków", jest w tym przypadku, IMHO, delikatnie mówiąc, nieco nieadekwatne
do rzeczywistości.

Moim zdaniem najwiekszy wplyw na ziemski ekosystem mialoby wyginiecie
najbardziej rozpowszechnionych gatunkow roslin i zwierzat.


Najbardziej rozpowszechnione (terytorialnie i liczebnie) ssaki to bodajże
szczury ;-) (stanowiące zresztą wszędzie poza Eurazją gatunek inwazyjny).

Takie cos mogloby
sie zdarzyc np. w wyniku "zimy jadrowej" wywolanej w sposob od nas zalezny
lub
nie(duzy impakt z kosmosu).


Albo jak wyrżniemy albo wypalimy lasy tropikalne i zatrujemy rafy koralowe,
wyłowimy wszystkie nadające się do zjedzenia ryby, a resztę rozpuścimy w
ropie.... A potem zginiemy z głodu uprzednio wybijając się w walce o resztki
czystej wody i niezatrutej żywności.

(STS)


--
------------------------------
Pozdrawiam
Jarek Lubczyński


Oj zmartwie Cię co do australopitków i innych - nie ma żadnego potwierdzenia że oni wogóle istnieli..poza tym w tym momencie pojawia sie problem duszy - człwoeik nie może pochodić od zwierząt...bo wtedy sam bęąc zwierzęciem nie miałby duszy..Na początku 1848 roku, w Kalifornii, nieopodal dzisiejszego miasta Sacramento, pewien cieśla znalazł grudkę złota. Kiedy wieść się rozniosła, w ciągu sześciu miesięcy 80 tysięcy ludzi ruszyło na poszukiwanie kruszcu.
W krótkim czasie rozkopali obszar na przestrzeni setek kilometrów kwadratowych. Oprócz sporej ilości złota, odkryli też zadziwiające znaleziska. Wkrótce po obozach poszukiwaczy zaczęły krążyć opowieści o dawnych, zaginionych cywilizacjach. Sięgnęły one zenitu, kiedy w 1851 roku ktoś znalazł bryłkę złotonośnego kwarcu, w której tkwił zardzewiały, ale idealnie prosty gwóźdź. Sensacja stała się jeszcze większa, kiedy najbardziej prestiżowa organizacja geologiczna - Smithsonian Institution - stwierdziła, że gwóźdź pochodził z warstw skalnych, liczących 380-550 mln lat! Jak to możliwe, skoro, według naukowców, pierwszy człowiek zdolny wytwarzać prymitywne narzędzia pojawił się na Błękitnej Planecie zaledwie 5 milionów lat temu, a narzędzi z kamienia łupanego zaczął używać dopiero 1,5 mln lat później! Nasza kultura liczy zaledwie 10-11 tysięcy lat, a metale znamy dopiero od 5 tysięcy lat.
Ale na tym nie koniec niezwykłych odkryć. 9 czerwca 1891 roku, w miejscowości Morrisonville, pani Culp dorzucała węgla do pieca, rozbijając jego bryły na kawałki. W środku jednej z nich tkwił... złoty łańcuszek długości 25 centymetrów. Węgiel zaś wydobywany na tym terenie pochodził sprzed około 300 milionów lat! Kto w tamtym czasie wykonał żelazny gwóźdź i złoty łańcuszek, skoro, według naukowych szacunków, nie było na Ziemi nikogo, kto mógłby to zrobić?!
Gdzie się podziały brakujące ogniwa?
Zagadki związane z pochodzeniem tych i dziesiątków podobnych znalezisk można by od biedy jakoś wytłumaczyć, gdyby nie to, że współczesna nauka - do czego przyznaje się niechętnie - ma coraz większe problemy z ustaleniem prawdziwej historii życia na Ziemi. Dotąd opierała się na ogłoszonej w 1859 roku teorii Karola Darwina. Zakłada ona, najogólniej biorąc, że życie powstające na Ziemi na przestrzeni milionów lat, drogą doboru naturalnego i swoistych prób i błędów, rozwijało się w coraz doskonalsze formy. Rzecz w tym, że, jak stwierdził ostatnio profesor Stephen Gould z Uniwersytetu Harvarda, "skamieliny nie dają żadnego dowodu na istnienie stopniowych zmian". A jego kolega, profesor Niles Eldredge, potwierdził, że nikt nigdy nie znalazł żadnych "pośrednich stworzeń". Wśród skamieniałości nie ma "brakujących ogniw", na przykład żyrafy z szyją średniej długości.
