Początkowo w chatce mieszkał tylko MR, więc mogła być malutka, a teraz to się dopiero rozrosła. Pomijając fakt, że jest nowa. Opowiem więc wam, jak wyglądała stara chatka, ta sprzed podpalenia. Była maleńka. cała z ciemnego drewna - bo zczerniało przez upływające lata. Fakt, mogłaby byc podmurowana, ale nie wiem, czy MR miał skąd wytrzasnąć kamienie, więc z podmurowania zrezygnował. Chatka mieściła się na ślonecznej polance, która otaczały drzewa - wszystko w jasnych, zieloniutkich kolorkach. Do chatki wchodziło się oczywista przez drzwi. Wchodzimi i widzimy maleńką izdebkę, bardzo ciemną, bo ma tylko trzy maleńkie okna - po lewej po prawej i obok drzwi (przez które się wchodzi ). Wchodzimy i od razu widzimy kominek (a więc jednak kamienie były ). Kominek jest jednym jasnym przedmiotem w pomieszczeniu. Po prawej stronie kominka stoi bujany fotej MRa. Po lewej stronie drzwi stoi mały stolik, gdzie słonka miały zwyczaj jadać. Dokładnie tam, gdzie kończy się stół (na ścianie po lewo od drzwi) zaczyna sie małe okienko. Na samym środku leży pleciony dywanik - mata, w czterech podstawowych kolorach (chyba nie muszę wymieniać jakich ). No, na ścianch wiszą jakieś oprawione w ramki zasuszone kwiaty, nad kominkiem wspólny malunek wszystkich słonek (powiedzmy ). Ale żeby słonka miały gdzie klapnąc, to postawił MR ławę (ręcznie przez niego robioną, jak reszta mebli ) po praej stronie drzwi. Potem chatka rozciągnęła się na kuchnię i łazienkę. Bo właściwie początkowo chatka kuchni nie miała i łazienki tez (u mnie - gotowało się na kominu, a myło się w strumieniu, hehe ), ale jednak postanowiłam coś z tym zrobić. Więc po lewej stronie kominka, na przeciwko stołu pojawiło sie wgłębienie - tak małe by zmieściła się tam jedynie jedna osoba - tam były blaty i szafeczki, rózne kuchenne dodatki, Ale gotowało sie i tak na kominku. A łazienka była po prawej stronie kominka. Również wgłebienie, wielkości kuchni, tylko, że miało drzwi. Dość prowizoryczne, ale miało. Do łazienki zaglądać na razie nie będziemy ) Hm... Ale nowa chtka większa widzę jest. Cały czas próbuję ją widzieć tak jak starą, ale stara była ciemna wiekami (ciemne wieki, hehehehe ) ), a ta jest zbyt jasna, zbyt wiosenna, zbyt mało wieczorna. Zbyt świeże jest drewno. Sa schody na górę (obok kominka i łazienki) i zejście do spiżarni-piwnicy (pod schodami na górę). Nie wiem, co jest na górze. Zapewne łózka, posutawiane ciasno tak, by się wszystkie zmieściły, a przerwy między nimi śa tylko po to by można się było do kolejnych dostać. Małe okienko, żeby wpadało światło. Mam nadzieję, że dach nie cieknie, kiedy pada.
Hm. Zamysliłam się nad swoim pokojem. I już wiem. Jeśli ma być z drewnianych bali (bo czego w lesie najwięcej, jak nie drewna?? ), to pokoik ma być na tyle duzy by zmeściło się tam łóżko. Tapczanik. Drzwi, miejsce na kapcioszki (papaucie ) i od razu łóżeczko. Szeafeczka nocna okbo miejsca na papucie. Okienko, bo w małym pokoju musi być jasno. Nad stopami (bo znając życie gdyby było nad głową to bym się ciągle uderzała ) półka z książkami. Ilośc niestety znikoma, ale od czego sa biblioteki?? Pokój musi byc wysoki, żebym klaustrofobii nie dostała. Centrum pokoju jest oczywiście łózko i tam kwitnie życie heya, jakoz i nauka. Niewygodnie co prawda, ale jak chce się wygodniej to się idzie do "salonku" na dole i siada się przy stole. Miejsce trzeba ekonomicznie podzielić, nie ma co narzekać. Wieice jakie takie małe pokoiki są przytulne. Często są takie w górskich pensjonatach, mikroskopinej wielkości, ale ile maja uroku... Ale nie chciałabym żeby mój pokój w realu był taki. Człowiek potrzebuje przestrzeni. W chatce mamy ją na polanie, w lesie. A w mieście czegoś takiego nie ma.
heyas, co tęskniła straszliwie przez całe dwa dni, bo ja odcięto od neta
Pozdr.
ps. Kelis, nie potrzeba lekcji - radzisz sobie bardzo dobrze!!! Bardzo mi się podobało!!! Z humorkiem i w ogóle!! A poza tym w końcu w chatce MRa nauczysz się gotować I już się nikt nie zatruje. I śliczne jest to jezioro Lśniących Wód...
|