Najstarsze skamieniałości pochodzą z okresu zwanego kambrem, czyli sprzed około 590 milionów lat. Jednak wszystkie te organizmy wyginęły w stosunkowo krótkim czasie. Po blisko 400 mln lat życie na Ziemi gwałtownie wybuchło. Wszelkie organizmy, które wtedy powstały, odnajdujemy w pełni rozwinięte bez śladu jakiegokolwiek wcześniejszego etapu. Profesor Gould tak to komentuje: "Na danym terenie gatunki nie powstają stopniowo w drodze przekształcania się ich przodków; wszystkie one pojawiają się nagle, w pełni uformowane. I w dodatku żyją tak, jakby nie podlegały żadnej ewolucji. Ostrygi i małże są obecnie w gruncie rzeczy takie same, jak wtedy, gdy pojawiły się po raz pierwszy, około 400 milionów lat temu. Ryby trzonopłetwe żyją od 300 milionów lat, bez żadnych poważniejszych zmian. Rekiny wyglądają tak samo, jak 150 milionów lat temu. Także jesiotry, aligatory, żółwie nie zmieniły się od tego czasu."
Kto majstrował w ogrodzie życia?
Zrozpaczeni obrońcy "jedynie słusznej" teorii ewolucji przez chwilę upatrywali ratunku w inżynierii genetycznej. Manipulując genami, starali się w laboratoriach wywołać przyspieszoną ewolucję. Zaaranżować drogę, jaką przeszły różnorodne organizmy, od swych pierwotnych form, do dzisiejszej postaci. Niestety, ich wysiłki pochłaniające ogromne środki finansowe niczego nie dały. Owszem, stworzyli muchy o podwójnym odwłoku lub z dodatkowym skrzydłem zamiast głowy, albo z czterema skrzydłami. Nigdy jednak nie udało się stworzyć nowego organu wewnętrznego ani innego rodzaju muchy. Jak stwierdził zrezygnowany doktor Robert Wesson, teoria ewolucji Karola Darwina nie sprawdza się właściwie w niczym. Nie znamy na przykład etapów przejściowych między rybami a płazami. Pierwsze zwierzęta lądowe pojawiły się od razu z doskonale rozwiniętymi czterema kończynami, pasem barkowym i biodrowym, żebrami i wyodrębnionymi głowami. W ciągu kilku milionów lat, ponad 320 milionów lat temu, pojawił się ponad tuzin rzędów płazów i nic nie wskazuje, by jedne były przodkami innych!
To samo dotyczy ssaków. Pierwsze z nich były małymi stworzeniami. Potem nagle wymarły, by 15 milionów lat później znowu nagle pojawiło się kilkadziesiąt ich grup. Ale jakich! Niedźwiedzie, lwy czy hipopotamy nie różniące się niczym od dzisiejszych. Mało tego, wystąpiły równocześnie w Azji, Ameryce Południowej czy południowej Afryce. I wcale nie ma pewności, czy są one potomkami pierwszych maleńkich ssaków. Wszystko wygląda tak, jakby ktoś powoływał do życia na Ziemi wszelkie organizmy już w stanie pełnego rozwoju.

--
...

1
16 tys. gatunków grozi wyginięcie

Polsko-europejski spór o dorsza to przykład tego, że nie potrafimy uczyć się na błędach. Dorsz i inne gatunki zwierząt giną na naszych oczach, a ściślej - w naszych żołądkach.

Najgorsze, co mogło mi się w życiu przytrafić, to spotkanie z człowiekiem. Tak mogłaby powiedzieć krowa morska Stellera, gdyby oczywiście potrafiła wdać się z nami w pogawędkę. Żyła w arktycznych wodach okalających Wyspę Beringa. Przed 1741 r. nigdy nie widziała człowieka, nic więc dziwnego, że się go nie bała. Była potężnym ssakiem - ważyła ok. czterech ton, mierzyła do dziewięciu metrów i - niestety - miała smaczne mięso. W ciągu 27 lat wielorybnicy zabili wszystkie krowy morskie. Ten sam los z rąk człowieka spotkał zresztą inne gatunki, m.in. potężne ptaki moa żyjące w Nowej Zelandii i ptaki Dodo na Mauritiusie. A dziś bez żadnych skrupułów wykańczamy kolejne zwierzęta.

Przystawka: sushi

Międzynarodowa Rada Badań Morza (ICES) szacuje, że większość populacji ryb w Europie jest nadmiernie eksploatowana. Ich mięso jest zdrowe, więc chętnie je jemy. Na niektórych gatunkach (dorsz, tuńczyk) rybacy mogą świetnie zarobić. I wszystko to można by ze sobą pogodzić, gdyby wypracowano złoty środek - łowić tyle, by dany gatunek mógł w naturalny sposób uzupełniać braki. Ale rybacy wolą zarobić, ile się da, nawet ryzykując wyniszczenie danego gatunku. Pomaga im w tym technika - szukanie ławic ułatwiają sonary, rejestratory głębokości i komputery zamontowane na kutrach.

Niedawno na listę zagrożonych gatunków, którymi międzynarodowy handel musi być ściśle regulowany, wpisano węgorza europejskiego. Dorszy - jak podaje ICES - łowi się w Bałtyku o 35-45 proc. ponad limit wyznaczony przez Komisję Europejską (limitu nie chcą przestrzegać m.in. polscy rybacy popierani przez nasz rząd). WWF, organizacja zajmująca się ochroną przyrody, szacuje, iż prawie jedna trzecia tuńczyków poławianych w Morzu Śródziemnym pochodzi z nielegalnych połowów. Tuńczyk błękitnopłetwy, ceniony jako składnik sushi, to dziś jedna z najdroższych ryb na świecie. Pesymiści twierdzą, że właśnie dlatego skazany jest na wymarcie.

I danie: zupa z rekina

Przekleństwem morskich zwierząt są sieci. Wpada w nie wszystko: zagrożone żółwie morskie, delfiny, rekiny, jeżowce, rozgwiazdy, małże. Według WWF na każde 450 g ryby soli dostarczanej na światowy rynek ginie siedem kilogramów innych morskich stworzeń.

Zwierzęta, które przypadkowo dostaną się w sieci, wyrzucane są z powrotem za burtę. Większość z nich ginie. FAO, organizacja ONZ ds. Wyżywienia i Rolnictwa, szacuje, że takie "odpady" mogą stanowić nawet 25 proc. wszystkich rejestrowanych połowów handlowych. Odpadem stały się nawet rekiny, którym rybacy obcinali jedynie płetwy - z nich przyrządza się zupę - i tak okaleczone wyrzucali do wody. Dziś ten proceder jest oficjalnie zabroniony.

Śmiercionośne są też sieci zerwane podczas sztormów, zgubione pułapki na raki i kraby, taśmy do mocowania ładunków i wszystkie inne plastikowe odpady wyrzucane przez ludzi do morza. Zrobione z nylonu sieci skrzelowe dryfują po oceanach i zabijają wszystko, co w nie wpadnie. Ptaki morskie, rekiny giną uduszone przez sznury hakowe.

Ich ofiarą pada co roku także prawie 250 tys. żółwi morskich, które nabijają się na haki.

Wieloryby połykają torby nylonowe, a w plastikowych taśmach wyrzucanych do morza giną foki.

II danie: comber z jelenia

Zagrożone sa nie tylko gatunki morskie. Ofiarą kłusownictwa padają m.in.: goryle, orangutany, tygrysy syberyjskie. Groźne sa też zmiany w środowisku oraz w klimacie. Destrukcyjne jest niszczenie siedlisk, w których żyją zwierzęta, np. wycinanie lasów równikowych pod pola uprawne. Polowania i wylesianie doprowadziły niemal do zagłady jelenie baweańskie. Na maleńkiej wyspie Bawean położonej na północ od Jawy żyje ich ledwie 200.

Podobny los spotkał jelenie Alfreda, które jeszcze na początku ubiegłego wieku żyły w filipińskich dżunglach wysp Panay, Negros i Cebu. W 1980 r. ogłoszono, że gatunek ten wyginął. Jednak siedem lat później w jednej z górskich wiosek znaleziono oswojonego samca. Później udało się odzyskać jeszcze kilka zwierząt od kłusowników. Obecnie są hodowane w zoo.

Działalność człowieka doprowadziła do tego, że dziś - według danych Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody i Jej Zasobów (IUCN) - wyginięciem zagrożonych jest ponad 16 tys. gatunków. W przeszłości mieliśmy już do czynienia z pięcioma masowymi wymieraniami: ordowickim, dewońskim, permskim, triasowym i kredowym (wtedy zniknęły m.in. dinozaury). Naukowcy podkreślają, że teraz jesteśmy świadkami szóstego wielkiego wymierania w historii Ziemi, tym razem spowodowanego działalnością człowieka.

Deser: ślimaki

W jednym z pomieszczeń poznańskiego zoo mieszka 70 proc. światowej populacji ślimaków Partula hebebella. Przodek tych mięczaków dostał się na wyspy Polinezji Francuskiej prawdopodobnie przyklejony do ptaka. Tam, gdzie wylądował, nie miał konkurentów - dopóki na wyspy nie przyjechali Francuzi, którzy sprowadzili mogące ważyć nawet pół kilograma ślimaki Achatina achatina. Olbrzymy zaczęły niszczyć uprawy. Żeby je wytępić, Francuzi sprowadzili ślimaki drapieżne. Te jednak zamiast zjadać achatiny, zaczęły polować na centymetrowe, bezbronne partule. Efekt? W latach 80. XX w. wszystkie partule na wolności wymarły. W ostatniej chwili kilkanaście sztuk udało się przewieźć do ogrodów zoologicznych, w których są dziś hodowane.

Ta historia to jeden z przykładów tego, jak łatwo my - ludzie - możemy przyczynić się do zagłady gatunku. I przykład, że czasem nam - ludziom - udaje się uratować zwierzęta, które są już na krawędzi.


Źródło



Podobne strony:

gdzie kupić akcje Ruchu
gdzie kupić produkty Lierac
Gdzie Kupić Sok Noni
gdzie kupić wiatrówkę Hatsan
gdzie morzna zrobić aborcję
gdzie stoja tirowki lodz
gdzie wziąść kredyt mieszkaniowy
gdzie zainwestować 20 000zł
gdzie zdobyć uprawnienia pedagogiczne
Gdzie ci mężczyźni piosenki
Gdzie Kupi Ratlerka
gdzie kupi YTONG
Gdzie kupić auto
Gdzie kupić filmy
Gdzie kupić głośnik
"http://szukaj.pisz.pl/POMOCY.AEROBIC.I.SI:A3OWNIA..GDZIE.S:A1......:3F.nr.3625433.htm"> POMOCY.AEROBIC I SIŁOWNIA. GDZIE SĄ......? "http://wyszukaj.elk.pl/id;4606037;proszek;:26quot:3BDzidziu:B6:26quot:3B;-;gdzie;mo:BFna;kupi:E6;:28Wa-wa:29:3F:3F:3F.php"> proszek "Dzidziuś" - gdzie można kupić (Wa-wa)??? "http://maxwap.pl/b/11/gdzie.php">Gdzie. "http://maxwap.pl/b/70/gdzie.php">gdzie "http://maxwap.pl/h/37/21,gdzie.php">:: gdzie? Gdzie najlepiej ( najtaniej ) kupić oponę ???
gdzie sprawdzic wersje programu?